Stary mnie sprowokował. Do wspomnień z początku lat 90.Końcówka doświadczeń to rok 2001/2002. Czyli ,nie aż tak odległa ,przeszłość. A sprowokował mnie taka oto kontastacją o plemienności:
„To na nim się zasadza przekonanie, że tylko banki pozostające w polskich rękach zapewniają poparcie polskiej przedsiębiorczości. Obce bowiem tylko obcą będą wspierać. To na tym właśnie “myśleniu” oparte są zarzuty, że obcy kapitał wpuszczony do nas staje się forpocztą zniewolenia Polaków. I takie rozumowanie znajduje posłuch. Tak dalece, że męty społeczne atakują ciemnoskórych studentów na ulicach uniwersyteckich miast....”
Moje przekonanie o cudzie wolnego rynku w Polsce było głębokie. Wychowywałam się w tzw. prywatnej inicjatywie od lat. Wiedziałam co to znaczy przedsiębiorczość, rachunek zysków i strat . Prowadzenie biznesu. Swoją wiedzę z uczelni wykorzystałam jako doradca finansowy dla innych rzemieślników. Miałam doświadczenie jako rzeczoznawca h/z i na koncie sporo udanych kontraktów. Ale przede wszystkim kontaktów z handlem i ekonomią podłego kapitalizmu i jego praktycznymi uczestnikami.
Moimi guru i idolami zarazem było oczywiście KLD, jakżeby inaczej. Dzięki uporowi ,dobremu wsparciu ( o tym kiedy indziej) udało mi się zrealizować bardzo duże przedsięwzięcie. Trudności, jakie napotykałam w realizacji przyznanych mi kredytów w Banku X ,udało mi się pokonać. Myślałam, że przyczyną ich powstawania była tępota jego pracowników i niechęć dyrektora oddziału. Po latach dowiedziałam się ,że od momentu gdy realizowana przeze mnie inwestycja nabierała wartości i stwarzała późniejsze perspektywy dobrych zysków, stała się łakomym kąskiem ,dla biznesmenów, którzy gotowi byli upadłe przedsięwzięcie za tzw. „bezdurno’ przejąć.
Tych czyhających było kilku, jeden to przyszły kontrahent, za którym stały duże, solidne banki. Wpływowe banki, które dla swoich dobrych klientów ,gotowe były na wiele.
Ale ta historia dotyczy ludzi , którym pomagałam realizować inną inwestycję. To była rozbudowa drukarni. Udana, dzięki dobremu biznesplanowi. Firma rozrosła się, otrzymała kontrakty na produkcję opakowań. stała się znana. Bank PKO S.A. ich bank, był w już rękach kapitału włoskiego.
Firma korzystała z tzw. linii kredytowej, odnawialnej co rok. Problemów ze spłatą nie było żadnych. Dziwne jednak było to, że bank udzielił im kredytu obrotowego , rocznego na ...zakup maszyn, czyli powinien to być ewidentnie kredyt inwestycyjny. Kiedy przyszli do mnie po radę, w związku z wezwaniem do spłaty w trzech ratach , w ciągu miesiąca , całości zobowiązania ,sprawdziłam ich wynik finansowy ,sposoby i wartość zabezpieczeń , przestałam rozumieć cokolwiek, podobnie jak oni. Wszystko było absolutnie w porządku.
Firma uzyskała 3 miesiące wcześniej, zamówienia na opakowania dla światowej firmy kosmetycznej ,miała duże zamówienia krajowe i zagraniczne, z których przyszłe należności w całości pokrywały zobowiązania do banku. Nie mieli oszczędności, bo w związku ze wzrostem zamówień, całość zysku właściciele zainwestowali w rozwój zakładu.
Decyzja banku oznaczała dla nich: albo konieczność szybkiego pozyskania inwestora kapitałowego lub pozyskanie kredytu w innym banku. Żeby starać się o kredyt –potrzebny był czas, A bank PKO S.A. nie wydał im zaświadczenia o tym ,ze są dobrymi klientami, którzy spłacają kredyt, bo nie wpłacili pierwszej transzy spłaty..
Niespodziewanie odezwała się ...włoska firma,( potentat na rynku światowym opakowań dla producentów żywności i kosmetyków) zainteresowana wykupem 51% udziałów. Oferowali cenę poniżej wartości rynkowej.
Dzięki pomocy ,zaprzyjaźnionej firmy ,udało nam się „ograć „ bank wraz z preferowana przez niego firmą.
Włoski potentat od opakowań miał bliskie powiązania z bankiem. Za to ogranie banku, musieli jednak zapłacić.
Bank przez pół roku nie egzekwował kredytu, ale obciążył firmę odsetkami karnymi, z tytułu „przeterminowanego” kredytu. Stracili tylko kasę, ale nie stracili firmy.
Ta historia miała szczęśliwy koniec dla właścicieli .Ale mieliśmy okazję i oni i ja, znać polskich prężnych , nieukładowych przedsiębiorców, których firmy zostały przejęte przez potężnych , wieloletnich klientów banków zagranicznych ,często powiązanych z bankami na rynku ich central.
Podobnie postępowały Fundusze Inwestycyjne. Wchodziły do firm, które mogły stanowić zagrożenie dla wielkiego kapitału (np. odbiór kilkunastu procent polskiego rynku) ,dofinansowały i doprowadzały do upadłości przez brak wpłaty całości przyrzeczonej sumy. Swoje udziały szybko sprzedawały spółkom –wydmuszkom , od których nie można było wyegzekwować nic. I młody prężny stawał się na rynku niedołężny. Ranek który sobie zbudował, przejmował określony biznesmen ,właściciel z góry określonej firmy.
Żeby nie było, że tylko kapitał zagraniczny był taki zły, to i polskie fundusze robiły polskim przedsiębiorczym różne siurpryzy. Jak się okazało, że finansowany projekt przynosi dochody , to cóż prostszego , jak z własnej kasy założyć firmę konkurencyjną? I przejąć klientów, czyli rynek?
Przez ponad 10 lat miałam okazję zobaczyć , jak wygląda w polskich realiach ,możliwość realizacji postulatu przedsiębiorczości. Takiej zwykłej. Masz dobry pomysł, idziesz do banku bądź funduszu i go realizujesz. Zagraniczne banki ewidentnie preferują biznesy ze swoich rynków. A polskie banki , których wybór jest prawie żaden , nie faworyzują własnych przedsiębiorców. Tych z „ulicy”. Bo przyjaciół i znajomych, tak.
W trakcie peregrynacji po rynkach finansowania przedsiębiorczości, miałam okazję zdobyć wiele ciekawych informacji o polskich biznesmenach . A także o gdańskich liberałach i ich liberalizmie w praktyce. Jakże różnym od głoszonych przez siebie haseł. Poznałam fasadowość organizacji biznesowych, które skupiają się na zapewnieniu pomnażania dobytku tych którzy, do wielkiej kasy doszli bez wysiłku, bez pomysłu , tylko przy pomocy wytworzonej dla nich okazji .Pseudo-lobbystów, którzy forsują rozwiązania nie dla określonej grupy ,a dla konkretnych rozwiązań pojedynczych firm. Obecny „występek” Misiaka jest powieleniem wcześniejszych praktyk kolegów ze szczytów władzy.
Swobodę gospodarczą , taką na co dzień, widziałam w ...Malezji, Afryce , w Stanach. Gdzie dobry pomysł ,, mógł być przyczyną sukcesu : dobrze zarządzany prywatny biznes –musi wygrać
Ale i tam, granicą racjonalności prywatnego, jest wielkość przedsięwzięcia. Bo gdy zarabiasz już sporo, wtedy do głosu dochodzi chciwość. Chciwość banków ,chciwość kontrahentów, chciwość korporacji, chciwość własna, wytworzona nowym modelem wartości : zysk mimo wszystko. Ta sama chciwość , która doprowadziła do depresji obecnego rynku światowego. Która pozwala bezkarnie z pieniędzy uzyskanych od podatników w ramach „ratowania instytucji finansowych” wypłacać premie zdolnym pracownikom, którzy do depresji doprowadzili.
Dlatego śmieję się (i boję)z prywatyzacji służby zdrowia made in Poland. Bo” prywatne do dobre na wszystko”
Bo w Polsce, oprócz światowych trendów, wszechobecne jest kolesiowstwo i korupcja. Do tego , oprócz kretyńskich przepisów wewnętrznych , które skutecznie dają pole do korupcji urzędniczej ,równie kretyńskie przepisy unijne ,skutecznie wytwarzają ramy, w którym wolno być przedsiębiorczym.
Te ramy są powodem, że nie ma spektakularnych sukcesów na wielką skalę, takich jak w XX w, w Ameryce i w mniejszym stopniu w Europie.
Bo jak coś urośnie, zostaje przejęte przez korporację , w ramach kolejnego hasła” globalizacja wyzwaniem czasów”. Taki nowy rodzaj socjalo-kapitalizmu? Wolny rynek dla wielkich korporacji , a reszta pozostaje na poziomie socjalistycznego rzemiosła. Gdzie człowiek jest użytecznym przedmiotem, a nie podmiotem.
Dziś prawdziwego wolnego rynku w Europie na pewno już nie ma. A jeśli nie, to wszystkie atrybuty swobody gospodarczej , też można wrzucić do lamusa.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)