4 obserwujących
87 notek
32k odsłony
  178   1

Zrozumieć tę wojnę

image


Informacyjny zamęt, bezwzględna propaganda wykorzystująca, co tu ukrywać, wręcz techniki stalinowsko-gebelsowskie oraz celowe działania dezinformacyjne nad wyraz skutecznie blokują możliwość oceny rzeczywistości. Mamy na dodatek do czynienia ze zwarciem się bezprecedensowego barbarzyństwa. Żywe tarcze z ludności cywilnej, celowo nie grzebane trupy przeciwnika, żołnierz beznamiętnie podnoszący z ziemi nadpalony fragment ludzkiego kręgosłupa ze słowami „to był ruski z tego czołgu” świadczą o głębokim zezwierzęceniu. Takie epizody miały miejsce w czasie II WŚ szczególnie na wschodzie i szczególnie w obozach zagłady. Traktowanie człowieka jak „mięso” jest jednak głównie azjatycką domeną wynaturzenia.
Zwykła napaść Rosji na Ukrainę jest jednak nie akceptowalnym uproszczeniem diagnozy najnowszych wydarzeń. Symptomy eskalacji celowo zaprogramowanego konfliktu można chyba zauważyć od co najmniej kilkunastu lat. Kolejne „majdany” i w końcu wejście wojsk gruzińskich do okupowanych przez Rosję Abhazji i Osetii Południowej oraz rola Polski, ze szczególnym zaangażowaniem polskich postkomunistów, wskazują na starannie wypracowany plan prowokacji. Wydobycie kilkadziesiąt lat po IIWŚ truchła Bandery i nieoczekiwane zbudowanie na „dekalogu nacjonalisty” zasadniczego fundamentu i etosu dzisiejszego państwa ukraińskiego stało się integralną częścią tego planu.
Można podejrzewać, że jednak stoją za tym globalne interesy Stanów Zjednoczonych. W tym jeden podstawowy - niedopuszczenia do politycznego, skutkującego możliwym militarnym, sojuszu Rosji i Chin. Wobec bezprecedensowej finansowej potęgi Chin, możliwe jest jedynie znaczące „wykrwawienie” Rosji, od dawna już ekonomicznego i demograficznego molocha na „glinianych nogach”. Wskazuje na to zaskakujący przebieg wojny rosyjsko-ukraińskiej, gdzie państwo upadłe nie mogące wyzbyć się korupcyjno-oligarchicznej struktury (a nawet jej jakiegokolwiek osłabienia) pomimo kolejnych „majdanów” i szerokich międzynarodowych kontaktów stawia nadal skuteczny opór wyłącznie dzięki bezprecedensowej i całkowicie zewnętrznej pomocy, nawet w zakresie opieki na wielomilionową uchodźczą diasporą.
W czym tkwi przyczyna tej  najzupełniej nadzwyczajnej sytuacji stwarzanej ludności ukraińskiej na całym dosłownie świecie można się jedynie domyślać. Żadni uchodźcy wojenni dotąd, z żadnych rejonów świata o równie lub nawet bardziej przerażających skutkach działań wojennych , przede wszystkim  w ilości ofiar, nie otrzymali i nie otrzymują takiego zakresu i takich warunków pomocy. Wymuszenie na Europie Zachodniej tego stanu rzeczy i podporządkowania się bezwzględnej „poprawności politycznej” w tym zakresie wskazuje już nie tylko na „amerykańską rękę”, ale być może na jakąś niebagatelną globalną siłę oddziaływania, na przykład, amerykańskiej masonerii i jej planów tworzenia nowego porządku świata. Mieliśmy już doświadczenie ideologii gender, globalnej pandemii, może przyszła teraz kolej na zasadniczą zmianę układu sił na świecie. Powiewanie wojennym sztandarem, i to w pierwszym szeregu, komunistów i postkomunistów w tym szczególnie polskich, niosących dotąd pacyfistycznego picassowskiego gołąbka pokoju, sugeruje odżywanie tu nadziei na ostateczne zwycięstwo światowej rewolucji w wyniku III WŚ. Rewolucji już dwukrotnie zatrzymanej, raz  bitwą warszawską, a drugi raz w Berlinie.
Nad wyraz niepokojącymi są jednak w tym kontekście lokalne nadzieje „małej” w tym znaczeniu Europy. Europa Zachodnia liczy na zatrzymanie obecnego konfliktu co najmniej na Odrze, pamiętając o zawsze wyjątkowym jej traktowaniu, także przez Hitlera i Stalina. Niemcy już teraz liczą na „drugą Jałtę” i uporządkowanie, traktowanej ciągle „tymczasowo” w praktyce, w podręcznikach szkolnych i w propagandzie (chociażby tej szeptanej), swej wschodniej granicy najlepiej pod Poznań (wymienia się to miasto !). Kwestia Polski, to na dzisiaj wyłącznie rezerwowy teatr wojny (gdyby jednak wyszła ona poza Ukrainę) i jakże wygodny obóz dla uchodźców, zaplecze logistyczne dla dostaw wojskowych, a na czas pokoju hurtowy rynek zbytu na wschód i wielka zona przemysłowa dla lokowania europejskich fabryk. W tym kontekście staje się zupełnie obojętny przekrój demograficzny, czy stosunki ludnościowe. To są jedynie ”niuanse” w obcym słowiańskim świecie.
Takie podejście ma nieoczekiwanie w Polsce zagorzałych zwolenników. Wśród kosmopolitycznych komunistów to dość oczywiste, lecz „prawa” strona tu zupełnie zaskakuje, wręcz już na granicy narodowej zdrady stanu. „Radio Maryja” prezentuje wywiad (https://www.radiomaryja.pl/informacje/tylko-u-nas-red-j-chmielowska-rosja-jest-jak-pasozyt-wiec-musi-zagarniac-nastepne-kraje-i-narody-aby-moc-wyzyc/), w którym mówi się już bez żadnych zahamowań o IRP jako UE 1.0 z zasadniczym wkładem żywiołu ukraińskiego mającego od wieków swoją państwowość -  wśród „Koroniarzy”(sic !). Ośrodek „prezydencki” posługuje się pojęciem Polin od dawna, a zawetowanie przed laty (!) ustawy o potępieniu banderyzmu otworzyło dziś drogę do braterskich relacji i otwartego doceniania zasług pułku „Azow”. Potępienie w 2007 akcji „Wisła”  otwiera drogę nie tylko do odszkodowań, bo właśnie w 75. rocznicę tych wydarzeń Kanadyjski Kongres Ukraińców przyrównuje ją do aktualnych rosyjskich zbrodni wojennych. Działalność związanego z tym ośrodkiem projektu Biełsat, doprowadziła do ostatecznego pogrzebania jakichkolwiek szans na kultywowanie polskości na dzisiejszej Białorusi. Podobnie rzecz się ma z pozostałymi, zaledwie dwiema polskimi szkołami we Lwowie, a także ciągle sekowanym szkolnictwem na Litwie (w Irlandii Polacy korzystają z 14 szkół !). Wyłania się z tego już na pewno nieprzypadkowy i diaboliczny projekt wymieszania wszystkich ze wszystkimi, przypominający do złudzenia (lub wręcz przejęty !) rosyjski plan wynarodowienia Polaków ideą „panslawizmu” – jednej wielkiej rodziny Słowian. Wpuszczane ostatnio w przestrzeń publiczną „próbne balony” ewentualnej unii lub federacji polsko-ukraińskiej, umiejscowienie ukraińskich uchodźców w polskich rodzinach, bezprecedensowo powszechny w mediach i przestrzeni publicznej  język ukraiński i białoruski wskazują na próbę realnej realizacji takiego planu. Planu, który być może dojrzewał już długo przed obecną wojną. Wystarczy przypomnieć zgłaszane „potrzeby” rządu o  5 mln. pracowników z Ukrainy, kompromitujące wypowiedzi u schyłku życia Jana Olszewskiego (jednak przedstawiciela polskiej loży masońskiej), czy sama idea „braterstwa” z narodem, z którym łączy nas wyjątkowo trudna, krwawa i zbrodnicza historia, do dziś przecież nie uporządkowana. Jeszcze w 2017 roku strona ukraińska oskarżała nas o ludobójstwo i to z czasu wspólnej z Petlurą walki z bolszewikami. Wskazywany cmentarz, okazał się być inscenizacją, łącznie z krzyżami pod którymi nikt nie leży (sic!). Podczas gdy oddział IPN w Rzeszowie dokonał nie budzącej wątpliwości ekspertyzy, Ukraińcy nadal nie przyjmują do wiadomości dokonanego przez siebie, jednoznacznie udokumentowanego, ludobójstwa wołyńskiego.
Próbą „podsunięcia” struktur NATO (wbrew umowom z 1994 roku) pod jednak strategiczną granicę z Rosją, Polska i Świat zostały pierwszy raz od 1945 skonfrontowane z zagrożeniem wojną. Był to bowiem ruch szachujący, wymuszający bez wątpienia jedyną przewidywalną reakcję Rosji. Ta próba sił, znacznie bardziej niebezpieczna od kryzysu w „Zatoce Świń”, stanowi dla Polski już zupełnie bezpośrednie zagrożenie. W tej „ rosyjskiej ruletce” wybrana przez naród władza, szczególnie ta wybierana w sposób bezpośredni, wydaje się całkowicie bezrefleksyjnie stawiać na szali egzystencjalne bezpieczeństwo polskiego narodu i jego rację stanu zapominając o podstawowej powinności i odpowiedzialności wynikającej ze złożonej przed narodem przysięgi.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale