Kto (i po co) straszy nas inflacją?

Rafał Woś: W Polsce trwa festiwal straszenia inflacją.
Rafał Woś: W Polsce trwa festiwal straszenia inflacją.
W Polsce trwa festiwal straszenia inflacją. To w istocie gra najbogatszych (oraz ich lobbystów) na zmuszenie Rady Polityki Pieniężnej do podwyżki stóp procentowych. Czyli o zabezpieczenie interesów zakumulowanego i leżącego bezczynnie kapitału. Nie dajcie się zastraszyć.

Chcesz nad kimś skutecznie panować? Zastrasz go. Tak długo opowiadaj mu o czających się w każdym kącie smokach i potworach aż w końcu sam przyjedzie do ciebie. Właśnie po to, żeby ci zapłacić za pożyczenie mu latarki, z którą pójdzie w nocy do toalety przez ciemny korytarz. Pełen smoków i potworów, które sam wymyśliłeś. W naszych czasach - stanowiących mieszankę faktycznego kapitalizmu i dość pozornej demokracji - elity ekonomiczne opanowały ten mechanizm straszenia do perfekcji. A straszenie inflacją jest ich wręcz popisowym numerem.

Inflacja. O co naprawdę chodzi?

Oczywiście nigdy nie przyznają wprost, o co im tak naprawdę chodzi. Bo wtedy musieliby powiedzieć coś takiego:

Tak jest! Nienawidzimy inflacji. Dlaczego? Bo przez nią nasze zakumulowane miliardy tracą na wartości. A my przecież potrzebujemy tych miliardów. Rzecz jasna nie po to, by sobie coś kupić. My wszystkie potrzeby mamy już zapewnione. Mamy domy, samochody, kochanki, kochanków i czego tylko dusza zapragnie. Po co nam w takim razie te miliardy? To proste. Owszem, my ich nie używamy. Ale ich istnienie pozwala nam utrzymywać naszą uprzywilejowaną pozycję społeczną.

Dlatego tak bardzo martwią nas szybko rosnące w Polsce płace. Jeszcze dekadę temu płaca minimalna wynosiła 40 proc. średniej krajowej. Dziś przekracza już 50 proc. A od 2013-2014 płace rosną zdecydowanie szybciej niż ceny. W efekcie pozycja pracownika wobec nas pracodawców się wzmacnia. I bardzo nas to denerwuje. Bo robol zaczyna się szarogęsić. Stawiać warunki. Kręcić nosem. A my tęsknimy do czasów, gdy dostawał 4,5 z godzinę i po rękach nas całował.

Nie, tego od nich niestety nie usłyszycie! Będą wam za to serwować stek zaklęć w stylu:

To nie o nas chodzi. Drożyzna uderza przede wszystkim w najbiedniejszych.

Płace rosną szybciej

Choć to oczywiście nieprawda i wystarczy spojrzeć na dane, żeby zauważyć, że płace cały czas rosną szybciej niż inflacja. Wobec czego w kieszeni pracownika zostaje więcej niż „zjada” mu wzrost cen. A przy tym bezrobocie należy u nas od paru lat do najniższych w Europie.

Gdy obalicie ten argument to zaraz usłyszycie, że


wszyscy wiemy, jak to było w Republice Weimarskiej, Zimbabwe albo Wenezueli. Czy chcecie tego samego?”.

Co też jest oczywistą bzdurą, bo porównywanie naszych obecnych 5 proc. inflacji do epizodów hiperinflacyjnych to jak przekonywanie, że mur chiński jest w zasadzie czymś w rodzaju krawężnika. Tylko takiego trochę większego.

Na koniec zaś ten czy ów niechybnie spróbuje sięgnąć po jakiś cytat z Ronalda Reagana (lub innego ekonomicznego analfabety nazywanego dla niepoznaki „obrońcą wolności”). Na przykład, że:


inflacja jest tak przerażająca, jak brutalny bandyta i tak zabójcza jak płatny morderca.


Podczas gdy tak naprawdę przerażający jest raczej poziom kłamstwa stojącego za antyinflacyjną histerią.

Dlaczego chcą nas przestraszyć?

Kluczowe jest to, aby zrozumieć dlaczego chcą nas przestraszyć. Ale to jest akurat proste. Straszą, bo tracą. Im więcej mają zakumulowanego kapitału tym więcej tracą. A oni nie lubią tracić.

Nie lubią tracić, bo (jak już wspomniałem) na zakumulowanym kapitale budują swoją społeczną pozycję. Potrzebują go, żeby czuć się lepszym od całej reszty. Żeby móc łatwiej wymuszać swoją wolę i sprawować władzę. I właśnie dlatego oni lubią nierówności. I są gotowi zrobić bardzo wiele, by nie dopuścić do ich zmniejszenia.

Niezależna bankowość?

Jak to zrobić w praktyce? Jednym ze starych i sprawdzonych sposobów utrzymywania nierówności społecznych jest właśnie wysoka stopa procentowa banku centralnego. Stopa procentowa to przecież nic innego jak rodzaj płacy minimalnej dla zakumulowanego kapitału. Im wyższa jest stopa, tym większe są zyski rentierów. I tym większa szansa na zachowanie ich wpływów, władzy i potęgi w społeczeństwie. To właśnie dlatego wymyślono i spopularyzowano w okresie powojennym w liberalnych demokracjach tzw. niezależną bankowość centralną. „Niezależną” to znaczy pozbawioną demokratycznego mandatu i dzięki temu bardziej posłuszną woli establishmentu ekonomiczno-finansowego.

Zadaniem takiej „niezależnej” bankowości centralnej było właśnie pilnowanie, by interesy kapitału były właśnie zabezpieczone. A że odbywać się to musi kosztem zwykłych ludzi (zwykłych to znaczy tych utrzymujących się głównie z pracy i stale zdobywanej płacy, a nie ze zakumulowanego kapitału)? To tym gorzej dla ludzi! W Polsce najbardziej jaskrawym przykładem tego mechanizmu była pierwsza połowa pierwszej dekady XXI wieku, gdy Leszek Balcerowicz zasiadał w roli szefa NBP.

Presja na RPP będzie rosła

Spowolniona fatalną polityką rządu AWS-UW gospodarka łaknęła dostępu do taniego pieniądza jak kania dżdżu. Finansowy establiszment upierał się jednak przy trzymaniu stóp na wysokim poziomie. Ceną za to było rekordowe 20-procentowe bezrobocie i spadek dynamiki wzrostu płac. Cenę tę establiszment oczywiście chętnie zapłacił. Tym chętniej, że nie ze swojej kieszeni.

Na razie wygląda na to, że obecne kierownictwo NBP oraz RPP składa się z dużo lepszych (i mniej podatnych na punkt widzenia interesów kapitału ekonomistów) niż wówczas. I na szczęście stopy - mimo rosnącej presji - pozostają na niskim poziomie. Dzięki czemu Polska ma szansę utrzymać się na ścieżce zmniejszania dysproporcji dochodowych również po pandemii. Presja na Radę będzie jednak stale rosła. Trzeba się temu przeciwstawiać nie przestając przypominać komu tak naprawdę zależy na podwyżce stóp. I czyim interesom miałaby ona faktycznie służyć.

Rafał Woś

Czytaj dalej:

Spór o lądowisko w Krakowie. Dyrektor szpitala ukryła ekspertyzę

Sędzia Juszczyszyn pozwał I prezes Sądu Najwyższego. Sprawa zarejestrowana!

Kulisy gry o RPO. Jak PiS buduje większość w Sejmie dla Lidii Staroń

Luzowanie obostrzeń na wakacje. Od 13 i 26 czerwca

Maja Staśko chciała być w "Hejt Parku". Krzysztof Stanowski ją zablokował

Lubię to! Skomentuj299 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka