10milionów 10milionów
650
BLOG

S. Leszczyński: Księga Pamięci Byłych Więźniów KL Dachau

10milionów 10milionów Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

Ostatnio w moje ręce wpadła Księga Pamięci Byłych Więźniów KL Dachau z podtytułem Imiona zamiast numerów. Powstała dzięki współpracy licznych instytucji niemieckich, ale również polskich i z innych krajów. Jest dostępna w języku polskim, ukraińskim, niemieckim, francuskim, niderlandzkim i angielskim. Jest to dzieło zawierające skrócone biografie 22 więźniów, które zostały zebrane i opisane przez ich krewnych, przez uczniów, studentów i inne osoby zaangażowane w uwiecznianie losów więźniów KL Dachau. Po nawiązaniu kontaktu, z pomocą opiekunów projektu, przeprowadzały one wywiady, szukały informacji w książkach i archiwach i analizowały zebrane informacje. Jak czytamy, od momentu powstania projektu w 1999 r., zostało opisanych ponad 100 biografii w kilku językach. Podtytuł ma na celu zwrócenie uwagi na przywracanie świadomości współczesnym ludziom, o tym, że za murami obozu przebywali żywi ludzie, nie zaś tylko numery, ludzie mający swoje rodziny, przyjaciół i własne historie. Broszura towarzyszy wystawie międzynarodowej, z pełnymi biografiami, która odwiedziła kraje związane z miejscem pochodzenia więźniów. Wśród nich są m.in. Lublin, Łódź, Zaporoże, Wiedeń, Berlin, Bordeaux, Nijmegen.

Poniżej przytaczam w całości skróconą biografię Wincentego Czarkowskiego, byłego więźnia KL Dachau, napisaną przez Izabelę Kozłowską i jej siostrę Ewelinę, na podstawie przeprowadzonego z nim wywiadu i ścisłej z nim współpracy w roku 2000.

Wincenty Czarkowski - 06.04.1917 – 22.02.2001

Urodziłem się w 1917 roku w Lublinie. Był to rok Fatimy. Pochodzę z bardzo patriotycznej, pobożnej, aczkolwiek ubogiej rodziny polskiej. Staszicakiem jestem. W Staszicu maturę kończyłem w 1935 roku. 10.11.1939 roku ojciec mój umiera. Był to dzień aresztowań na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, na którym studiowałem prawo. Śmierć ojca uratowała mi życie, gdyż w czasie aresztowań byłem na pogrzebie. Studia przerwał wybuch wojny po wysłuchaniu czwartego roku nauki. To później mi na dobre wyszło, bo nie zaliczałem się do czołówki inteligencji polskiej, ale tym niemniej to był jakiś olbrzymi cios.

Aresztowanie spotkało mnie w połowie stycznia 1942 roku w Dęblinie. Konwojowałem cukier, był wypadek, na przetokach wagonów było dużo cukru. Chciałem na tym skorzystać, więc byłem sabotażystą i w związku z tym nie byłem aż tak niebezpiecznym więźniem. Dostałem wyrok – dwa i pół roku więzienia. Trafiłem do więzienia na Zamku Lubelskim. Dzięki łapówkom matki przebywałem tam od końca stycznia 1942 roku do września 1943 roku. W majątku tym pracowali Luksemburczycy – jako polityczni więźniowie. Z jednym z nich zaprzyjaźniłem się, dzięki temu, że pomogłem mu odbyć spowiedź i przyjąć komunię. Nazywał się Franky Hansen. Franky dał mi adres swojego ojca Victora Hansena. Następnie zostałem wywieziony do karnego obozu pracy w Landsbergu nad Lechem. Podróż trwała cztery dni. Na miejscu okazało się, że czeka nas tylko bicie, chłód oraz głód i bardzo ciężka praca. Wskutek tego więźniowie podejmowali próby ucieczki, które pozbawione były jakiekolwiek szansy. Zawsze byli odnajdywani, bici, katowani, bunkier, głodówka, a często nawet śmierć. Wtedy właśnie postanowiłem napisać gryps do Czerwonego Krzyża w Genewie, informujący o warunkach panujących w obozie. Nosiłem ten gryps półtora miesiąca przy sobie, na sercu. Gryps był gruby, pisany na pakowym papierze ogryzkiem chemicznego ołówka, w kopercie również z pakowanego papieru, w której klej zastąpił wymieszany ze śliną chleb razowy. Chciałem go wysłać do Czerwonego Krzyża za pośrednictwem Victora Hansena, ojca mojego przyjaciela. Bóg mi dopomógł. Pod koniec kwietnia wracając z komanda dostrzegłem szereg współwięźniów, rozebranych do naga, stojących przed barakami. Okazało się, że moje wezwanie o pomoc dotarło do właściwych rąk. Przyjechała międzynarodowa komisja z Genewy, która badała stan więźniów. Nasza sytuacja poprawiła się od tego czasu i zezwolono na przysyłanie paczek na kuchnię więźniarską, zabroniono bicia i ustanowiono inspektora do przyjmowania skarg od więźniów. Fakt ten uratował mi życie, gdyż mogłem poprosić rodzinę o lekarstwa, które potrzebowałem, by wyleczyć zapalenie płuc.

Wyrok zakończyłem poprzez 2 – tygodniowy pobyt w więzieniu monachijskim, skąd przesłano mnie 12.08.1944 do KZ Dachau. W czasie transportu konwojujący nas Niemiec nadepnął mi na nogę, miażdżąc paluch. Mam paskudną budowę paznokci – wrastają głęboko w ciało. Na bloku kwarantannowym ani mowy o jakimś opatrunku, nawet dezynfekcja jest niemożliwa. Paluch puchnie, ropieje, boli. Po kilku dniach jest zaogniony na czerwono, a duży jak bomba. Ani się dotknąć. Chodzę jedną nogą boso. Wiem, co mi grozi: gangrena i… koniec. Usiłuję dostać się jako chory do rewiru, do dra Alego, ale to wcale nie jest takie łatwe. Chorym jest ten, kto ma 40 stopni C gorączki, a ja jej nie mam. Blokowy stale mnie odrzuca i leje pałą z wiązką solidnych przekleństw niemieckich i słowem, które każdy zrozumie – Simulant! Naparłem na blokowego tak nachalnie, że nerwowo nie wytrzymał. Zaczął kopać, przewalił teraz i kopniaki i pała poszły w ruch… Wiłem się, ale trudno uniknąć razów. W końcu wrzasnął z wściekłością:No teraz jesteś gotów do przyjęcia na rewir. Już nie jesteś symulantem. Precz, ty świński psie!No i dostałem się do Alego. Operował mnie osobiście, i to pod narkozą (miał ją tylko dla operowania Niemców, bo jego chody w obozie pochodziły stąd, że ratował też Niemców, zaszywał po nalotach). Zostałem miesiąc czasu na rewirze. Tam właśnie przepisywałem gramatykę francuską, na której pozostały wolne karty. Na tych kartach spisałem dzieje uwalniania Dachau.

Na terenie obozu panowały bardzo trudne warunki bytowe oraz zezwierzęcenie ludzkie. Człowiek musiał się ukrywać ze swoją tożsamością, osobowością oraz poglądami. Jakież było moje zdziwienie, gdy pewnego dnia spotkałem ojca Bonawenturę – kapucyna z klasztoru lubelskiego, który w okresie przedwojennym był moim spowiednikiem. Obozowe spowiedzi z O. Bonawentura dały mi bardzo dużo. Odrodziły mego ducha. Dodały otuchy do walki o przetrwanie fizyczne. Przywróciły siły do prowadzenia zapasów o wewnętrzną godność bycia dzieckiem bożym. Dowartościowały moją nieumiejętną, poszarpaną modlitwę. Przekształciły doznawane zniewagi i cierpienia w pokutę za grzechy swoje i cudze. Przyczyniły się do tego, że dziś mogę uznać moje lata spędzone za drutami nie tylko za niestracony czas życia, ale za wspaniałe zwycięstwo odniesione nad samym sobą. Wiktorię nad swymi wadami wbrew oczywistemu stanowi faktycznemu, że pokonywanym stawałem się stale, i tylko, i wyłącznie ja sam.

W momencie uwalniania Dachau, właśnie jadłem zupę. Wraz z pozostałymi więźniami szalałem z radości, ciesząc się odzyskaną wolnością. Pobyt w obozie zostawił ślad na psychice więźniów. Dopiero po wielu latach dzięki mojej wierze potrafiłem wybaczyć narodowi niemieckiemu. Kosztowało to mnie jednak dużo pracy. Mimo to nigdy nie zapomniałem mojej przeszłości i obraz obozu pozostanie zawsze w moim sercu.

W obozie Dachau i jego podobozach przebywało ponad 202.000 więźniów, wśród których było 1780 księży i zakonników. Obóz został wyzwolony przez Armię Amerykańską 29.04.1945 roku.

 

Seweryn Leszczyński

 

tekst ukazał się na portalu 10milionow.pl

 

 

10milionów
O mnie 10milionów

Portal 10milionow.pl gromadzi ludzi dla których sprawy Ojczyzny nie są obojętne, którzy interesują się historią najnowszą Polski i chcą wyciągać z niej wnioski oraz czują się odpowiedzialni za swój Kraj i jego obywateli. Jest to też miejsce, gdzie na nowo spotkają się ludzie opozycji demokratycznej z czasów PRL. Mamy nadzieję, że te „spotkania po latach“ przywołają wiele wspomnień, a ich utrwalenie na portalu uchroni je od zapomnienia. Portal 10milionow.pl nie jest projektem, który po raz kolejny wyróżni tylko liderów i przywódców opozycyjnych - to portal dla uczestników opozycji i organizacji podziemnych, którzy często anonimowo i bez rozgłosu, bohatersko walczyli o wolną Polskę. Utrwalając pamięć o tych wyjątkowych ludziach i wydarzeniach chcemy także pokazać, że wolność po roku 1989 nie byłaby możliwa właśnie bez tych milionów indywidualnych aktów patriotyzmu. Chcemy, by portal miał również charakter edukacyjny - planujemy szereg działań, które będą młodym pokoleniom przybliżać trudne wydarzenia z najnowszej historii Polski. Chcemy kontynuować tę sztafetę pokoleń, którą przed nami prowadziły pokolenia Polskiego Państwa Podziemnego, a później pokolenie "Solidarności".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura