Odczepcie się od mundialu w Katarze

Mistrzostwa Świata w Katarze budzą ogromne kontrowersje. Fot. PAP/EPA/Canva
Mistrzostwa Świata w Katarze budzą ogromne kontrowersje. Fot. PAP/EPA/Canva
Przestańcie już ględzić o złym Katarze i o skorumpowanej FIFie. A od mundialu się odczepcie. Bo to ostatnia prawdziwie cenna rzecz, jaka nam w całej tej sprzedanej piłce nożnej pozostała.

Mundial w Katarze stał się okazją do manifestacji moralnego oburzenia na „korupcję” w światowym futbolu. Korupcja owa ma polegać na tym, że FIFA za grube bimbaliony oddała bliskowschodniemu emiratowi prawo do organizacji XXII mistrzostw świata. W przededniu ich otwarcia mieliśmy więc wielką moralną panikę wszystkich zachodnich mediów. Na to, że Katar jest homofobicznym islamskim reżimem. Na to, że warunki pracy przy budowie stadionów nad Zatoką Perską prowadziły do wielu tragedii. I tak dalej. 

Czytaj: Lewy pudłuje. Karny będzie mu się śnił po nocach

O co chodzi oburzonym na mundial

Jak to z większością fal moralnego oburzenia bywa, także i ta służyć ma przede wszystkim samym oburzającym się. Wylanie żali na homofobiczny Katar, krwawe petrodolary i sprzedajną światową federację piłkarską FIFA (reprezentowaną obecnie przez charakterystycznego Szwajcara Gianniego Infantina) posłużyć ma jako oczyszczenie, po którym będzie można usiąść spokojnie przed telewizorem i śledzić rozwój wypadków na katarskich stadionach. Nawet jeśli „jednym okiem”, „bez wewnętrznej satysfakcji” i „trochę to wszystko bojkotując”.

Powiem wam szczerze, że ja nie zamierzam przyłączyć się do tej nagonki na katarskie mistrzostwa świata. Nie dlatego, żebym jakoś szczególnie cenił sobie sposób w jakim rodzina Al-Sanich (Al Thanich) rządzi swoim roponośnym emiratem. Chodzi raczej o to, że ze wszystkich ważnych instytucji we współczesnym futbolu akurat FIFA jest najmniej winna potwornej komercjalizacji i turbo liberalizacji tego sportu w ciągu minionych 30 lat. Prawda jest więc taka, że to nie oni sprzedali futbol. Przeciwnie - to piłkarskie mundiale są dziś ostatnią namiastką tego, czym była piłka nożna w czasach zanim zaczęły rządzić nią tylko wielkie pieniądze.

Kto w takim razie sprzedał piłkę? Winnych szukajcie w Europie. A konkretnie na wyspach brytyjskich. To tam pod koniec lat 80. grupa biznesmenów zorientowała się, że nieco zapyziała (ale może dlatego tak kochana) angielska piłka nożna nadaje się idealnie na maszynkę do robienia naprawdę wielkiego szmalu. Trzeba ją tylko odpowiednio wyszorować i opakować. A następnie sprzedać rozwijającym się prężnie stacjom telewizyjnym. 

Nie przegap: Rosjanie musieli zareagować na Krymie, są pełni obaw. W ruch poszły drony

Tu są winni

Po kilku latach spiskowania doszło więc w angielskiej lidze do puczu. W roku 1992 22 kluby tamtejszej ekstraklasy wystąpiły z krajowej federacji piłkarskiej i podpisały na własną rękę kontrakt z właścicielem telewizji Sky Rupertem Murdochem. Przerażone władze piłkarskie nie miały innego wyjścia jak tę irredentę zaakceptować. Tak powstała Premier League, którą znamy dziś. Zyski pojawiły się bardzo szybko. Wartość pierwszego kontraktu telewizyjnego wynosiła 62 miliony funtów za sezon. Dziś te same prawa sprzedawane są za 3-4 miliardy funtów rocznie. Niemal natychmiastowo ten angielski model został skopiowany przez europejską federację piłkarską (UEFA). Tak powstała dobrze nam wszystkim znana Liga Mistrzów.

Ktoś powie, że to tylko zmiana formatu. Nic bardziej mylnego. Powstanie Premier i Champions League zmieniło piłkę nożną na dobre. Do piłki zaczęły napływać ogromne i niewyobrażalne wcześniej pieniądze. A one zaczęły z kolei przyciągać pieniądze jeszcze większe - od rosyjskich oligarchów, bliskowschodnich szejków czy katarskich emirów. Te pieniądze zaś sprawiły, że piłka zaczęła być coraz bardziej nierówna i zmonopolizowana przez kartel kilku wielkich i super bogatych klubów, które jeszcze zanim rozlegnie się pierwszy gwizdek każdego sezonu już dzielą między siebie najważniejsze trofea. Pytanie brzmi tylko czy tym razem Ligę Mistrzów wygra Real Madryt czy może jednak ktoś z angielskiej "wielkiej piątki”. 

Kontrowersja: Katar za pieniądze może kupić wszystko i wszystkich. Ile zarobił David Beckham?

Kiedyś "kopciuszki" mogły wygrać 

Czy ktoś jeszcze pamięta, że w roku 1986 Puchar Mistrzów (ówczesną Ligę Mistrzów) wygrała Steaua Bukareszt? A w 1991 roku sukces ten powtórzyła Crvena Zvezda Belgrad? Czy ktoś przy zdrowych zmysłach może dziś postawić na powtórzenie podobnego sukcesu przez mistrza Rumunii albo Serbii? Takie są efekty „sprzedania futbolu”. A dokładniej rzecz ujmując zrobienia z niego gry, w której - parafrazując Gary’ego Linekera - 22 chłopa ugania się za piłką a na koniec i tak wygrywa… najbogatszy.

Na tym tle piłkarski mundial jest przynajmniej cieniem wspomnienia tego, jak było w piłce wcześniej. Tu - inaczej niż w piłce klubowej - pieniądze są wciąż mniejsze. Nawet sami piłkarze nie jadą na mistrzostwa zarobić - co najwyżej na waciki, bo zarabiają przecież klubach. W konsekwencji ta - nieco staromodna - rywalizacja drużyn narodowych tworzy drużyny złożone z piłkarzy utożsamiających się z zespołem. A nie z najemników, którzy wczoraj grali we Włoszech, dziś na wyspach a jutro w Hiszpanii albo w Paryżu. Tu wciąż jeszcze może - i dochodzi - do wielu niespodzianek. Chorwacja może zagrać w finale Pucharu Świata. Walia w półfinale Euro. Włosi potrafią w rok po zdobyciu mistrzostwa Europy w ogóle się na mundial nie zakwalifikować. Takie historie są tutaj grane. I bardzo dobrze.

Dlatego przestańcie już ględzić o tym złym Katarze i o sprzedajnej FIFIe. Bojkotujcie sobie ile chcecie Champions League albo ligę angielską. Ale od mundialu się odczepcie. Bo to jedyna fajna rzecz jaka nam w całej tej nowoczesnej piłce została.

Rafał Woś 

Lubię to! Skomentuj40 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka