Dziewięć rzeczy, których nie mówią wam o inflacji

Inflacja w sierpniu wyniosła 5,4 proc.
Inflacja w sierpniu wyniosła 5,4 proc.
Musicie wiedzieć, że jesteśmy przedmiotem zmasowanego ataku propagandowego. Celem tej akcji jest przestraszenie ludzi oraz (w konsekwencji) władz rzekomą drożyzną. Akcję napędzają bogate i wpływowe grupy interesu, które nie chcą, żeby zmniejszały się nierówności ekonomiczne w społeczeństwie. Odbywa się to oczywiście za zasłoną frazesów o potrzebie „obrony najsłabszych”. W których to najsłabszych inflacja - rzekomo - najmocniej uderza.

Inflacja, która (tak jak ta nasza) odbywa się w warunkach wyższego od inflacji wzrostu płac nie zmniejsza więc jego realnych dochodów. Taki ciułacz-pracownik jest na plusie. Nawet jeśli wydaje mu się, że traci. Bo trudno, by mu się tak nie wydawało, skoro kładą mu codziennie do głowy, że inflacja zżera jego oszczędności. Kto więc na obecnej inflacji traci? Właśnie ci prawdziwi rentierzy. To znaczy tacy, których dochód pochodzi raczej ze zakumulowanego kapitału niż z bieżącej aktywności zawodowej. Dla nich inflacja faktycznie jest rodzajem podatku majątkowego. Jeśli ktoś więc na poważnie (a nie tylko bezrefleksyjnie) powtarza hasło „tax the rich”, to w naszych warunkach powinien walczyć o odkłamywanie antyinflacyjnej histerii. Albo przynajmniej się do niej nie przyłącza.

Rzecz 4.
Co mówią?

Inflacja to jest kara za złą politykę gospodarczą rządu.

Jak jest?
Bzdura. Inflacja ma swoje bardzo konkretne przyczyny. Część z nich zależy od polityki rządu. Część to efekt otoczenia, w którym kraj funkcjonuje. Istnieje cały szereg poważnych prac ekonomicznych pokazujących jakie to czynniki. Ja osobiście polecam nowy tekst Enzo Rossiego z Uniwersytetu w Zurychu. Wskazuje on tam na takie czynniki jak: (1) ceny surowców energetycznych i prądu z nich wytwarzanego, (2) demografia, postęp technologiczny i globalizacja, (3) ilość pieniądza w gospodarce, poziom płac i polityka monetarna, (4) stan finansów publicznych i wreszcie (5) historia. I to w takim właśnie porządku starszeństwa. Nie jest więc prawdą, że inflację wywołuje zła polityka rządu.

Rzecz 5
Co mówią?

Inflacja to oczywiście dowód na niekompetencję PiS.
 
Jak jest?
Jest wiele dobrych powodów do krytykowania PiSu. Ale akurat gospodarka do nich nie należy. Spośród wymienionych wyżej przyczyn powstawania inflacji najmocniej rząd zaznaczył się w ostatnich latach na polu promocji wzrostu płac. Ale akurat to jest czynnik (jak już pokazaliśmy wcześniej), który sprawia, że nasza dzisiejsza inflacja jest raczej dobrym niż niepokojącym zjawiskiem. Warto też zwrócić uwagę na pierwszy czynnik wymieniany przez Enzo Rossiego. Czyli na ceny prądu. Ich wzrost jest związany z zaostrzaniem polityki klimatycznej przez Unię Europejską. Która objawia się windowaniem cen prądu pozyskiwanego ze źródeł wysoko emisyjnych (tj. z węgla). Głównie poprzez mechanizm drożejących praw do emisji CO2. I oczywiście można mówić, że to wszystko wyłącznie wina PiSu. Trudno jednak zaprzeczyć, że to nie tylko obecny rząd ponosi odpowiedzialność za taki a nie inny kształt polskiego miksu energetycznego. No chyba, że potraficie wskazać, gdzie mieszczą się te wszystkie elektrownie atomowe zbudowane za czasów PO i PSL. Albo farmy wiatrowe wzniesione na Bałtyku przez SLD.

Rzecz 6.
Co mówią?

Żeby zahamować inflację, trzeba wymusić na władzy podwyżkę stóp procentowych.

Jak jest?
Nakręcający antyinflacyjną histerię chcą wyższych stóp. To ich prawdziwy cel i sposób na zabezpieczenie wartości zakumulowanego kapitału. Nie mówią wam jednak tego, że taka podwyżka wcale nie jest równoznaczna z obniżeniem inflacji. Dowód? Od czerwca Węgry już trzy razy podwyższały stopy. I co? I nic! Węgierska inflacja wcale nie spada i nadal wynosi ok. 5 proc. Dzieje się tak dlatego, że wyższa stopa nie obniża rosnących cen energii ani nie wymaże doświadczenia pandemii, która też (poprzez realizację odłożonego popytu) wpływa na poziom cen w gospodarce.

Rzecz 7.
Co mówią?

Podwyżka stóp procentowych nie będzie miała negatywnych skutków dla obywateli

Jak jest?
Podwyżka stóp będzie miała negatywne konsekwencje dla obywateli. Jedną z konsekwencji będzie spowolnienie tempa wzrostu. Co przełoży się na wzrost bezrobocia. To proste: im droższy kredyt, tym trudniej prowadzić działalność gospodarczą. Zwłaszcza mniejszym graczom, którzy nie mają zakumulowanych zasobów, do których można sięgnąć, np realizując inwestycje.
Uwaga!!! Wyższe stopy to także zła wiadomość dla spłacających kredyty hipoteczne, których rata jest uzależniona od poziomu stóp. Ale o tym od „antyinflacyjnych” nie usłyszycie. Tu jakoś ich troska o „zwykłego człowieka” się kończy.

Rzecz 8.
Co mówią?

W warunkach inflacji gospodarka się psuje. Spada na przykład wydajność pracy

Jak jest?
To bzdura, na której poparcie nie ma żadnych empirycznych dowodów. Ostatnio Ataman Ozyildirym i Klaas de Vries pokazali wręcz (na przykładzie gospodarki USA), że produktywność w warunkach niskich stóp procentowych w roku 2020 (i w 2021 najpewniej też) gwałtownie… urosła.

Rzecz 9.
Co mówią?

Walka z inflacją to obowiązek władz. Zwłaszcza banku centralnego.

Jak jest?
Dbałość o stabilne ceny jest częścią mandatu banku centralnego. Ale dla rządu to tylko droga. Nie zaś cel sam w sobie. Tym celem jest zapewnienie dobrobytu obywatelom. Wszystkim. A nie tylko posiadaczom kapitału rentierskiego, którzy potrafią najgłośniej gardłować i nakręcać medialno-polityczne spirale histerii.

Rafał Woś

Lubię to! Skomentuj215 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka