Ryszard C. uśmiercił działacza PiSu, raniąc poważnie drugiego. Tuż po zabójstwie jednoznacznie stwierdził, że nienawidzi PiS i jego pragnieniem było zabójstwo J. Kaczyńskiego.
Tymczasem sprawa okazała się bardziej skomplikowana. Po aresztowaniu szaleńca okazało się, że na jego "liście" jest co najmniej kilka nazwisk, i to z różnych opcji. "Zagrożenie" życia paru prominentnych osób gwałtownie wzrosło.
Blady strach padł i na Millera, i na Kurskiego, i na Ziobrę, żeby wymienić tylko najbardziej znanych.
Ale to nie wszystko!
W dniu mordu złoczyńca odwiedził biuro wicemarszałka, któremu mógł "wpakować" - jak twierdzi niedoszła ofiara - 8 (osiem) kul.
Przerażenie ogarnęło całe PO, bo okazało się, że i sam premier otrzymał ostatnio kilkadziesiąt pogróżek.
Sięgnąłem do archiwów. Na filmie relacjonującym spotkanie przedwyborcze kandydata Komorowskiego w Romanowie (Janusz, to Ty???) dostrzegłem w tle tajemniczą sylwetkę. Była to postać Ryszarda C.
Dlaczego już wtedy nie zaatakował?




Komentarze
Pokaż komentarze (46)