W 1991 roku w imieniu ZHR hm Wiesław Turzanski przewiózł na Ukrainę tablicę pamiątkową z okazji 80-cia powstania pierwszych drużyn harcerskich i założycieli Olgi i Andrzeja Małkowskich. Na tę uroczystość do Lwowa przyjechali Instruktorki i Instruktorzy z Kluczborka, Opola i Kalisza. Z Opola: phm Krzysztof Świdrak, pwd Joanna Pszon PS. „Maskota”, z Kluczborka: phm Tadeusz Konarski, pwd Leszek Krzyżanowski, ćw. Marcin Michalski PS. „Kali”, ćw. Krzysztof Staniczek PS. „Asu”, ćw. Łukasz Sołtysik ps. „Apacz”, pwd. Leszek Dawid i dwie Druhny z Kalisza, których imion nie pamiętam.
Lwów był wówczas strasznie zaniedbanym miastem, przez granicę, jak i Lwów, musieliśmy podróżować „na cywila”. W 1991 roku Ukraina rodziła się jako Państwo i Polacy nie byli tam mile widziani.
Cel naszej wizyty był precyzyjny i jasny. Mieliśmy uczestniczyć w uroczystości poświęcenia sztandaru I Lwowskiej Drużyny Harcerzy TROP im. A. Małkowskiego. Naszym zadaniem był także współudział w przygotowaniu liturgii. Reprezentowaliśmy ZHR w odsłonięciu tablicy, którą wmurowano w zachrystii, tak aby nie była w widocznym miejscu. Dziś znajduje się przy wejściu do katedry.
Udział w jubileuszu 90-lecia harcerstwa we Lwowie był dla nas ogromnym przeżyciem. Wielu z nas, w tym ja pochodziło, z Kresów (wiedzieliśmy, że w wyniku repatriacji Polaków ze Wschodu, nasi dziadkowie zostali przewiezieni na tzw. ziemie odzyskane). Moi dziadkowie mówili gwarą kresową, często kłócili się używając języka ukraińskiego, tak, abyśmy- my „małe bajtle, nie rozumieli o co chodzi”. Pamiętam, jak przy rodzinnym stole, najczęściej w wigilię, wspominali tamte strony; sąsiadów, przodków i legendy. Słowem, mieszkali w woj. opolskim, ale serce pozostali na Kresach.
Pamiętając także te tragiczne i często dramatyczne doświadczenia naszych dziadków (mordy UPA), wiedziałem, że moi najbliżsi będą bać się o mnie, gdy wyjadę do Lwowa. Dlatego wiedzieli o wyjeździe do Przemyśla, pozostałe informacje zostawiłem dla siebie.
Baliśmy się przekroczenia granicy, witali nas żołnierze w osławionych tryzubach. Ale udało się, dojechaliśmy do serca dawnej Polski.
Nigdy nie zapomnę jak podczas mszy świętej w katedrze, na nasz widok (harcerek i harcerzy z POLSKI, harcerzy ze LWOWA – tak wzorowo umundurowanych), ludzie płakali. Zrobiło to na nas – młodych, niesamowite wrażenie. Zrozumiałem, że te łzy są jakimś wezwaniem.
W mej pamięci pozostaje do dziś widok zbezczeszczonych grobów metropolii polskiego męstwa – Cmentarza Orląt Lwowskich. Śmieci po dawnym wysypisku, zamiast katakumb zakład kamieniarski…
„Wolno mi być dumnym z tego, co w Narodzie pozostało. I choć na Wschodzie pozostały tylko kamienne orły, chłodne płyty nagrobne pełne polskich bohaterów, pozostali na szczęście przez Boga ocaleni.Rodacy, którym udało się przeżyć prześladowania i nie skapitulować! I do Nich dziś wołamy. I Ich dziś prosimy o głos. Niechaj ziarna prawdy wydadzą owoce”.
Tak zaczęła się moja miłość do Lwowa, Kresów i przyjaciół harcerek i harcerzy Lwowskich i trwa ona po dziś dzień.
Hm. Leszek Krzyżanowski HR




Komentarze
Pokaż komentarze