Warszawski Sąd umorzył proces przeciwko Mariuszowi Kamińskiemu i jego trzem współpracownikom.
Wielka radość. Krzepiąca. Kraj okazał się normalny. Kiedyś się komuś rzekło, a nawet napisało, że „polskość to nienormalność”, więc uparł się, by „słowo stało się ciałem” (wierzący, a jakże, pamiętamy ten ślub) i sprowadza ten nieszczęśliwy kraj do granic absurdu i patologii.
Nie wszystko udaje się zdeprawować. Nawet polski wymiar sprawiedliwości broni się przed tym resztkami sił i coraz częściej skutecznie. Coraz częściej – bo może widzi już zmierzch epoki bezprawia i epidemii samobójstw.
Mariusz Kamiński to wyjątkowy dla mnie polityk. Niezłomny. Nie jest typem charyzmatycznego przywódcy, który słowem porwie za sobą tłumy – obce mu są wszelkie populizmy i ograne frazy. On mówi zwięźle, nawet nieefektownie i jest nieprzejednany wobec wrogów.
Poświęciłem mu tutaj cztery notki.
No i co się dziwisz?;
Niezłomny;
Komisja rodzi się w bólach;
Znów przyszli po Mariusza K.
W jednej z nich pisałem w zakończeniu: "Teraz czekamy także na przeproszenie przez premiera Tuska ( pamiętamy, co wówczas mówił o Kamińskim ) i przywrócenie go na poprzednie stanowisko."
Wiem, ze się nie doczekamy. Ale przypominać, jakie obowiązują standardy, warto.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)