O metodzie leczenia raka i skutecznym lekarstwie dr z Poznania ,w mojej rodzinie głośno było od lat 60-tych. Wszystko za sprawą ciotki, której pobożność graniczyła z dewocją.
Dzisiaj, dzięki wpisowi Kaszuaby pod postem Jana Osieckiego, przypomniałam sobie nazwisko lekarza ;chodzi niewątpliwie o dr Antoniego Rybczyńskiego, którego ciocia nazywała dr Antonim.
Tyle, że wiara w skuteczność metody w ocenie rodzinnej wydarzeń, „biła się „ z przeświadczeniem w siłę autosugestii, wynikającej z ogromnej wiary ciotki.
Ciotka była pielęgniarką , pracującą w poradni dziecięcej. W myśl zasady, szewc bez butów chodzi, do lekarza poszła wtedy, gdy guz na piersi był duży. Ponieważ kuzyn był chirurgiem ,asystentem prof. Drewsa ,bardzo szybko przeprowadzono diagnostykę, natychmiast też dokonano amputacji piersi.
Rokowanie było bardzo złe. W dwa miesiące później pojawił się przerzut na drugą pierś. Po zdiagnozowaniu –zapadła decyzja o amputacji drugiej piersi.
W dzień , kiedy miała się pojawić w szpitalu , rano, zgodnie ze zwyczajem poszła na mszę do kościoła.
Tam ,głośno modliła się o życie ...płakała. Od sąsiadki w ławce, która zapytała, o powód rozpaczy, dowiedziała się o leku dr Rybczyńskiego. Zamiast do Kliniki na Przybyszewskiego w Poznaniu, pojechała do dr Rybczyńskiego. Otrzymała preparat- brała go przez dwa lata prawie.
Kuzyn oczywiście próbował zmusić ciotkę do poddania się operacji, ale bezskutecznie. Po mniej więcej 5 miesiącach od momentu pobrania przez nią pierwszej dawki leki , rodzina siłą zawiozła ciotkę na badania. I doznali szoku- nie było śladu po guzie. Kuzyn pokazywał zdjęcia wykonanew momencie podjęcia decyzji o konieczności zabiegu i po „leczeniu” – ku zdumieniu wszystkich, śladu
po przerzucie nie było.
Ciotka przez kilka lat dostarczała różnym ludziom preparat Rybczyńskiego. Twierdziła, że podobnie jak jej, kilku osobom pomógł.
Rodzina była raczej przeświadczona, że uleczyła ją autosugestia i ogromna wiara. Trudno było uwierzyć ,ze ktoś wynalazł skuteczny lek na złośliwy nowotwór...
Może jednak warto więc próbować panie Janie?


Komentarze
Pokaż komentarze (7)