Zamiast uporządkowanego rynku wyrobów nikotynowych mamy rekordowy rozwój szarej strefy. Zamiast stabilnych przepisów – nieustanne nowelizacje i poprawianie własnych błędów. Zamiast skutecznej kontroli nad sprzedażą e-papierosów – handel kwitnący w Internecie, mediach społecznościowych i na komunikatorach. A najnowszy projekt ustawy UD363 można odczytywać jako ciche przyznanie się resortu do własnej porażki. Wspomniany projekt został wczoraj przyjęty przez rząd, a więcej o tym przeczytasz tutaj:
Akcyzowa wojna z e-papierosami
W 2025 r. Ministerstwo Finansów postanowiło sięgnąć po najcięższe działa fiskalne. Wprowadzono dodatkową opłatę akcyzową w wysokości 40 zł na jednorazowe papierosy elektroniczne, a także na wielorazowe urządzenia do waporyzacji.
Założenie było proste: gwałtowny wzrost cen miał ograniczyć dostępność tych wyrobów, szczególnie dla najmłodszych użytkowników. Problem polega jednak na tym, że ekonomia i doświadczenia innych państw od lat pokazują, iż zbyt gwałtowne podwyżki podatków na popularne produkty często prowadzą do rozwoju nielegalnego handlu, a nie do eliminacji popytu.
To właśnie dzieje się w Polsce.
Według Raportu Fraunhofera z marca 2026 r. aż 58 proc. rynku e-papierosów w Polsce funkcjonuje obecnie w szarej strefie. Oznaczałoby to, że większość sprzedawanych produktów znajduje się poza kontrolą państwa, poza systemem podatkowym i poza mechanizmami weryfikacji wieku nabywców. Nielegalne produkty są powszechnie dostępne w Internecie, za pośrednictwem komunikatorów, grup sprzedażowych czy platform takich jak Vinted.
Jeżeli dane te są trafne, trudno o bardziej dobitny dowód niepowodzenia przyjętej strategii.
Resort stworzył problem, który teraz próbuje naprawiać
Jeszcze bardziej kompromitujący dla Ministerstwa Finansów jest sposób, w jaki tworzono przepisy.
Najpierw uchwalono regulacje nakładające wysoką akcyzę na określone kategorie urządzeń i wkładów. Niedługo później okazało się jednak, że rynek znalazł sposób na obejście nowych obciążeń.
Na rynku pojawiły się e-papierosy wykorzystujące technologię indukcyjną. Produkty te nie wpisywały się w definicje zastosowane przez ustawodawcę, dzięki czemu nie podlegały dodatkowej 40-złotowej akcyzie. W praktyce oznaczało to, że najbardziej restrykcyjne przepisy można ominąć poprzez odpowiednią konstrukcję urządzenia.
Zaistnienie takiej luki pokazuje, że regulacje zostały przygotowane w pośpiechu i bez dostatecznej analizy rynku. Jeszcze większe kontrowersje wywołały jednak okoliczności, w jakich luka ta została wykorzystana.
Jak opisywała Wirtualna Polska, Ministerstwo Finansów miało przedstawić interpretację przepisów korzystną dla jednego z największych koncernów tytoniowych. Interpretacja ta otworzyła drogę do uzyskania wiążącej informacji akcyzowej (WIA), która pozwalała na sprzedaż określonych produktów bez dodatkowego obciążenia podatkowego.
Trudno nie dostrzec paradoksu tej sytuacji. Resort publicznie przekonywał, że prowadzi bezkompromisową walkę z e-papierosami, jednocześnie wydając interpretację, która umożliwiła funkcjonowanie rozwiązania pozwalającego ominąć sztandarowy element tej polityki.
Dopiero po nagłośnieniu sprawy przez media i narastającej krytyce Ministerstwo Finansów zapowiedziało załatanie luki poprzez projekt ustawy UD308, który został przyjęty przez parlament, a ustawa skierowana przez Prezydenta do Trybunała Konstytucyjnego.
Ustawa goni ustawę
Dobrze przygotowane przepisy powinny zapewniać stabilność i przewidywalność prawa. Tymczasem w przypadku rynku e-papierosów kolejne projekty ustaw pojawiają się niemal jeden po drugim.
Najpierw przedsiębiorcy musieli dostosować się do nowych zasad opodatkowania (rewizja mapy akcyzowej). Następnie pojawiła się konieczność uszczelniania przepisów wobec technologii indukcyjnej (projekt UD308). Teraz procedowany jest kolejny projekt – UD363 – który ma rozwiązać mnożące się problemy wynikające z wcześniejszych decyzji ustawodawcy.
Co szczególnie wymowne i zastanawiające, Ministerstwo Finansów musi teraz tworzyć od podstaw nową kategorię wyrobu akcyzowego – wkład do e-papierosa – obejmując nią wszystkie zbiorniki, także puste, i przenosząc daninę z urządzenia na sam wkład. Jeszcze rok temu resort przekonywał, że wystarczy opodatkować samo urządzenie.
Trudno to interpretować inaczej niż jako przyznanie, że pierwotne założenia nie wytrzymały konfrontacji z rzeczywistością.
Szara strefa wygrywa
Największym zwycięzcą polityki Ministerstwa Finansów nie są konsumenci, budżet państwa ani zdrowie publiczne. Największym beneficjentem tej polityki staje się szara strefa.
Legalni przedsiębiorcy muszą mierzyć się z coraz bardziej skomplikowanymi regulacjami, wysokimi kosztami działalności i niepewnością prawną. Tymczasem podmioty działające poza systemem nie płacą podatków, nie przejmują się kolejnymi nowelizacjami i nie ponoszą kosztów dostosowania do zmieniających się przepisów.
W efekcie polskie państwo traci wpływy podatkowe, legalnie działające firmy tracą konkurencyjność, a konsumenci coraz częściej sięgają po produkty niewiadomego pochodzenia.
To szczególnie niepokojące w kontekście deklarowanego celu reformy. Jeżeli rzeczywiście chodziło o ograniczenie dostępu dzieci i młodzieży do e-papierosów, rozwój nielegalnego rynku powinien zostać uznany za jeden z najgorszych możliwych rezultatów. W legalnym sklepie istnieje przynajmniej obowiązek weryfikacji wieku klienta. W przypadku sprzedaży prowadzonej przez komunikatory, grupy internetowe czy nielegalne kanały dystrybucji takie zabezpieczenia nie istnieją.
Porażka polityki państwa
Projekt UD363 nie jest jedynie kolejną techniczną zmianą w ustawie akcyzowej. To symbol znacznie większego, systemowego problemu. W ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy Ministerstwo Finansów musiało wielokrotnie poprawiać własne regulacje, łatać kolejne luki i korygować wcześniejsze decyzje.
Tymczasem rynek zdążył się już dostosować, a szara strefa osiągnęła poziom, który jeszcze niedawno wydawał się trudny do wyobrażenia.
Jeżeli po roku od wprowadzenia restrykcyjnych regulacji konieczne jest wycofywanie się z części przyjętych rozwiązań, przygotowywanie kolejnych nowelizacji i uszczelnianie luk, których nie powinno być, trudno mówić o sukcesie.
Coraz więcej wskazuje na to, że Ministerstwo Finansów nie wygrało wojny z e-papierosami. Przeciwnie – stworzyło warunki, w których największe korzyści odnoszą ci, którzy działają poza prawem.
Kamil Moskwik, analityk gospodarczy
fot. Aliaksandr Valodzin/East News





Komentarze
Pokaż komentarze