Kacprzyk chciał przelać 500 tys. złotych szpitalowi. Co się dzieje z pieniędzmi?

Redakcja Redakcja Zdrowie Obserwuj temat Obserwuj notkę 14
W czerwcu były radny i koordynator warszawskiego SOR-u Dawid Kacprzyk wpłacił na konto Szpitala Południowego pół miliona złotych. Placówka zwróciła przelew następnego dnia, wskazując na brak podstawy prawnej do zaksięgowania pieniędzy. Wciąż toczy się postępowanie w tej sprawie. W kwestii rozliczeń lekarza Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi dwa śledztwa. Dotąd śledczy nie wezwali Kacprzyka na przesłuchanie.

Z artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego Szpital Południowy zwrócił przelew
  • Jakie korekty faktur wystawił lekarz
  • Dlaczego Kacprzyk stracił mandat i pracę w szpitalu
  • Dlaczego prokuratura dotychczas nie przesłuchała byłego radnego

Pół miliona na koncie i błyskawiczny zwrot

Dawid Kacprzyk wpłacił 15 czerwca na rachunek bankowy Szpitala Południowego 500 tys. zł. Był to jego samodzielny pomysł, a nie wcześniej uzgodnione rozliczenie z placówką. Przelew miał związek z korektami faktur, które lekarz wystawił w tym samym okresie. Szpital podjął decyzję o zwrocie środków już 16 czerwca, zaledwie dobę po ich wpłynięciu. Rzeczniczka placówki Jadwiga Juczkowicz wyjaśniła, że nie było tak zwanej kauzy fiskalnej, czyli podstawy pozwalającej prawidłowo zaksięgować wpłatę. Bez niej szpital nie mógł zatrzymać pieniędzy na swoim rachunku. Juczkowicz zaznaczyła dodatkowo, że kwota 500 tys. zł nie wynikała z wyliczeń przedstawionych przez placówkę. – W sprawie aktualnie toczy się postępowanie prowadzone przez adekwatne organy – podkreśliła rzeczniczka szpitala w rozmowie z "Faktem". 

– Po dokonaniu wpłaty na rachunek bankowy szpitala 500 tys. zł (kwota wynikała z samodzielnej decyzji pana Dawida Kacprzyka) pan Dawid Kacprzyk wystawił również faktury korygujące – wyjaśniła rzeczniczka Szpitala Południowego.  


33 faktury korygujące lekarza

W czerwcu 2026 r. Dawid Kacprzyk wystawił 33 faktury korygujące dla Szpitala Południowego. Dokumenty te obejmowały szeroki okres. Pierwsze pochodziły ze stycznia 2025 roku, ostatnie z połowy czerwca 2026. Lekarz określał korekty jako szacunkowe. W odpowiedzi na wezwanie placówki wyjaśnił, że miały tymczasowy i ostrożnościowy charakter na czas kontroli. Twierdził że ich wystawienie nie oznacza przyznania, iż usługi objęte fakturami nie zostały wykonane, choć dla wielu komentatorów ten ruch był dowodem na przyznanie się do winy przez młodego lekarza. 

Dyrekcja miejskiej lecznicy wezwała Kacprzyka do złożenia wyjaśnień dotyczących faktur oraz przeprowadzonych operacji finansowych. Sprawa nabrała rozgłosu po ujawnieniu informacji o zarobkach lekarza. Według dokumentów, w 2025 roku wykazał on około 1,6 mln zł dochodu z usług medycznych, a w samym Szpitalu Południowym zadeklarował 3976 godzin pracy, średnio 331 godzin miesięcznie.

Utrata stanowiska i rezygnacja z mandatu

Afera przyniosła bezpośrednie konsekwencje służbowe. W czerwcu 2026 roku Szpital Południowy wypowiedział wszystkie umowy zawarte z Dawidem Kacprzykiem. Lekarz stracił tym samym pracę w placówce, w której koordynował szpitalny oddział ratunkowy. Kacprzyk pożegnał się również z działalnością publiczną. W tym samym miesiącu zrezygnował z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej oraz złożył mandat radnego warszawskiej dzielnicy Ursus. Decyzje zapadły po ujawnieniu informacji o jego dochodach. 

Później media namierzyły Dawida Kacprzyka w placówce medycznej pod Warszawą. Według ustaleń "Niezależnej" lekarz wrócił do przyjmowania pacjentów w Centrum Medycznym w Jaktorowie. Kanał Zero nagrał go we wrześniu, gdy mówił, że ma "w d..." konsekwencje afery w Szpitalu Południowym. 

Dwa śledztwa prokuratury i brak przesłuchania

Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła dwa odrębne śledztwa 22 czerwca 2026 roku. Pierwsze dotyczy podejrzenia oszustwa na kwotę co najmniej 558 558,70 zł. Drugie obejmuje podejrzenie nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego oraz niegospodarności.

Postępowania dotyczą różnych możliwych nieprawidłowości związanych z funkcjonowaniem Szpitala Południowego. W sprawie oszustwa śledczy badają wątek rozliczeń na wskazaną kwotę, a drugie śledztwo dotyczy działań funkcjonariusza publicznego i sposobu gospodarowania. Prokuratura nie przesądziła, że doszło do przestępstwa ani kto miałby za nie odpowiadać.

Śledczy wciąż nie wezwali byłego radnego na przesłuchanie. Prokuratura uznała, że zebrany materiał nie pozwala jeszcze na przedstawienie zarzutów. Jak tłumaczy rzecznik prokuratury Piotr Antoni Skiba, przesłuchanie w charakterze świadka mogłoby ujawnić podejrzanemu i jego obrońcy, jakimi informacjami dysponują śledczy.

– Na tym etapie śledztwa teoretycznie byłoby to pierwsze przesłuchanie, ale nie ostatnie. Ilość wątków sprawia, że musielibyśmy wyznaczyć kilka terminów na przesłuchanie. Świadek i jego obrońca wiedzieliby już, jaką wiedzą procesową dysponujemy – zaznaczył Piotr Antoni Skiba.

Prokuratura chce najpierw zgromadzić i uporządkować materiał dowodowy, zanim zdecyduje o ewentualnych zarzutach. Rzecznik ujął to tak: – Zarzuty muszą być skrojone jak dobry garnitur, nigdy bez odpowiedniej miary i nie na wyrost. Krytycy tej strategii wskazują na zupełnie inną praktykę organów ścigania w aferach związanych z PKOI, Zondacrypto, RARS, czy Funduszem Sprawiedliwości.   


Fot. Szpital Południowy/Wikipedia

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj14 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Rozmaitości