Stary mężczyzna w wojskowym mundurze z dumą opowiada o swojej walce. Siwy wąs, błękitne oczy, szczupły, mimo upływu lat wyprostowany. Opowiada chętnie, widać, że jego sposób widzenia świata nie zmienił się od czasów, które jako młody człowiek spędził w wojsku. Z dumą wspomina, jak zwalczał „te akowskie bandy”, jak z kolegami dopadł Żelaznego. To historia jak z westernu – otoczony przez ludowe wojsko „Żelazny”, dowódca „akowskiej bandy”, wskoczył do wojskowego samochodu i grożąc bronią kazał wywieść się z okrążenia. Szofer skierował jednak samochód w stronę grupy ubeków i wyskoczył z pojazdu. „Żelazny” zaczął strzelać, w pewnej chwili jednak zaciął mu się pistolet. „Gdyby broń mu nie nawaliła, to powystrzelałby nas jak kaczki” – z wyraźną ulgą stwierdza siwowłosy mężczyzna.
Nasz rozmówca był wśród ubeków, którzy poszczuli psem walczącego do końca partyzanta, a następnie go zastrzelili. Naoczny świadek jednej z najgłośniejszych akcji czerwonego reżimu wobec antykomunistycznego podziemia nadal jest przekonany o swych racjach. Jakby zahibernowany w latach sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych ubiegłego wieku, gdy o walczących o wolną Polskę patriotach mówiono „leśne bandy”. Przychodzą niekiedy do miejsca, gdzie pracuję - Ośrodka "Pamięć i Przyszłość" - osoby pracujące niegdyś w milicji czy służbach bezpieczeństwa by opowiedzieć swoje historie. Zwykle jednak tłumaczą, że nie miały wyjścia, że w mundurze milicjanta cały czas były przeciw komunizmowi. Nie wiem, jakie psychologiczne mechanizmy nakazują im takie zachowanie – może w jakiś sposób pomaga im to uwierzyć we własną niewinność. Ale taki, który z dumą i przekonaniem opowiadał o swojej walce o utrwalanie komunizmu pojawił się tylko raz… Sprawdziliśmy źródła i historyczne opracowania – ten człowiek mówił prawdę. Był wśród żołnierzy KBW, którzy 5 października 1951 roku zamordowali jednego z ostatnich żołnierzy antykomunistycznego podziemia. Na piersi weterana KBW widniały odznaczenia za wierną służbę ludowej ojczyźnie. Z tym większą goryczą żalił się, że ostatnio zmniejszono mu emeryturę, przekreślając te wszystkie zasługi.
Od 2011 roku możemy obchodzić Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych (1 marca). Może jednym z jego skutków będzie to, że ludzie obrażający pamięć bohaterów wreszcie zamilkną.
tekst ukazał sięna stronie10milionow.pl




Komentarze
Pokaż komentarze (1)