Słuszne, niesłuszne… Miało szanse, nie miało… Okupione zostało ogromnymi ofiarami, które okazały się daremne. A może Niemcy i tak zrównaliby domy z ziemią, część mieszkańców wymordowali, a resztę wypędzili? Co by im w tym przeszkodziło? Opory moralne, a może zbrodniarzy powstrzymałaby uroda warszawskich zabytków? Chodzi mi oczywiście o Powstanie Warszawskie. Jak wyglądałaby obrona miasta, gdyby Sowieci postanowili je oblegać latem lub jesienią 1944 roku? Czy Niemcy broniąc Warszawy postępowaliby z warszawiakami delikatniej niż z mieszkańcami Festung Breslau? Przypomnę, że na początku roku 1945 na drodze między Wrocławiem a Legnicą zamarzło około 90 tysięcy z uciekających przed Rosjanami Niemców, bo gauleiter Hanke zakazał wcześniejszej ewakuacji. Wskutek walk miasto nad Odrą zostało całkowicie zrujnowane. Niemieckie dowództwo, aby polepszyć warunki obrony, z premedytacją obracało w perzynę całe kwartały Breslau. Czy lepiej traktowaliby naszą stolicę?
Kilku powstańców, z którymi rozmawiałem, twierdziło, że powstanie wybuchłoby spontanicznie i bez rozkazu. I jeszcze jeden szczegół – to nie powstańcy ani nawet ci, którzy wydali rozkaz rozpoczęcia powstania, wymordowali walczących i cywili. Zrobili to Niemcy. Wkraczając do Polski w roku 1939 mieli zresztą gotowy plan „wyeliminowania” od 80 do 85 procent polskiego narodu i tego nie zmienilibyśmy nawet gdybyśmy ich witali kwiatami. Bo Czechów chcieli „wyeliminować” w 50 procentach, mimo, że nasi południowi sąsiedzi pokornie nie stawili oporu. A więc należało biernie czekać na to, aż jeden okupant zastąpi drugiego i liczyć, że będzie mniej bezwzględny? Zawsze zdumiewało mnie kategoryczne, surowe ocenianie polskich dowódców, którzy podjęli decyzję w 1944 roku. To pozbawione jakichkolwiek wahań potępienie, często rozciągane na szeregowych uczestników powstania, towarzyszyło nam przez cały okres ludowej. Towarzyszy nam nadal, delikatnie przemodelowane (no, oczywiście chłopcy i dziewczyny ginący na barykadach nie ponoszą odpowiedzialności, tym niemniej ich dowódcy to zbrodniarze!), ale zawsze wyzbyte wątpliwości, precyzyjne jak wyrok rewtrybunału. A przecież każda akcja zbrojna powodowała straszliwą reakcję okupanta. Ucieczka z obozu koncentracyjnego pociągała za sobą wyrok śmierci na współwięźniów. Czy należało siedzieć cichutko na pryczy i czekać? Poproszę o precyzyjne, jednoznaczne odpowiedzi.
tekst ukazał się na portalu 10milionow.pl oraz na stronie Ośrodka "Pamięć i Przyszłość"




Komentarze
Pokaż komentarze