379 obserwujących
1786 notek
4533k odsłony
1012 odsłon

Jak dalece niechęć może zaślepiać drogę do celu.

Wykop Skomentuj28

Rzeczą ważną w dobroci jest chcieć stać się dobrym. Seneka Młodszy.

Wracam do tej historii teraz, przy okazji zbiórki na umożliwiające skromną pomoc dla Polskiej Szkoły w USA. Która spłonęła w czerwcu. Ta pomoc ma być symbolem jedności Polaków na całym świecie. Nikt o nią nie prosił. Ale jest potrzeba wsparcia rodaków…

Komentarze, które pojawiły się pod notką Płonąca Tożsamość-Polonia., muszą zasmucać tych, którzy sprawy wsparcia traktują jako gest serca.

    Był rok 1980. Do dzisiaj nie wiem jakim zrządzeniem losu (prawdopodobnie był to fakt mojego uczestnictwa w pracach Grupy Doradców prymasa Wyszyńskiego ) grupa Radnych Miasta Rotterdamu, zwróciła się do mnie z prośbą o pomoc w zorganizowaniu współpracy pomiędzy naszymi miastami. Gdańskiem i Rotterdamem. Udało mi się jakoś tak poprowadzić ten kontakt, ze powstał formalny Komitet Współpracy Gdańsk Rotterdam. Głównym zadaniem było wsparcie służby zdrowia w Gdańsku. Rada Miasta Rotterdamu zbierała pieniądze na zakup leków, kupowano je w ilościach klinicznych i dostarczano na wskazany adres. Do grudnia 1981 roku , rozdział leków następował w porozumieniu z lekarzem Wojewódzkim.

W Komitecie Współpracy Gdańsk–Rotterdam byłam przedstawicielką gdańskiego rzemiosła. Oprócz mnie jego członkami byli wojewoda gdański (reprezentowany przez asystenta Zbyszka Arczyńskiego), ksiądz Jankowski, ś.p. Jan Samsonowicz – członek Ruchu Młodej Polski, a potem Solidarności Aka¬demii Medycznej (w 1983 roku jego ciało znaleziono powieszone na plocie Stoczni Gdańskiej) i przedstawiciele miasta Rotterdam: Vim Beggerman – se¬nior rady oraz dyrektor współpracy miasta z zagranicą – Joop Buskens.

Leki zmawiałam po kontakcie z centralą zaopatrzenia aptek. Info0rmacje przekazywałam do Vima Baggermana.

Przyjęliśmy kilka dużych przesyłek. Joop Buskens zaproponował nam bezpłatne miejsce na Tragach w Rotterdamie ,licząc, że dzięki jakiejś ekspozycji polskich wyrobów uda im się zebrać więcej pieniędzy na pomoc. Zaraziłam pomysłem wsparcia tej propozycji moich kolegów z rzemiosła. Postanowiłam pokazać piękno wyrobów rzemieślniczych, a przy okazji wesprzeć przez nas samych piękną ideę. Pokazując, ze nie tylko sami oczekujmy wsparcia lecz potrafimy je też wesprzeć. Bez problemu uzyskałam zgodę wytwórców biżuterii i wyrobów z bursztynu na komisowe wzięcie na targi ich wyrobów. Oni dali je w cenach hurtowych,. Mieliśmy rozliczyć się po powrocie . Sprzedaż była w cenach nieco niższych niż w Holandii ale różnica pomiędzy oboma cenami dawała piękny wkład własny w pomoc w zakupie laków. Chodziło o pokazanie, ze nie tylko potrafimy wyciągać rękę po dary, ale potrafimy sami ją wesprzeć.

   To był niebywały sukces. Suma, która mogliśmy przekazać na pomoc była znacząca. Tym bardziej, ze kupujący płacili o wiele więcej , ponad wystawione przy eksponatach ceny. Poznali piękno polskich wyrobów z bursztynu i byli bogatsi o świadomość, ze nie jesteśmy tylko biednymi żebrakami, ale robimy wszystko, aby sami sobie pomóc.

  Komitet został zdelegalizowany 13 grudnia 1981 roku. Ostatnie spotkanie mieliśmy w dniu 12 grudnia. Wtedy , żegnając się z Janem Samsonowiczem nie wiedziałam, ze widzimy się po raz ostatni. W 1983 roku , na prośbę strony holenderskiej mieliśmy odebrać kolejny dostawę leków osobiście. . Potrzebowałam wsparcia dla uzyskania paszportu w stanie wojennym. Pomagał nam Instytut Leków w Warszawie. Nasi przyjaciele nie chcieli wysyłać leków przesyłką z obawy, że trafią nie tam, gdzie powinny. Czyli do milicji, a nie do Gdańszczan, tak jak to się wydarzyło 12 grudnia 1981 roku podczas ostatniego przed rozpoczęciem stanu wojenne¬go transportu leków i środków opatrunkowych.

 W rzeczywistości chodziło też o osobiste, oficjalne potwierdzenie z naszej strony ,że wszystkie poprzednie dostawy dotarły do potrzebujących, a nie zostały przejęte przez władze. Cyrk jaki powstał przy usiłowaniu urzeczywistnienie możliwości wyjazdu mojego i Leszka – to jeden spektakl klaunów. Ale udało się. W efekcie dostawy trwały aż do 1987 roku. Były wysyłane imiennie na moje nazwisko na adres Szpitala Studenckiego (obecnie szpitala UCK). I dzielone na szpitale .Akcja przyniosła wielowymiarowy skutek.

  https://www.salon24.pl/u/1maud/1063482,plonaca-tozsamosc-polonia


Wykop Skomentuj28
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo