Zbrodnicza działalność Departamentu I MSW kładzie się cieniem na współczesnym wizerunku Agencji Wywiadu. Problem ten wynika nie tylko z faktu historycznej ciągłości archiwów służb specjalnych, ale przede wszystkim z obecnej polityki informacyjnej samej Agencji Wywiadu wobec zbrodni komunistycznych.
Wizerunek Agencji Wywiadu cierpi najmocniej z powodu jej podejścia do śledztw IPN, w których przewijają się jej funkcjonariusze lub agenci. W przestrzeni publicznej regularnie pojawiają się oskarżenia ze strony historyków, dziennikarzy oraz ekspertów (jak Piotr Woyciechowski), że AW celowo nie chce współpracować z prokuratorami IPN w sprawie zamordowania ks. Franciszka Blachnickiego.
Publicyści wprost zarzucają Agencji Wywiadu, że blokując dostęp do teczek agenturalnych po 1990 roku (w tym rozpracowującego duchownego małżeństwa Gontarczyków, ps. „Yon” i „Panna”), instytucja ta de facto chroni komunistycznych szpiegów powiązanych ze skrytobójstwem. Podejrzenia, że część tej agentury została po 1990 roku przejęta przez nowo powstały Urząd Ochrony Państwa „z całym dobrodziejstwem inwentarza”, kładą się cieniem na wiarygodności współczesnych służb specjalnych. Prokuratorzy IPN, starając się przebić przez klauzule tajności, napotykają na systemowe utrudnienia, które uniemożliwiają pełną rekonstrukcję łańcucha dowodzenia w operacjach „mokrej roboty”.
Niewygodne śledztwo
Analiza mrocznych kart historii polskiego wywiadu cywilnego okresu PRL prowadzi nieuchronnie do spraw, które przez dziesięciolecia spoczywały ukryte w archiwach MSW, objęte klauzulą najwyższej tajności. Jedną z najbardziej drastycznych i jednocześnie emblematycznych dla mechanizmów państwa totalitarnego jest sprawa likwidacji kapitana Władysława Mroza.
Przypadek kapitana Mroza, oficera komunistycznego wywiadu, czyli Departamentu I MSW, zamordowanego w Paryżu w 1960 roku, stanowi unikalne studium zbrodni komunistycznej, która mimo upływu lat i istnienia twardych dowodów, nie doczekała się tak spektakularnego śledztwa, jak to w sprawie zabójstwa księdza Franciszka Blachnickiego.
Tożsamość bezpośredniego zabójcy Mroza – osoby, która pociągnęła za spust – pozostaje do dziś nieznana. Śledztwo Instytutu Pamięci Narodowej pozwoliło jednak bezspornie ustalić, kto wydał wyrok i kierował operacją likwidacji Władysława Mroza.
Porównanie tych dwóch spraw pozwala na sformułowanie krytycznej oceny działań Instytutu Pamięci Narodowej (IPN) oraz analizę ewolucji kwalifikacji prawnej czynów popełnianych przez aparat bezpieczeństwa PRL.
Geneza i rekonstrukcja zabójstwa kapitana Władysława Mroza
Zrozumienie tragedii, jaka rozegrała się w Paryżu w październiku 1960 roku, wymaga osadzenia jej w szerokim kontekście operacyjnym wywiadu PRL tamtego okresu. Kapitan Władysław Mróz ps. „Claude” był oficerem kadrowym Departamentu I MSW, pełniącym funkcję tzw. „nielegała” – agenta działającego pod głębokim przykryciem, bez ochrony dyplomatycznej, udającego przeciętnego obywatela państwa zachodniego. Jego zadaniem była infiltracja środowisk emigracyjnych oraz struktur państwowych Francji.
Sytuacja uległa gwałtownej zmianie, gdy Mróz, z powodów do dziś będących przedmiotem analiz historyków służb specjalnych, podjął współpracę z francuskim kontrwywiadem – Direction de la Surveillance du Territoire (DST).
Zdrada w oczach Centrali i wyrok bez sądu
W strukturach totalitarnych, takich jak MSW PRL, ujawnienie tajemnic wywiadowczych organom państwa „kapitalistycznego” było traktowane jako zbrodnia najwyższej wagi, wymagająca natychmiastowej i ostatecznej sankcji. Decyzja o likwidacji Mroza zapadła w Warszawie, na najwyższych szczeblach resortu, z całkowitym pominięciem jakiejkolwiek procedury sądowej, nawet w trybie tajnym. Była to czysta forma państwowego terroryzmu, wykonana rękami „grupy specjalnej” wywiadu cywilnego.
Operacja likwidacyjna została przeprowadzona 27 października 1960 roku w Paryżu. Sprawcy, będący oficerami wywiadu PRL, działali z dużą bezwzględnością. Ostatecznie zrezygnowano z trucizny na rzecz broni palnej. Ciało Mroza odnaleziono w samochodzie Citroën 2CV na wysypisku śmieci w podparyskim Argenteuil. Zginął od dwóch strzałów w głowę z broni kalibru 7,62 mm.
Nazwisko egzekutora, który wykonał to zadanie, nie figuruje w zachowanych i zbadanych przez IPN archiwach MSW, co sugeruje, że wywiad mógł posłużyć się do tego celu specjalnie wynajętym płatnym zabójcą lub wysoce zakonspirowanym agentem do zadań specjalnych. Według wicedyrektora Departamentu I MSW płk. Henryka Sokolaka śmierć „Claude'a” miała być brutalnym sygnałem dla innych oficerów wywiadu, że zdrajcy będą surowo karani.
Na miejscu zbrodni celowo pozostawiono znaki pozwalające francuskim służbom na identyfikację ofiary, co miało stanowić jasny komunikat dla DST o skuteczności i bezwzględności polskiego wywiadu. Akcja ta była poprzedzona skrupulatnym, lecz dyskretnym wycofaniem z terenu Francji innych oficerów kadrowych i „nielegałów”, aby uniknąć retorsji ze strony francuskich organów bezpieczeństwa.
Decyzja o zamordowaniu uciekiniera zapadła na najwyższych szczeblach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych PRL. Nawiasem mówiąc, tak samo musiało być w sprawie zabójstwa ks. Blachnickiego.
Śledztwo IPN, prowadzone przez prokuratora Marcina Gołębiewicza, wykazało, że był to „nieformalny wyrok śmierci” wydany przez kierownictwo resortu w ramach operacji o kryptonimie „Marian”. Nie udało się jednak ustalić kto zabił Mroza. Śledztwo po kilku latach zostało umorzone. Bezpośrednim koordynatorem akcji był płk Henryk Sokolak, który w tym celu udał się do Brukseli, aby z bezpiecznej odległości zarządzać polowaniem na zdrajcę. Z dokumentów wynika również, że początkowo rozważano otrucie Mroza – dyrektor I Departamentu płk Witold Sienkiewicz w lipcu 1960 roku pobrał w tym celu z laboratorium milicyjnego pięć ampułek z trucizną
Tragiczne reperkusje wewnątrz bezpieki: Sprawa płk. Dybały
Zabójstwo Mroza miało również swój mroczny epilog wewnątrz struktur MSW. Choć ostatecznie Mroza zastrzelono, trucizna nie zmarnowała się. Pułkownik Zbigniew Dybała, oficer wywiadu zaangażowany w nadzór nad operacją, popełnił samobójstwo, zażywając dawkę cyjanku pobraną z zapasów przygotowanych na potrzeby likwidacji Mroza. Incydent ten ukazuje patologiczną kulturę organizacyjną służb specjalnych PRL, gdzie życie ludzkie – zarówno przeciwnika, jak i własnego oficera – było jedynie elementem gry operacyjnej.
Analiza prawna czynu dokonanego na kapitanie Mrozie w kontekście ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu pozwala na jednoznaczne zaklasyfikowanie tego zabójstwa jako zbrodni komunistycznej. Zgodnie z art. 2 ust. 1 ustawy, zbrodniami komunistycznymi są czyny popełnione przez funkcjonariuszy państwa komunistycznego w okresie do 31 lipca 1990 roku
Komunistyczna zbrodnia na funkcjonariuszu wywiadu PRL
Zbrodnia w Paryżu spełnia wszystkie ustawowe kryteria definicyjne. Morderstwa dokonali funkcjonariusze państwa komunistycznego, działający w ramach struktur MSW i wykonujący polecenia centrali wywiadu. Rok 1960 mieści się w ustawowym przedziale czasowym określonym przez ustawę (1944–1990). Zabójstwo Mroza odbyło się bez wyroku sądu, motywowane było chęcią eliminacji osoby uznanej za szkodliwą dla systemu totalitarnego, stanowiło rażące naruszenie praw człowieka, w tym prawa do życia i rzetelnego procesu.
Ustawa o IPN precyzuje również, że zbrodniami komunistycznymi są czyny naruszające przepisy Kodeksu Karnego z 1932 r. (art. 187 dotyczący zabójstwa) lub późniejszych aktów prawnych. W przypadku Mroza mamy do czynienia z morderstwem z premedytacją, co czyni tę sprawę nieulegającą przedawnieniu, o ile zostanie zakwalifikowana jako zbrodnia przeciwko ludzkości, co w przypadku systemowych morderstw politycznych jest standardem w orzecznictwie pionu śledczego IPN.
W debacie prawnej pojawiały się niekiedy wątpliwości czy oficer aparatu bezpieczeństwa może być ofiarą zbrodni komunistycznej. Orzecznictwo i doktryna wypracowana na gruncie ustawy o IPN wskazują jednak, że status zawodowy ofiary nie zdejmuje ze sprawców odpowiedzialności za czyny naruszające podstawowe prawa ludzkie.
Fakt, że kpt. Mróz sam był funkcjonariuszem systemu, nie legitymizuje jego pozasądowej egzekucji. Co więcej, fakt, że sprawcy działali jako „ramię” państwa komunistycznego, nadaje zbrodni charakter instytucjonalny, co jest kluczowe dla definicji zawartej w art. 2 ustawy.
Dwa zabójstwa
Aby ocenić trud prokuratora IPN w sprawie kpt. Mroza, należy zestawić ją z jednym z najważniejszych postępowań ostatnich lat – śledztwem w sprawie śmierci ks. Franciszka Blachnickiego. Przez ponad 30 lat oficjalną wersją był zgon z przyczyn naturalnych (zator płucny) w dniu 27 lutego 1987 r. w Carlsbergu. Przełom nastąpił dopiero po wznowieniu śledztwa w kwietniu 2020 roku przez Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach.
Wyniki śledztwa ogłoszone w marcu 2023 roku nie pozostawiają złudzeń: ks. Blachnicki został otruty. Zastosowanie substancji toksycznych (nieoficjalne źródła wskazują na rtęć lub jej związki) wpisuje się w ten sam paradygmat eliminacji „wrogów systemu”, który był w przypadku kpt. Mroza, przy czym ofiara w tym przypadku była charyzmatycznym liderem duchowym, postrzeganym przez władze PRL jako fundamentalne zagrożenie dla ideologicznego monopolu państwa komunistycznego.
Kluczowe dla sukcesu tego śledztwa były: ekshumacja i nowoczesna toksykologia, weryfikacja agentury i współpraca międzynarodowa. W sprawie ks. Blachnickiego prokuratura IPN przyjęła kwalifikację zbrodni komunistycznej będącej jednocześnie zbrodnią przeciwko ludzkości. Argumentowano to faktem, że zabójstwo nie było izolowanym incydentem, lecz częścią szeroko zakrojonego ataku na grupę osób o określonych przekonaniach politycznych i religijnych (Ruch Światło-Życie), dążących do wyzwolenia narodów Europy Środkowo-Wschodniej spod dominacji sowieckiej. Taka konstrukcja prawna pozwala na ściganie sprawców bez względu na upływ czasu.
Pierwsze śledztwo w sprawie Blachnickiego to dowód zaniechania
Historia śledztwa w sprawie ks. Blachnickiego sama w sobie jest dowodem na systemową bierność śledczych IPN w pewnych okresach. Pierwsze postępowanie, umorzone w 2006 roku przez prokurator Ewę Koj, było krytykowane za liczne braki: odstąpienie od ekshumacji, zaniechanie przesłuchania kluczowych funkcjonariuszy SB i niedostateczną analizę materiałów archiwalnych. Dopiero zmiana personalna w IPN po 2020 roku pozwoliła na „naprawienie” tych błędów.
W przypadku kpt. Mroza, mimo istnienia publikacji naukowych (m.in. autorstwa prokuratora IPN Marcina Gołębiewicza) szczegółowo opisujących zbrodnię, sprawców i okoliczności, nie doszło do uruchomienia machiny procesowej o podobnej skali. Zapewne prokuratorowi nie udało się przełamać omerty, jakiej dotrzymują niemal wszyscy żyjący oficerowie wywiadu PRL. A może „odbił się” od archiwum Agencji Wywiadu?
Ks. Blachnicki jest kandydatem na ołtarze, symbolem oporu chrześcijańskiego przeciwko komunizmowi. Kpt. Mróz to dezerter z wywiadu, postać moralnie niejednoznaczna dla opinii publicznej, choć z punktu widzenia prawa karnego pokrzywdzony o takich samych prawach, jak każda inna ofiara systemu komunistycznego.
Rok 1960 jest znacznie bardziej odległy niż 1987. Świadkowie w sprawie Mroza już nie żyją, podczas gdy w sprawie Blachnickiego agenci Andrzej Gontarczyk „Yon” i jego żona Jolanta Lange „Panna” w momencie obu śledztw żyli (Gontarczyk zmarł po przesłuchaniu). Operacja w Paryżu z 1960 roku była „czystą” likwidacją fizyczną.
Choć tzw. zbiór zastrzeżony („Zetka”) został zlikwidowany, Agencja Wywiadu wciąż posiada narzędzia do blokowania odtajniania pozostałych w jej gestii dokumentów. Nowelizacja przepisów z 2017 roku miała odebrać służbom prawo do decydowania o tajności akt, przekazując te kompetencje prezesowi IPN, jednak proces ten można było spowolnić przez „konsultacje”, które trwały bardzo długo. W praktyce oznacza to, że prokuratorzy IPN, nadal muszą walczyć o każdą kartkę dokumentu, która mógłby rzucić światło na kulisy morderstw.
Niewątpliwie prokurator Andrzej Pozorski, szef Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, czyli pionu śledczego IPN, obawia się konfliktu z Agencją Wywiadu. To nie jest jedynie problem personalny czy administracyjny. Jest to kryzys o charakterze ustrojowym.
Jeśli Agencja Wywiadu, jako organ państwa demokratycznego, dysponuje wiedzą o zbrodniach popełnionych przez swoich poprzedników i wiedzę tę ukrywa, to de facto staje się sukcesorem nie tylko archiwów, ale i esprit de corps działania Departamentu I.
Działalność oddziałowych pionów śledczych w Warszawie i Katowicach wykazuje, że IPN posiada ogromny potencjał śledczy. W toku są liczne śledztwa dotyczące znęcania się nad więźniami w latach 40. i 50., co dowodzi, że upływ czasu nie jest przeszkodą nie do pokonania.
W sprawach takich jak zabójstwo Mroza, celem śledztwa nie musi być jedynie skazanie żyjących sprawców (co fizycznie może być niemożliwe), ale przede wszystkim formalne stwierdzenie faktu popełnienia zbrodni przez państwo komunistyczne. Artykuł 2 ustawy o IPN daje ku temu solidne podstawy. Uznanie zabójstwa Mroza za zbrodnię komunistyczną i zbrodnię przeciwko ludzkości ma wymiar symboliczny, i jest potwierdzeniem, że Departament I nie cofał się przed zbrodnią.
Systemowa inercja i „zamykanie oczu” na wewnętrzne czystki MSW
Ważnym aspektem śledczym, który rzadko pojawia się w oficjalnych komunikatach IPN, jest kwestia „wewnętrznych egzekucji” w aparacie bezpieczeństwa. Sprawa kpt. Mroza nie była jedyną, choć prawdopodobnie najbardziej drastyczną ze względu na miejsce wykonania. Milczenie IPN w tej kwestii może wynikać z obawy przed skomplikowaniem czarno-białego obrazu historii, w którym funkcjonariusze są wyłącznie oprawcami, a nigdy ofiarami.
Analiza spraw zabójstw kpt. Władysława Mroza i ks. Franciszka Blachnickiego prowadzi do ciekawych wniosków. Przede wszystkim IPN dysponuje skutecznymi narzędziami. Ustalenia śledztwa w sprawie ks. Blachnickiego udowodniły, że nowoczesna nauka w połączeniu z determinacją procesową, jaką wykazał prokurator pozwalają na obalenie kłamstw systemu komunistycznego nawet po dziesięcioleciach.
Ostateczne rozliczenie z „komandami śmierci” MSW wymaga odwagi do spojrzenia w oczy faktom, które są równie brutalne w Carlsbergu, co w Paryżu. Departament I MSW, pełniący funkcję cywilnego wywiadu PRL, był odpowiedzialny nie tylko za szpiegostwo, ale również za organizację tzw. działań specjalnych, które obejmowały m.in. porwania i zabójstwa uciekinierów. Jednostka ta czynnie angażowała się w planowanie pozasądowych egzekucji oficerów uznawanych za zdrajców, próbując jednocześnie nadać tym zbrodniom wewnętrzne pozory legalności.
Działania dywersyjne wywiadu
Fizyczna eliminacja i porwania stanowiły jeden z najbardziej drastycznych elementów operacyjnej aktywności Departamentu I MSW. Choć udokumentowanych i w pełni zrealizowanych zamachów tego typu nie było ostatecznie wiele, same plany i przygotowania do „działań specjalnych” dowodzą bezwzględności ówczesnych struktur. Operacje te miały pełnić funkcję odstraszającą, wysyłając jasny sygnał do kadr, że zdrada komunistycznego wywiadu czy działalność opozycyjna spotka się z najwyższym wymiarem kary nawet poza granicami państwa.
Z perspektywy śledczej niezwykle istotne jest to, że komunistyczny aparat bezpieczeństwa próbował instytucjonalnie zabezpieczyć agentów realizujących wyroki na dezerterach. W połowie lat sześćdziesiątych wewnątrz Departamentu I MSW opracowano specjalny dokument analizujący stosunek ówczesnego polskiego prawa karnego do osób, które dokonały „likwidacji zdrajcy ojczyzny”. Ta tajna interpretacja prawna miała stanowić urzędowy parasol ochronny, dając poczucie bezkarności funkcjonariuszom wysyłanym z misją zamordowania dawnych kolegów ze służby.
Zarówno w okresie stalinowskim, jak i w późniejszych dekadach Polski Ludowej, służby specjalne PRL funkcjonowały w ścisłej podległości i asymetrycznej relacji względem Związku Sowieckiego. Istotnym elementem tej współpracy były wspólne działania operacyjne, w tym wsparcie logistyczne przy eliminacji tzw. wrogów zewnętrznych i wewnętrznych, co w żargonie operacyjnym nazywano „mokrą robotą” (z ros. mokroje dieło).
W ramach struktur wywiadowczych Układu Warszawskiego polski wywiad był włączany do sowieckich planów zwalczania opozycji politycznej i uciekinierów. Choć głównym zadaniem Departamentu I MSW w relacjach z KGB była inwigilacja i dostarczanie informacji wywiadowczych (m.in. naukowo-technicznych), służby wymieniały się również wsparciem przy tzw. operacjach aktywnych. W przypadku polowania na zbiegów, sowieckie służby często wspomagały MSW PRL poprzez udostępnianie informacji z własnej siatki agenturalnej na Zachodzie, ułatwiając polskim grupom realizacyjnym namierzanie celów wytypowanych do „likwidacji”.
Wybierali wolność
Zjawisko zdrady i ucieczek funkcjonariuszy na Zachód było dla wywiadu PRL (Departamentu I MSW) oraz wywiadu wojskowego problemem nie tylko wizerunkowym, ale i operacyjnym. Reakcje na te ucieczki bywały różne: od zaocznych wyroków śmierci, poprzez plany porwań i egzekucji, aż po skuteczne operacje eliminacyjne, których na szczęście zrealizowano niewiele.
Zagadkowa i często interpretowana jako udany zamach jest również śmierć płk. Władysława Tykocińskiego, byłego szefa Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie Zachodnim. Po ucieczce do USA w 1965 roku Tykociński został zaocznie skazany w Polsce na karę śmierci. Zmarł w 1967 roku w Stanach Zjednoczonych w niewyjaśnionych okolicznościach, a wielu badaczy podejrzewa, że padł ofiarą tajnej operacji sowieckiego bądź polskiego wywiadu.
Częściej niż do fizycznych likwidacji, w łonie polskich służb dochodziło do planowania zemsty, która ostatecznie z różnych względów – operacyjnych, logistycznych lub politycznych – nie dochodziła do skutku.
Młody oficer wywiadu Andrzej Kopczyński, który w sierpniu 1976 roku zbiegł z obozu szkoleniowego w RFN, dekonspirując przy tym około 150 oficerów oraz wiele spraw operacyjnych. Departament I MSW wpadł w furię i podjął intensywne plany porwania go lub zamordowania. Choć wywiadowi udało się ustalić jego nowy adres w USA dzięki komórce wywiadu nielegalnego, uznano ryzyko za zbyt duże i ostatecznie odstąpiono od egzekucji. Zbieg dożył upadku PRL i w 1991 roku został uniewinniony.
Józef Światło, wicedyrektor Departamentu X MBP uciekł na Zachód w 1953 roku w trakcie delegacji służbowej do Berlina Wschodniego (gdzie, paradoksalnie, planował z oficerami Stasi... morderstwo polskiej działaczki niepodległościowej Wandy Brońskiej). Po tym jak Światło zbiegł do Berlina Zachodniego i zaczął demaskować w Radiu Wolna Europa zbrodnie polskiego stalinizmu, bezpieka snuła rozliczne plany jego uciszenia, jednak ochrona ze strony amerykańskich służb uniemożliwiła jakikolwiek bezpośredni zamach.
Michał Goleniewski, wiceszef wywiadu wojskowego (i współpracownik Departamentu I MSW), który przez lata współpracował z CIA (jako słynny „Sniper”), aż do ucieczki do USA w styczniu 1961 roku. Zdemaskował setki agentów wschodnich (w tym m.in. George'a Blake'a). W Polsce został skazany na karę śmierci, a służby wielokrotnie próbowały go namierzyć. Zamachowiec jednak nigdy do niego nie dotarł, głównie dlatego, że Goleniewski zerwał bliskie kontakty ze służbami USA, całkowicie zmienił styl życia (podając się zresztą za ocalałego carewicza Aleksego Romanowa) i zmarł z przyczyn naturalnych w Nowym Jorku kilkadziesiąt lat później.





Komentarze
Pokaż komentarze (1)