Ujawniono znaczną część dokumentów, dotąd tajnych, o sytuacji politycznej i stanowisku NATO w okresie poprzedzjącym wprowadzenie stanu wojennego w Polsce. Zabawne, ale też mocno irytujące, bywają medialne komentarze.
Najświeższy, dziś z rana, parę minut po 8.00 w rozmowie politycznej w TVP INFO. Poseł Iwiński, wzburzony, dwa razy dramatycznie i retorycznie pytał: dlaczego Amerykanie, dowództwo NATO, nie powiadomiło "Solidarnośći" o planach wprowadzenia stanu wojennego? Przecież pułkownik Kukliński przekazał im wszystkie dokumenty i powinni byli ostrzec kierownictwo "S".
I nikt, ani pani redaktor, ani uczestnicząca w rozmowie pani wicemarszałek, nie okazały najmniejszego poruszenia bezsensownością tego oskarżenia. Nikomu nie uniosły się brwi ze zdziwienia, nikt, zdumiony, nie zrobił wielkich oczu, nikt też nie przeżył szoku i nie odebrało mu mowy. Dalej sobie gawędzono o samotności Polaków i obojętnym Zachodzie. Dobrze przynajmniej, że nie uwłaczano pamięci jednego z najdzielniejszych Polaków naszych czasów - Ryszarda Kuklińskiego.
Amerykanie mieli pełną wiedzę na temat inwigilowania "Solidarności" i jej naczelnych władz przez służby bezpieczeństwa. Gdyby chcieli powiadomić Jaruzelskiego o swojej wiedzy na temat jego planów wojny domowej, to nie musieliby tego czynić przez pośredników. A zresztą po co - Jaruzelski dobrze wiedział, co im przekazał R. Kukliński. Dobrze też wiedzili co niektórzy z kierownictwa "S".
Od czasu prowokacji bydgoskiej i odwołaniu strajku generalnego wyciszano emocje, nie zareagowano też na demonstracyjny pokaz siły podczas likwidacji niepokornych studentów Wyzszej Szkoły Oficerskiej. Piszę o tym w notce "Zaczęło się w marcu '81" - recenzji z ostatniej ksiązki prof R. Terleckiego. Wszystko szło do ugody, do Magdalenki. I NATO nie mogło o tym nie wiedzieć.
I my też to dzisiaj wiemy. Są książki, wiarygodnie udokumentowane, są opracowania IPN. Ale wciąż kreuje się dyskusje, dalekie od pełnej prawdy historycznej. I przez to podtrzymujące w społeczeństwie stan powszechnej niewiedzy o otaczającej rzeczywistości.
Powszechnej? - chyba trochę przesadziłem. Prawda dociera do coraz szerszych grup społecznych. Może zbyt wolno, ale za to nieuchronnie.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)