Różnice co do oceny sytuacji w kraju oraz preferowanych form oporu doprowadziły do wyodrębnienia się ze struktur podziemnego związku nowego, radykalnego tworu. Jak zauważył Paweł Falicki – SW powstała ze sprzeciwu wobec bierności „Solidarności”.
Decyzja o utworzeniu nowej organizacji nie była jednak tak oczywista, jak mogłoby się wydawać. Zarówno sam Morawiecki, jak i jego współpracownicy obawiali się, że „budując coś nowego” mogą „rozbić to stare”, co w przypadku niepowodzenia przyniosłoby więcej szkód, niż pożytku. Morawiecki tak opisuje targające nim wówczas wątpliwości: - „[…] A może się mylimy, może guzik wyjdzie z tej „Solidarności Walczącej”? […] Nic nie zbudujemy, a to, co do tej pory budowaliśmy – osłabimy. No to głupstwo, krzywda tym wartościom, które kochamy. Takie dylematy były wśród nas. […] To nie były proste wybory”.
20 maja 1982 r. miało miejsce spotkanie założycieli przyszłej SW. Nie utworzono jeszcze wtedy wprawdzie nowej organizacji, ale zdecydowano o wydawaniu pisma – SW. Było to swoiste testowanie siebie oraz odbioru przez społeczeństwo lansowanych tez. W pierwszym numerze pisma został opublikowany manifest Dlaczego walka?. Padły w nim następujące odpowiedzi na zadane w tytule pytanie:
„– Aby zwyciężyć,
– Aby obronić najsłabszych i tych, którzy cierpią nędzę, głód i więzienie,
– Aby przywrócić zdeptane prawa obywateli i narodu,
– Aby nie dać się zniewolić,
– Aby być wiernym tradycji Ojców i Dziadów: „za Waszą i naszą wolność”,
– Aby pokazać światu, że złu i przemocy można i trzeba się przeciwstawiać,
– Aby nie zatracać się w biernym oporze, lecz wspomagać go czynem,
– Aby doprowadzić do sprawiedliwej społecznej ugody,
– Aby dać świadectwo naszej godności,
– Aby żyć”.
W artykule Kim jesteśmy? O co walczymy? działacze nowej formacji określają siebie jako „Porozumienie Solidarność Walcząca” stawiając sobie za cel budowę bliżej niesprecyzowanej „Rzeczpospolitej Solidarnej”. Pada tam również jasna deklaracja: „oszukiwani od 38 lat już nie wierzymy w ugodę z tą władzą i w reformowalność systemu. Chcemy go zmienić i tą władzę pozbawić władzy”.
Morawiecki dość szybko, bo już 13 czerwca, nabrał pewności co do słuszności obranego kierunku. Miała wtedy miejsce manifestacja w półrocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Ostra reakcja służb porządkowych doprowadziła do poważnych, trwających do późnych godzin nocnych zamieszek. Po tych wydarzeniach stało się jasne, że potencjał do oporu wśród mieszkańców Wrocławia – zwłaszcza tych młodych – jest duży. Od tego też momentu struktury „Solidarności Walczącej” zaczęły się prężnie rozwijać . W kolejnej manifestacji (31 sierpnia) brało już udział, według różnych szacunków, od 22 do 60 tys. ludzi .
Członkowie organizacji kierowanej przez Morawieckiego nie czuli się związkowcami. Nie walczyli o poprawę poziomu materialnego jakiejś grupy czy nawet całego społeczeństwa, lecz przede wszystkim o wolną Polskę . Należy przy tym pamiętać, że wprawdzie pomiędzy RKS a SW istniało zjawisko pewnej naturalnej konkurencji, miała ona jednak zdrowy charakter. Morawiecki twierdzi, że postrzegał dawnych współpracowników jako przyjaciół, którym w miarę możliwości pomagał.
Ustalenie dokładnej liczby członków SW jest dzisiaj praktycznie niemożliwe, gdyż nie była prowadzona żadna ewidencja. Sam Morawiecki szacuje ją na kilka tysięcy, a wliczając osoby wspierające „SW” chociażby poprzez udostępnianie swojego mieszkania dla celów konspiracyjnych – na nawet do kilkunastu tysięcy.
Ciąg dalszy nastąpi
tekst ukazał się na portalu 10milionow.pl




Komentarze
Pokaż komentarze