Rodzice Ramana Protasiewicza błagają o pomoc. Czy to pomoże?

Protest w obronie Ramana Protasiewicza i Sofii Sofia Sapegi. Fot. PAP/EPA/TOMS KALNINS
Protest w obronie Ramana Protasiewicza i Sofii Sofia Sapegi. Fot. PAP/EPA/TOMS KALNINS
Mieszkający we Wrocławiu rodzice Ramana Protasiewicza apelują do społeczności międzynarodowej o "uratowanie syna".

Mieszkający we Wrocławiu rodzice Ramana Pratasiewicza, zatrzymanego w niedzielę w Mińsku przez białoruskie władze, w wywiadzie dla agencji AFP apelują do społeczności międzynarodowej o "uratowanie syna". "On nie zrobił nic złego" - mowi jego matka Natalia.

Natalia Pratasiewicz mówi w wywiadzie dla francuskiej agencji, że nie spała od dwóch nocy, ściskając telefon w dłoniach, w nadziei, że dostanie wiadomość od syna. "Proszę, błagam, wzywam całą społeczność międzynarodową, aby go uratowała" - apeluje.


To tylko reporter, to tylko dzieciak... (...) Proszę, uratujcie go. Oni go zabiją


– dodaje.

46-letnia Natalia i jej mąż 48-letni Dzmitry uważają, że ich syn może przebywać w areszcie białoruskich tajnych służb. "Prawnik próbował się z nim dzisiaj spotkać, ale nie mógł. Nadal nie wiemy, czy on tam jest, jaki jest jego stan, jak się czuje" - mówi Dzmitry, były wojskowy.

– Jednym ze sposobów, w jaki nasze władze stosują tortury, jest nieinformowanie rodziny o tym, gdzie przetrzymywani są krewni – podkreśla.

Rodzice Ramana Pratasiewicza pozostają w bliskim kontakcie z matką jego partnerki Sofii Sapiegi, studentki prawa w Wilnie, która została wraz z nim aresztowana w niedzielę w Mińsku.

Ślady pobicia Ramana

Według rodziców białoruskiego opozycjonisty w przekazie wideo, opublikowanym w poniedziałek przez białoruskie władze, wyraźnie widać było ślady pobicia ich syna. Dzmitry zwraca uwagę, że jego syn wyglądał na wyjątkowo zdenerwowanego, miał braki w uzębieniu i siniaki po lewej stronie twarzy i szyi.

– Film był wyraźnie wyreżyserowany. Został nakręcony pod presją i nie można uwierzyć w to (co syn mówi na nagraniu) – mówi.– Ale przynajmniej pokazuje to, że nasz syn żyje – dodaje.

Rodzice Ramana przeprowadzili się do Polski w ubiegłym roku, po stłumieniu protestów, które miały miejsce na Białorusi po zakwestionowanych wyborach prezydenckich w sierpniu 2020 roku.

Czuł się bezpiecznie w UE

Według nich ich syn czuł się bezpiecznie w Unii Europejskiej, najpierw w Polsce, gdzie przeprowadził się w 2019 roku, a potem na Litwie. Ojciec tłumaczy, że Raman w Grecji przebywał na wakacjach ze swoją partnerką i "nie mógł przewidzieć takich konsekwencji".

– Był na pokładzie samolotu zarejestrowanego w kraju UE (…) i leciał z kraju UE do innego kraju UE – podkreśla Dzmitry, który z zadowoleniem przyjął decyzję UE o nowych sankcjach wobec Białorusi. Wierzy, że to "może pomóc radykalnie zmienić sytuację". – Myślę, że pomoże to uwolnić mojego syna – mówi.

Łamiącym się głosem dodaje: "Mój syn, ten młody człowiek chciał tylko powiedzieć prawdę o sytuacji. Nie zrobił nic złego".

KW

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka