Kulisy wesela Czarzastego i Biedronia: akcyza na alkohol, Korwin-Mikke i powrót do 1995 r.

Fot. PAP/Albert Zawada
Fot. PAP/Albert Zawada
- To było chyba najdłużej wyczekiwane wesele w polskiej polityce - mówił ze sceny Adrian Zandberg z partii Razem, który był gościem kongresu zjednoczeniowego Lewicy. Współprzewodniczącymi, powstałej na gruzach SLD i Wiosny partii, zostali Włodzimierz Czarzasty i Robert Biedroń, na których zagłosowało odpowiednio 887 i 936 delegatów.

Tak wiele musiało się zmienić, żeby wszystko zostało po staremu. Z wyjątkiem szyldu - tak w skrócie można podsumować kongres Nowej Lewicy. Niejako na stare śmieci wracają bowiem dotychczasowi liderzy Wiosny, Robert Biedroń i Krzysztof Gawkowski, którzy przez lata byli związani z Sojuszem Lewicy Demokratycznej.

Zabrakło posłanki Matysiak

Miało być głośno, z przytupem i tak było w hali Expo, w której - jak usłyszeliśmy - zgromadziło się około 1800 osób. Delegatów, gości i dziennikarzy. Na wejściu trzeba było okazać paszport covidowy lub wypełnić oświadczenie, że nie jest się zakażonym koronawirusem. Z tym poszło sprawnie, gorzej było z maseczkami, których nie nosili nawet liderzy Lewicy, nie wspominając o setkach delegatów. Dobrze, że nieobecna była posłanka Razem Paulina Matysiak, która tępi takie zachowania w pociągach (o czym można czytać na jej twitterowym profilu), bo miałaby ręce pełne roboty, by wszystkich przywołać do porządku.

Zanim impreza na dobre się zaczęła, odśpiewano wszystkie zwrotki hymnu. Tuż po tym na scenie pojawiali się przedstawiciele partyjnych młodzieżówek, którzy opowiadali o problemach, z jakimi boryka się dzisiejsza lewicowa młodzież. Była więc mowa o aborcji do 12 tygodnia ciąży, zmianie definicji gwałtu, legalizacji małżeństw jednopłciowych z prawem do adopcji dzieci, ale też o ochronie edukacji przed ministrem Przemysławem Czarnkiem.

Polecamy inne teksty Marcina Dobskiego"

Korwin-Mikke na weselu

Później można było posłuchać zagranicznych gości kongresu. Po polsku przemawiał były premier Bułgarii Sergej Staniszew, a przewodnicząca Socjalistów i Demokratów, frakcji w Unii Europejskiej, wystąpiła w t-shircie wspierającym Strajk Kobiet. Iratxe Garcia Perez wspominała też o swoich sporach z Januszem Korwin-Mikkem, gdy ten zasiadał w europarlamencie.

Na scenie pojawił się później lider partii Razem Adrian Zandberg, który łączenie dwóch partii określił “najdłużej wyczekiwanym weselem w polskiej polityce”. Mówił też o zmianie warunków pracy. - Możemy żyć w Polsce, w której pracownicy mają większy kawałek tortu, w którym docenia się pracę i w którym czyni się ją lżejszą. Możemy skrócić czas pracy, możemy zadbać o gwarancję zatrudnienia, możemy wreszcie zacząć godnie wynagradzać tych ludzi, na barkach których spoczywa całe społeczeństwo.

Ole, Olek

Kolejnym gościem specjalnym był były prezydent Aleksander Kwaśniewski, którego znaczna część wystąpienia dotyczyła pozostania Polski w UE, a które zaczęło się od słów, że dwa dni temu przeżył jedną z najsmutniejszych chwil w życiu. Była głowa państwa nawiązywała do wyroku Trybunału Konstytucyjnego, ale w kuluarach żartowano, że chodzi o planowaną podwyżkę akcyzy na alkohol.
Gdy Kwaśniewski wchodził na scenę, a także z niej schodził, to mogliśmy poczuć się jak w 1995 r., bo z głośników puszczano piosenkę zespołu disco polo Top One: "Ole, Olek". Akcentów muzycznych było więcej, bo na życzenie Kwaśniewskiego odśpiewano też "Odę do radości".

Polityk mówił też o realnej polityce, czyli wyjściu do wyborców, a nie politykowaniu w mediach społecznościowych. Musiała więc zaplusować u niego posłanka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, która choć była na kongresie, to w jego trakcie pojechała na protest nauczycieli i ZNP.

- Liczy się szacunek dla drugiego człowieka, otwartość, a nie jakaś aplikacja - mówił były prezydent, co było ewidentnym podszczypaniem Szymona Hołowni i jego aplikacji Jaśmina.

Organizatorzy obawiali się niepożądanych sytuacji

Pomysł z podziałem partii na dwie frakcje (SLD i Wiosny) pojawił się kilka miesięcy temu. Temat wywołał wiele emocji w SLD, próbowano dokonać przewrotu, ale Czarzasty nie pozwolił się obalić, zawieszając rozłamowców. Poseł Andrzej Rozenek, który z otwartą przyłbicą chciał stanąć do rywalizacji z przewodniczącym, w ogóle nie znalazł się we frakcji SLD, czyli de facto został wyrzucony z partii. Do rywalizacji nie został też dopuszczony Tomasz Trela, który wcześniej miał takie ambicje.

Na kongresie pojawiła się Joanna Senyszyn, która słynie z mocnych wypowiedzi, a która w ostatnich miesiącach regularnie i publicznie atakowała Czarzastego. Popularna polityk została zawieszona w prawach członka. W rozmowie z Interią powiedziała, że weszła "na lewo". - Nie było mnie ani na liście delegatów, ani na liście gości. Weszłam na lewo. Byłam ciekawa, jak to się wszystko będzie toczyć. W pewnym momencie przestanę uczestniczyć w kongresie, na którym ludzie tacy jak ja nie są mile widziani przez władze - mówiła Interii Senyszyn.

Dwoma współprzewodniczącymi zostali - bez niespodzianek - Czarzasty i Biedroń. Więcej głosów otrzymał ten drugi - 936 osób. Pierwszy zdobył 887 głosów poparcia. W związku z tym, że zarzucano Czarzastemu dyktaturę w partii, w sobotnim głosowaniu miał kontrkandydata w walce o zostanie liderem frakcji SLD. Piotr Rączkowski uzyskał 152 głosy.

Dwaj przewodniczący Lewicy zaprezentowali też propozycje programowe. Zapowiedzieli, że na listach wyborczych będzie parytet płci, a także "suwak", czyli kobiety i mężczyźni będą zajmowali miejsca na przemian. Jedną trzecią miejsc mają natomiast dostać młodzi, a za takich uchodzą osoby do 35. roku życia.

Marcin Dobski

Czytaj także:

Lubię to! Skomentuj50 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka