Powszechnie wiadomo, że polskie śledztwo w sprawie smoleńskiej tragedii nadzoruje „fan” ś.p. Prezydenta generał (awans po katastrofie) Parulski.
Nie jest też tajemnicą, że między nim a prokuratorem generalnym (nominat, choć taki na poły "fordowski", byłego Prezydenta) pojawiają się zasadnicze rozbieżności w ocenie możliwości i czasu postawienia zarzutów konkretnym osobom.
Pewnie także dlatego, że prokuratura wojskowa może stawiać takowe tylko „swoim”. A jej „główni podejrzani” nie żyją. Bo przecież minister obrony to także cywil.
Gdy będą jakiekolwiek mocne dowody, wojskowi przekażą je do prokuratur cywilnych i „cyrk” rozpocznie się od nowa.
Sprawa się tym bardziej komplikuje, że prokuratura wojskowa widzi ten lot bardziej jako „cywilny”, a cywilna skłania się raczej do nazwania go „wojskowym”. Ot, taka drobna nieścisłość.
Wszystko zapewne skończy się zarzutem „zaniedbania obowiązków służbowych o nikłej szkodliwości społecznej”. Oczywiście pod warunkiem, że 21.12.2012 nie stanie się nic szczególnego.
Bo „winni” już zostali ukarani, 10 kwietnia wraz z upadkiem samolotu.
http://www.tvn24.pl/0,1679783,0,1,zarzuty-za-tragiczny-lot-nie-tak-predko,wiadomosc.html




Komentarze
Pokaż komentarze (9)