Kiedyś była w kanonie lektur obowiązkowych. Zapolska nazwała ją tragifarsą. Od czasu do czasu tę staroć odświeża polska scena. Staroć, ale z wciąż aktualnym przesłaniem, że osobistych brudów nie należy wynosić poza własne cztery ściany. I że ta dewiza często prowadzi do wynaturzenia, do zła.
Wczoraj do „kołtuńskiej tragifarsy” sięgnął Teatr TV. Sięgnął, jak po swoje – pociął, pofastrygował, dopisał, przeinaczył. I wyszło bardzo nowocześnie.
Najnowocześniej w scenie, którą z oryginału pamiętamy jako próbę wymuszenia na rodzicach, przez zbuntowanego Zbyszka, błogosławieństwa dla siebie i Hanki. To wtedy odzywa się - po raz pierwszy i ostatni - Felicjan: „A niech was wszyscy diabli”.
W teatrze telewizji Zbyszko o nic nie prosi. Zbyszko rzuca się na służącą, przewraca ją na podłogę i przed niespecjalnie zaskoczoną rodziną demonstruje akt kopulacji.
I wszystko w tym stylu – bez lekkości i poczucia humoru, tak cennego u Zapolskiej, bez aluzyjności i niedopowiedzeń, bez szyderstwa, które choć bezlitosne, nie jest nachalne.
O kunszcie aktorskim już z litości nie wspomnę. Nawet ci dobrzy aktorzy nie bardzo wiedzieli w czym grają i jak się w swej roli odnaleźć.
Dotrwaliśmy, rodzinnie, do końca – nie wiem jak i po co. Bo finał był najżałośniejszy. I już wcale nie śmieszny. Choć wcześniej parę razy nas reżyser rozbawił …- absurdalną nieporadnością.
Przełączyliśmy na inny kanał. Tak bezwiednie, z nadzieją pewnie, że wyjdziemy z szamba. A trafiliśmy na Lisa. Też było o teatrze. A właściwie o pani dyrektor teatru. Która wyraziła się o Ojcu św., Papieżu Franciszku.
Najsztub i Gretkowska – goście programu – jakby przyszli wprost z salonu pani Dulskiej. Identyczni. Do obrzydzenia.




Komentarze
Pokaż komentarze (34)