10milionów 10milionów
153
BLOG

J. Woźny: Och zapomnieć!

10milionów 10milionów Kultura Obserwuj notkę 0

Oglądam w telewizorze fragment jakiejś sztuki teatralnej. Fragment, bo po kilku minutach jestem w stanie streścić zamysł tych, którzy owo wiekopomne dzieło ulepili, więc ich wyklikuję. Zanim mój demiurgiczny palec wciśnie klawisz pilota aktorka w poplamionej czerwoną farbą halce śpiewa patriotyczną pieśń, unosząc szalik z napisem „Polska”. Już wiem – patriotyzm ta taka forma kibolstwa. Inna, urody raczej radiowej, gra postać tak głupią, że panie urzędniczki odebrały jej dziecko. Już wiem – typowa „matka Polka” – brzydka i ograniczona umysłowo. Wygłasza „improwizację”, o czym informuje nas neon – że niby taki hi hi Gustaw-Konrad (sam, zupełnie sam się domyśliłem!). Okazuje się, że jej ociężałość umysłowa, otyłość, nieudane życie i wszelkie inne plagi, które na nią spadły, to rezultat tego, że „wojny, powstania, wypędzenia, powroty”, jak mantruje głosem pełnym udręki. „Och zapomnieć!”. Od razu się domyślam, że „historia” to jej głównym problem, gdyby nie ta pamięć przeklęta, to łatwiej by się kobiecie oddychało. W ogóle może by prezeską jakąś została, a tak boryka się biedactwo z tym pokracznym dziedzictwem pokoleń minionych, sprostać mu nie może, bo zwariować od tego idzie. Na scenę wchodzi kilku aktorów z kosami postawionymi na sztorc. Opuszczają je na podłogę, popychają przed sobą, jak kije hokejowe po lodowisku. Taka jazda! Och jak fajnie, jak wszystko celnie wyśmiano, jak inteligentnie obrzucono błotem! Jaka radość, jak bezlitośnie rozliczają te nasze liczne wady narodowe ci, co ulepili ten fenomenalny występ!

Obok miejsca, gdzie pracuję, mogę obserwować żywych bohaterów tej sztuki. Stoją całe dnie na brudnym, ponurym podwórku i przepuszczają między palcami oceany czasu. I dopiero teraz, dzięki fragmentowi arcydzieła, zrozumiałem, że oto uginają się pod brzemieniem historii, tego bezwartościowego spadku, które przekazali im ich rodzice, jak jakiegoś straszliwego bakcyla. Starają się zapomnieć (pyfko, wino „Malyna”), ale nie mogą i to pęta ich owo życie zmarnowane. Ale czy tak to musi być? NIE! Na pewno, gdy sprofanują, obrzucą błotem wszystko, co liczyło się przez wieki w naszej narodowej tradycji, poczują się lepiej, odstąpi ich kac, znajdą pracę, może nawet w kulturze zaczną robić – nadają się świetnie.

Myślę, zastanawiam się, co właściwie ja mam zapomnieć – może rozmowę z Panią Zofią, której wspomnienia niedawno nagrałem do archiwum Ośrodka „Pamięć i Przyszłość”? Pani Zofia wspomina zesłanie na Sybir. Witano ją i setki innych przywiezionych tam pociągiem słowami: „Wy zdrajcy Polacy już stąd nie wrócicie!” Bezwzględna eksploatacja przez pracę ponad siły miała zesłańców zniszczyć fizycznie. Pani Zofia wspomina jednak chwilę prawdziwego tryumfu. Było to w czerwcu 1941, po ataku Niemiec na Rosję sowiecką i bolesnej porażce całkowicie zaskoczonego Stalina. Do obozu w głębi tajgi przejechali trzej oficerowie i zarządzili apel. Polacy szli na apel z najgorszymi przeczuciami – zwykle podczas takich zgromadzeń informowano o kolejnym podniesieniu norm, lub innych szykanach, które enkawudziści po prostu „musieli” wprowadzać wskutek karygodnych zachowań buntowniczych Polaków. Nie mogła uwierzyć własnym uszom, gdy usłyszała: „Darogije druzja Poliaki”. (Drodzy przyjaciele Polacy). Potem okazało się, że teraz trzeba wałczyć ze wspólnym wrogiem – Hitlerem. Reakcja Polaków była natychmiastowa. Mężczyźni uformowali kolumnę, na której czele znalazła się przechowana w baraku biało-czerwona flaga i śpiewając „Jeszcze Polska nie zginęła” przedefilowali przez obóz pod trybunę, na której stali… salutujący sowieci. Pani Zofii i jej mamie nie udało się dotrzeć do armii organizowanej przez Andersa. Gdy opuściła ona sowieckie granice, okazało się, że „Poljaki” to jednak zdrajcy i szykany wróciły. Do ojczyzny pani Zofia wróciła w roku 1946, po sześciu latach katorgi. Do dziś ma w oczach łzy wspominając dumnie maszerujących ze sztandarem Polaków w głębi tajgi. Swoje wspomnienia opisała w wydanej samodzielnie książce, a teraz trafiły one do naszego archiwum. I ach, och – nie da się zapomnieć!

Juliusz Woźny

tekst ukazał się również na stronach 10milionow.pl oraz pamieciprzyszlosc.pl

10milionów
O mnie 10milionów

Portal 10milionow.pl gromadzi ludzi dla których sprawy Ojczyzny nie są obojętne, którzy interesują się historią najnowszą Polski i chcą wyciągać z niej wnioski oraz czują się odpowiedzialni za swój Kraj i jego obywateli. Jest to też miejsce, gdzie na nowo spotkają się ludzie opozycji demokratycznej z czasów PRL. Mamy nadzieję, że te „spotkania po latach“ przywołają wiele wspomnień, a ich utrwalenie na portalu uchroni je od zapomnienia. Portal 10milionow.pl nie jest projektem, który po raz kolejny wyróżni tylko liderów i przywódców opozycyjnych - to portal dla uczestników opozycji i organizacji podziemnych, którzy często anonimowo i bez rozgłosu, bohatersko walczyli o wolną Polskę. Utrwalając pamięć o tych wyjątkowych ludziach i wydarzeniach chcemy także pokazać, że wolność po roku 1989 nie byłaby możliwa właśnie bez tych milionów indywidualnych aktów patriotyzmu. Chcemy, by portal miał również charakter edukacyjny - planujemy szereg działań, które będą młodym pokoleniom przybliżać trudne wydarzenia z najnowszej historii Polski. Chcemy kontynuować tę sztafetę pokoleń, którą przed nami prowadziły pokolenia Polskiego Państwa Podziemnego, a później pokolenie "Solidarności".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura