Pieniędzy od Unii nie będzie. Czas się z tym pogodzić

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Fot. PAP/EPA/GEORGI LICOVSKI / Canva
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Fot. PAP/EPA/GEORGI LICOVSKI / Canva
Na miejscu polskiego rządu raz na zawsze bym się pogodził z myślą, że żadnych pieniędzy z Unii dla Polski nie będzie. Do wyborów 2023 roku Warszawa musi liczyć na własne siły.

Gratuluję świętej naiwności

Dochodzą w ostatnich dniach z obozu rządzącego sygnały, że „dobrze by było się jednak z tą Komisją Europejską dogadać”. Zakopać topór wojenny, ustąpić tu i tam, po czym ogłosić, że są pieniądze, konflikt zakończony a opozycja została na spalonym. Dziwie się takim głosom. Jeśli w ogóle są prawdziwe. Bo jeśli są prawdziwe, i jeśli jacyś poważni ludzie w obozie Zjednoczonej Prawicy tak właśnie rozumują, to… gratuluję świętej naiwności.

Polecamy:

Szokujące wieści z Chin. Dotyczą wojny Rosji z Ukrainą

"Mobilizacja w Rosji zakończona". Szojgu mówi, kto teraz trafi do wojska

Prawda jest przecież taka, że żadnego resetu i żadnego dogadania się w tym układzie politycznym po prostu nie będzie. Choćby nawet premier Morawiecki stanął w Brukseli na rzęsach. A minister Ziobro pojechał do Berlina i wycofał się z całej reformy sądownictwa zjadając na znak dobrej woli wszystkie składające się na nią wydruku aktów legislacyjnych. Usłyszy wtedy „a co z prawami mniejszości”. Albo „a wolność słowa”? Bo przecież słyszymy, że tam u was bardzo z tym źle.

Nie, żadne pieniądze nie popłynęły i nie popłyną. A Ursula von der Leyen nie podniosłaby słuchawki telefonu i nie wydała polecenia „kończymy operację głodzenie Polski”.

Nie stanie się tak z kilku powodów.

Dlaczego pieniędzy z UE nie będzie?

Po pierwsze, nie ma takiego jednego telefonu przy pomocy taką akcję dałoby się odwołać. Nie oznacza to oczywiście, że „głodzenie Polski” się nie odbywa a mówią o nim tylko zwolennicy teorii spiskowych. Owszem, to się dzieje. Ale dzieje w sposób zdecentralizowany. I toczy się od lat. Na wielu polach. Zachodnie media od ośmiu lat piszą, że Polska to „kaczyzm-faszyzm”, pod kątem tego „biasu” dobierają sobie rozmówców i selekcjonują doniesienia znad Wisły. Po części już nawet sami uwierzyli w tę swoją narrację. Tamtejsi politycy oraz aktywiści (różnych szczebli) tę opowieść uwewnętrznili.

Niektórzy wyspecjalizowali się nawet w misji „ratowania Polaków przed kaczystowskim reżimem” i uważają, że ich obowiązkiem jest doprowadzenie sprawy do końca. Jeśli jako Polak albo Polka będziecie próbowali im tłumaczyć, że to nie tak to… nic nie da. Uznają was za sługusów reżimu. I zadzwonią do swoich zaprzyjaźnionych antyPiSowskich źródeł, które potwierdzą ich oczekiwania. Unijne trybunały? Przecież tam nie zasiadają żadni super ludzie wyposażeni w supermoce. Tylko członkowie tego samego establishmentu, który już dawno wydał wyrok na Polskę.

Cała reszta to znalezienie najbardziej aktualnego uzasadnienia do tej dawno przyjętej tezy. I to nie jest dowód na jakiś antypolski spisek. Tak się w tej Unii postępuje z rywalami. Tak było z Włochami, Grekami i Hiszpanami, którzy dostali łatkę słodkich leniuszków, którym nie chce się pracować. I nie mogli z tym absolutnie nic zrobić. Tak samo jest dziś ze skrajnie prawicową Polską. Tak to się kręci.

Oni nie znoszą polskiego rządu

Po drugie, von der Leyen i jej koledzy oraz koleżanki nie mają żadnego powodu, by iść na jakiekolwiek ustępstwa wobec polskiego rządu, którego nie znoszą. Dlaczego by mieli iść akurat teraz? Na ostatniej prostej, gdy już postawili wszystkie żetony na zmianę władzy w Polsce w wyborach 2023. Czemu mieliby pomagać zwierzynie, którą - jak sądzą - zagnali wreszcie w kozi róg. Po co wspierać rząd, który uważają za szkodliwy, buntujący inne kraje Europy i zgłaszający swoje pretensje do decydowania o kształcie polityki klimatycznej albo stosunków z Rosją.

Polska bez asa w rękawie

Po trzecie, Polska nie ma dziś w rękawie żadnego asa. Nie może zrobić nic, co by mogło zmusić Von der Leyen, Olafa Scholza albo Emmanuela Macrona (nie wiem czy ktokolwiek inny jest tu decyzyjny) do zmiany kursu. I nawet trudno by było sobie takiego asa wyobrazić. PiS i tak nieźle zagrał tym, co miał. Dyplomacja ukraińska rządu Morawieckiego popchnęła trochę temat rosyjski w takim kierunku, w jakim Polska od lat popchnąć go chciała (przyspieszył choćby odwrót od paliw ze wschodu). A reparacje? Dobrze, że Warszawa to wreszcie podliczyła. Niewykluczone, że w dłuższym okresie coś się z tego urodzi. Ale na pewno nie do jesieni 2023.

Po czwarte, Komisja może dociskać Polskę w zasadzie bez ograniczeń. Zbudowała sobie bowiem rodzaj polskiego „rządu na uchodźstwie”. Nie jest więc tak, że oferta unijnego establishmentu wobec Polski jest tylko negatywna. Nie! Oni mają wyrazistą alternatywę wobec PiS, która cieszy się pełnym i niekwestionowanym poparcie euroelit. Opowieść o „Polsce wracającej do Europy po ośmiu ciemnych latach” jest już przygotowana do puszczenia w obieg.

Wszystkie te powody najzwyczajniej w świecie wykluczają jakikolwiek kompromis.

Czy Polska powinna się obrazić na Unię?

Czy Polska powinna się z tego powodu na Unię obrażać? Wylewać żale. Eskalować konflikt. Może - i miałaby nawet do tego moralne prawo - ale w praktyce to nic nie przyniesie. Dużo rozsądniej zrezygnować wszelkich prób godzenia się z Brukselą. Rząd powinien raczej ogłosić, że odkłada te sprawy do wyborów 2023.

A w międzyczasie cała para powinna iść w to, by brak tych środków nie był odczuwalny w Polsce. By nie prowadził do spadku inwestycji i nie wiązał się z krojeniem ważnych wydatków. Jako kraj dysponujący własną walutą i solidnymi podstawami gospodarczymi ma dobre podstawy by dźwignąć to samemu.

Czy to koniec tej historii?

Oczywiście, że nie. Do wyborów 2023 nic tu się nowego nie wydarzy. Ale potem może się wydarzyć w zasadzie wszystko. I to znowu z kilku powodów.

Po pierwsze, bo to nie jest tak, że von der Leyen i cały ten euroestabliszment, który reprezentują siedzą pewnie w siodle. Oni też mają swoje kłopoty. Oni też mają z kim przegrać. I to nie jest tak, że nikt władzy tej generacji i formacji polityków na Zachodzie nie kwestionuje. Kiedyś władza w Unii się zmieni.

Po drugie, swoją polityką mieszania się w demokratyczne wybory krajów członkowskich oraz generalną niezdolnością do wyciągania wniosków z własnych błędów euroestabliszment sam pompuje sobie nastroje antyunijne. Nie tylko w Polsce. Ale też we Włoszech, we Francji, w Skandynawii. Nawet w Niemczech.

Po trzecie, prawdziwe zadanie reformy Europy może być dopiero przed nami. Bo tak jak jest z Unią teraz długo się utrzymać nie może.

Rafał Woś

Czytaj dalej:

"Tęczowy piątek" w szkołach. Czarnek: "Tylko tam, gdzie dyrektorzy są nieodpowiedzialni"

Szkolenie białoruskich oficerów. Pokazano im broń zdobytą na Ukrainie

Tuleya i Juszczyszyn zawiadamiają prokuraturę o podejrzeniu przestępstwa. Uderzają w KRS

"Jedliśmy amputowane nogi i ręce". Wstrząsające wyznanie Polaka walczącego w Azowstalu

Nie żyje dziennikarz "Gazety Polskiej Codziennie". Zginął w górach

Lubię to! Skomentuj230 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka