Galindia
Do Iznoty pojechaliśmy samochodem. Na półwyspie u ujścia rzeki Krutyni do Jeziora Bełdany od 10 lat rekonstruuje się osadę plemienia Galindów, gdzie odtwarza się ich codzienne życie, a w widowiskach historycznych przedstawia się różne zwyczaje i rytuały. Jakość tych przestawień zależy od weny ich uczestników, ale na pewno jest to dobry, kolejny krok do wizualizacji dawnych obrzędów. Łatwiej jest wyobrazić sobie podróżowanie w zamierzchłej przeszłości przez obszary puszcz,kiedy w drodze do osady Galindów,spotka nas napad rabunkowy...
Leśniczówka Pranie
Mgły unoszące się nad okolicznymi łąkami, sprawiają wrażenie gigantycznego procesu prania traw. Dlatego Mazurzy nazwali to miejsce Pranie. Leśniczówka, w której Gałczyński spędził sporo czasu w latach 1950-1953 jest miejscem na pewno kultowym. Naturalny urok puszczy piskiej,potęzne sosny i świerki rosnące na drodze wiodącej do niewielkiej polanki, na której stoi, w zwojach zieleni,leśniczówka.Dzisiaj,po drodze można przeczytać,umieszczone na dużych planszach, wiersze współczesnych poetów. Także Wojciecha Kassa, który wspólnie z żoną Jagienką zarządza leśniczówką i Muzeum, Gałczyńskiego, które się w Niej mieści. Polana graniczy ze stromym brzegiem jeziora. Zejście do brzegu i małej przystani – to kilkadziesiąt drewnianych schodków. Można do Pranie dostać się, więc od wód jeziora nidzkiego, przez las i leśną drogą, którą przed laty sanie wiozły rodzinę Gałczyńskich ze stacji Karwica Mazurska. Na stacji mieszka do dzisiaj mocno starsza pani, która pamięta,jak różni znamienici goście leśniczówki, pozostawiali w budynku swoje bagaże, po które przyjeżdżali wozami konnymi okoliczni chłopi, podczas gdy sami goście pieszo wędrowali przez puszczę na miejsce przeznaczenia.
Na przeciwległym do leśniczówki końcu polany stoi,zbudowana wśród zieleni i mocno nią porośnięta, niewielka, drewniana estrada. Z emblematem Teatrzyku Zielona Gęś i przesłaniem Gałczyńskiego: Moczmy nogi! Moczmy nogi!Polsko moja, moczmy nogi!
Zalecane moczenie nóg ułatwiają,spragnionym zatopienia się w uroku natury, poezji,muzyki –tego wszystkiego, co, na co dzień tkwi na marginesie i mroku naszego życia – znani aktorzy,muzycy, piosenkarze. Przez całe lato w soboty i niedziele odbywają się tutaj koncerty muzyczne i recytacje poezji Gałczyńskiego.
Tej niedzieli,w trakcie ostatniego koncertu, grać miał zespół Otwingrup, a wybrane wiersze Poety recytować Włodzimierz Press.
Nie byliśmy pewni, czy spektakl będzie atrakcyjny dla Paulinki i Mateuszka. Co prawda panna Paulinka w szkole recytowała na jakimś konkursie Strasną Zabę, a Mateuszowi treść podobał się na, tyle że także wiersz zapamiętał..Ale jazz?
Przed samym koncertem, zwiedziliśmy Muzeum, w którym są pamiątki także z warszawskiego gabinetu Poety.I obejrzeliśmy mnóstwo zdjęć. Kupiłam moim wnuczętom spory zbiór poezji, Gałczyńskiego, jako prezent wspólny „ na zaś”. Szybko okazało się,że należało zakupić dwa zbiory, bo o jeden już od drogi powrotnej z Pranie do Karwicy, był dosłownie rozrywany. I nie po to, aby mieć, ale by czytać.
W muzealnym sklepiku,w którym można uzyskać pieczątkę z Pranie,nabyć gipsowe „zielone gęsi” i spory wybór książek z poezją Gałczyńskiego, Mateusz zapytał, Babciu, a czy Brzechwa też już umarł?- moje potwierdzenie zostało przyjęte z wyraźną nutą żalu.
Jazz okazał się dla dzieci muzyką przyjazną nad podziw. Mimo,iż wyprawa na Upiora w Operze i z wnukami do Teatru Roma,która budziła także moje nieuzasadnione obawy,okazała się pełnym sukcesem – miałam wątpliwość czy jazz ich nie znudzi.
Doskonała recytacja Włodzimierza Pressa,spowodowała skomasowany atak na zakupioną książkę. Chcieli poznać więcej wierszy...
A ja zamknęłam oczy i przejechałam się kolejny raz Zaczarowaną Dorożką. Słuchając Listu do krawca Teofila,kolejny raz mogłam przekonać się, że chociaż Pranie dzisiaj, to świat odległy od Pranie lat 50-tych, to postawy ludzi są często, tak jak kiedyś były, implikacją materialistycznych względów. Że świat jest określony potrzebą zaspakajania oczekiwań mas, a mimo wszystko tania tandeta,w ostatecznym rozrachunku, jest wysoce niestrawna.
Kilka miesięcy temu słyszałam, że są jakieś nieporozumienia pomiędzy Kira Gałczyńską,która wraz z mężem założyła i prowadziła Muzeum swojego Ojca,a obecnymi włodarzami leśniczówki. Dla mnie jednak, zwykłego zjadacza chleba, to, co wokół muzeum uczynili państwo Kass, to strzał w dziesiątkę.
Przed opuszczeniem polany, zobaczyłam ogrodzenie jeszcze jednego domu. Mirka wyjaśniła mi, że to posiadłość Rakowskiego. Niedawno natrafiłam na dalsze informacje o bliskim sąsiedzie leśniczówki:”
|
Kira Gałczyńska - dziennikarka, współorganizatorka muzeum w Praniu, autorka kilkunastu książek reportażowo - wspomnieniowych. W swej ostatniej książce "Nie wrócę tu nigdy, czyli pożegnanie z Mazurami" przywołuje lata przeżyte w Praniu, przyjaciół - ludzi powszechnie znanych, jak Wrzesińska, Lipińska, Rakowscy, Jareccy, Osiecka, a także anonimowych w powszechnym odbiorze, którzy pokochali Mazury. Zdarzenia, spotkania, anegdoty, zmieniające się wraz z porami roku piękno mazurskiego pejzażu wypełniają karty tej opowieści.
|
Kadzidłowo
W nieco mniej upalny dzień wybraliśmy się na spacer po niedużym rezerwacie, usytuowanym w Kadzidłowe. Obejście drogi po tym terenie zajęło nam ponad dwie godziny. Na kilkudziesięciu hektarach zgromadzono okazy okolicznej fauny; bobry, jelenie, daniele, wilki, żurawie, czaple, orły, puchacze, dziki. Na Paulince i Mateuszu największe wrażenie zrobiła możliwość pogłaskania malutkiego wilczka i dzika. A na mnie- miękki pysk i delikatność danieli jedzących, specjalnie zakupioną do tego celu, karmę. Obserwowaliśmy spore stado jeleni Dybowskiego. Rezerwaty przyrody, w których na sporych przestrzeniach,trzyma się zwierzęta,nie robią tak smutnego wrażenia jak niektóre „małe zoo”,otwierane dla podniesienia atrakcyjności jakiegoś miejsca (vide stacja benzynowa w rejonie Chojnic)
Ciekawostka: jeleniami Dybowskiego, hodowanymi w Kadzidłowie i Kosewie Górnym zainteresowali się rolnicy australijscy. „- Cały ten kraj stoi rolnictwem. W potężnych farmach hoduje się miliony sztuk bydła, owiec, strusi. Rolnictwo nie jest dotowane, więc stale trzeba szukać nowych źródeł dochodu. Teraz znaleźli jelenie Dybowskiego. Przy stosunkowo małej wadze jelenie Dybowskiego mają duże poroże, tzw. welwet. Ścięte w czasie wzrostu jest cennym źródłem mikro- i makroelementów, hormonów i enzymów. Sproszkowane poroże jest dodawane do większości leków medycyny Wschodu - wyjaśnia prof. Dubiel”
Mazurskie jeziora i Krutynia
Wspaniała pogoda umożliwiła nam penetracje okolic od strony wodnej. Pływaliśmy, czym się dało. Od rejsowego stateczku z Rucianego do Mikołajek, poprzez łódkę z elektrycznym motorem i rower wodny do mojego ulubionego sprzętu wodnego, czyli kajaka. Tym ostatnim można było cichutko podpływać do małych zatoczek i szuwarów, żeby spokojnie obserwować okoliczne ptactwo. Przystanki w zatoczkach wykorzystywaliśmy oczywiście na kąpiel. Najmilszy jednak był spływ Krutynia. Wyspy nenufarów, czysta woda i zieleń puszczy. Kiedy odwiedziła nas córka z mężem, powtórzyliśmy spływ w trzy kajaki.I na pewno jeszcze nie raz popłynę ta drogą.
Aramis i Sonia- lekcja anatomii
Do stadniny koni codziennie pokonywaliśmy około 1,5 km w jedną stronę. Pierwszy dzień to była krótka wyprawa do lasu. A później na przemian lekcje z instruktorem i jazdy do lasu. Paulinka, która o kilkanaście godzin spędziła dłużej na koniu niż Mateuszek, anglezuje zdecydowanie lepiej. Z racji doświadczenia zasiadła na większym koniu, czyli Aramisie. Mateuszowi w udziale przypadła bardzo spokojna Sonia. Ponieważ Mateusz przybierał notorycznie postawę westernową (z lekkim przechyłem w kierunku końskiej głowy),trenerka nieustannie sygnalizowała konieczność korekty postawy, wołając:, „Matti, biodro i bark w jednej linii”. Byłam lekko zdziwiona, że mimo tylu uwag,Mateuszek przeze dwa dni ciągle popełniał ten sam błąd. Jest niezwykle bystry,dociekliwy i stara się zawsze wszystko wykonać prawidłowo. A tutaj: jakaś niewidzialna zapora. Przyczyna oporności Mateuszka wyjaśniła podczas kolacji. W pewnym momencie zapytał: babciu, czy możesz mi powiedzieć, co znaczy słowo bark??? Cóż, Mateusz wiedział, co to penis...o barku jakoś nikt mu nie opowiadał...
Kaplica myśliwska –akcja księdza.
W Karwicy postawiono niewielką Kaplicę Myśliwską, w której mszę odprawia ksiądz z pobliskiej parafii. Ksiądz z ikrą, który żywo się interesuje problemami swoich owieczek. Kiedy do księdza dotarła informacja, że jeden z parafian (40-letni miłośnik wody rozmownej spod sklepu) podnosi rękę na swojego starego ojca, oprócz reprymendy w konfesjonale,przeszedł do akcji bardziej dotkliwej dla delikwenta. Otóż pewnego dnia przyjechał pod sklep, w porze, gdy spora grupka stała w kolejce po zakupy, a rzeczony delikwent jak zwykle raczył się wodą procentową i stanowczo powiedział:, jeśli jeszcze raz podniesiesz rękę gnojku na swojego ojca, to ja ci osobiście przyłożę...Takiej poruty we wsi jeszcze nikt nie doznał. Jak wieść gminna niesie, ręka nie została więcej podniesiona. A jeszcze inna głosi, że ksiądz użył dialektu używanego pod sklepem i w miejsce przyłożę podobno padło przypie...
Mazurski finał:„Moczenie nóg”
Tegoroczne wakacje poprzedził ogromny szum w moim życiu. W ich trakcie, rozpętało się kolejne zamieszanie. Przez niezrozumiałość przyczyn obu wydarzeń,popadłam w swoistą trwogę. Że już nigdy nie zrozumiem, że „dziwny jest ten świat” itp. Pojechałam do puszczy. Tam mogło być pogryzione, co najwyżej moje ciało (pracowite komary i niemniej pracowite mrówki).Ale „dusza” miała raj odpoczynku. Powoli nabierałam dystansu do samych wydarzeń. A także do ocen. Terapię zakończyłam wizytą w Pranie. Niezawodny mistrz Gałczyński:
Kiedy rozpacz cię ogarnie
przy obiedzie z pięciu łez,
kiedy włazisz na latarnię,
myśląc, że tam lepiej jest,
gdy nie możesz siedzieć w kinie
przy dziewczynie w wianku z róż,
wtedy weź w szarej godzinie
choć tę słodycz sobie stwórz:
wymocz nogi, własne nogi,
mój ubogi bracie drogi.
Więc nogi na Mazurach wymoczyłam, duszę sobie osłodziłam.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Galindia
http://eturystyka.org/content/view/23/54/
http://galczynski.kulturalna.com/a-7195.html
http://www.kadzidlowo.pl/
http://www.garnek.pl/helcia44/5129173/w-kadzidlowie-jelenie
http://www.inbook.pl/a/produkt/aa/recenzje/aaa/nowa/id/35831/index.html
Inne tematy w dziale Rozmaitości