Warto zauważyć, że Kornel Morawiecki był jednym z działaczy, którzy dostrzegali groźbę wprowadzenia stanu wojennego lub obcej interwencji. Jako delegat na I Zjazd „Solidarności” postulował przedsięwzięcie przygotowań na taką ewentualność. Już 13 grudnia 1981 r. jego przypuszczenia się sprawdziły. Morawiecki – dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności – uniknął aresztowania. Niemal przez sześć lat pozostawał nieuchwytny dla SB. W tym czasie ukrywał się w prawie sześćdziesięciu różnych lokalach.
Działacze skupieni wokół Morawieckiego zabezpieczyli sprzęt poligraficzny, dzięki któremu możliwe było niemal natychmiastowe zorganizowanie nielegalnego druku. Z datą 14 na 15 grudnia wyszedł pierwszy numer „Z dnia na dzień” – początkowo biuletynu informacyjnego Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność”, a następnie serwisu informacyjnego RKS. Jego redaktorem naczelnym został – zgodnie z wolą Morawieckiego – Romuald Lazarowicz. Był to najprawdopodobniej pierwszy nielegalny periodyk wydawany w Polsce po 13 grudnia 1981 r.
Nie ulega wątpliwości, że Morawiecki stał się w początkowym okresie stanu wojennego jedną z najważniejszych postaci opozycji antykomunistycznej na Dolnym Śląsku. Lazarowicz twierdzi wręcz, że „w pierwszych miesiącach RKS kręcił się wokół Kornela i jego ludzi”. Podobną tezę postawił Wojciech Sawicki. Na łamach „Z dnia na dzień” publikowane były odezwy RKS. Morawiecki oraz jego współpracownicy utrzymują, że przyszły przewodniczący SW sam również miał upoważnienie do pisania odezw w imieniu kierownictwa RKS. Praktyka ta – jak twierdzi Łukasz Kamiński – szybko stała się zresztą powodem konfliktów Morawieckiego z ówczesnym przewodniczącym RKS, Władysławem Frasyniukiem. W związku z tym zaniechano jej najpóźniej w lutym 1982 roku. Jednak najprawdopodobniej to właśnie Morawiecki kierował codzienną działalnością RKS w okresie głębszego zakonspirowania się Frasyniuka wczesną wiosną 1982 r.
Wraz z upływem czasu zaczęły się uwidaczniać kolejne rozbieżności pomiędzy Morawieckim a częścią innych ważnych postaci podziemnej „Solidarności”. Wśród nich można wymienić chociażby stosunek do utworzenia Ogólnopolskiego Komitetu Oporu (OKO). Przeciwnikiem takiego rozwiązania, postulowanego przez Eugeniusza Szumiejkę i Andrzeja Konarskiego, a popieranego przez Morawieckiego, był m. in. Zbigniew Bujak. Najbardziej jednak znaczącym dla wrocławskiego podziemna konfliktem były wspomniane już nieporozumienia na linii Morawiecki – Frasyniuk. Dotyczyły one przede wszystkim proponowanych form oporu. Morawiecki krytykował strajki postulowane przez Władysława Frasyniuka, Piotra Bednarza i Józefa Piniora, które trwały zazwyczaj kilka, kilkanaście minut. Był zwolennikiem – jak to ujmował – aktywnego działania; chociażby poprzez organizowanie demonstracji ulicznych, czemu – przynajmniej początkowo – sprzeciwiał się Frasyniuk.
Kornel Morawiecki w momencie wprowadzenia stanu wojennego – jak sam przyznaje – przestał wierzyć w reformowalność systemu. Dodatkowym czynnikiem wpływającym na radykalizację postaw grupy skupionej wokół niego była reakcja władz na ogłoszone wiosną 1982 roku tezy Prymasowskiej Rady Społecznej. Pomimo bardzo ugodowego tonu – dla wielu działaczy opozycyjnych wręcz nie do przyjęcia – Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego (WRON) jednoznacznie odrzuciła propozycje Episkopatu. Dla przyszłych członków SW stało się wtedy jasne, że o kompromisie z władzą w ówczesnej sytuacji nie ma mowy . Tymczasem Bujak w czerwcu tego roku szanse na porozumienie z władzami oceniał jako „coraz większe”, a Tymczasowa Komisja Koordynacyjna wydała apel, w którym wzywała do czterotygodniowej przerwy w organizowaniu strajków i demonstracji.
tekst ukazał się na portalu10milionow.pl




Komentarze
Pokaż komentarze