Papieskie Okno w Watykanie. Z czteroletnia wnuczką,oglądamy je na ekranie telewizora w mojej kuchni. Jak Paweł II,ciężko chory,próbuje powiedzieć coś do tłumów, zgromadzonych na Placu Św. Piotra, także do nas wszystkich, przed telewizorami na całym świecie. Widzę Jego umęczoną twarz i tą nieudaną próbę.Płaczę.
-Dlaczego płaczesz Babciu-: spytała malutka. -Bo żal mi Ojca Św. Paulinko-odpowiedziałam. On jest bardzo chory i nie wiadomo jak długo jeszcze będzie z nami. Paulinka pociesza mnie, że Ona się będzie modlić o zdrowie Papieża. Mówię jej, żeby modliła się, aby nie cierpiał.
2 kwietnia Jan Paweł II, w przytomności milionów ludzi na całym świecie, odchodzi do Domu Ojca. Paulinka jest już w Warszawie. Rozmawiamy przez telefon, malutka bardzo płacze. Zapewnia mnie o swojej modlitwie, a ja pocieszam,że została wysłuchana, bo Ojciec Święty już nie cierpi. Paulinka mówi,że rozumie, przestaje płakać, ale zaczyna się problem. Od dnia śmierci Papieża, nie chce wejść do żadnego Kościoła. Odmawia, zaczyna płakać i mówi, że nie może. Nic ponadto.
Boże Ciało w Gdańsku. Idziemy na procesję, w promieniach słońca. Tłumaczę dziecku tradycje procesji i jej elementy. Kiedy mówię, że procesja wychodzi z Kościoła, Paulinka natychmiast zaczyna rozpaczliwie szlochać, prosząc o zapewnienie, że do Kościoła nie wejdziemy? Zapewniam, ze pozostaniemy na, zewnątrz, ale przytulając ją, pytam, dlaczego?
-Bo mnie w Kościele zaraz się przypomina, że Ojciec Święty nie żyje, ze już Go nigdy nie zobaczę i jest mi tak strasznie smutno...
Przez pół roku nie było mowy o wejściu do Kościoła. Dopiero, kiedy w Gdańsku jej rodzice szli na mszę do Kościoła w 10 rocznicę swojego ślubu, kiedy dowiedziała się, ze to jest ten sam Kościół, gdzie brali ślub –zdecydowała, że idzie z nami. Przez całą mszę,tkwiła przytulona w ramionach dziadka.
W trakcie wieczornej rozmowy,Paulinka zakomunikowała: Babciu, wiesz, ja zrozumiałam,że to dobrze,że Ojciec Święty już nie cierpi.
Od tej pory Paulinka zaczęła wchodzić bez problemu do Kościoła.
*******************************************************************
27 lat wcześniej
Mój Tatuś uwielbiał wnuki. Ukochana wnuczka mogła zrobić z niego przysłowiowy wiatrak. Kiedy szli na spacer,Tusia podbiegała do ulicznych kwiaciarek, prosząc o bukieciki, a dziadziuś bez słowa za nie płacił. Mogli wyjść na krótki spacer, który zamieniał się w eskapadę na odległy wiadukt kolejowy, bo przecież „ona chciała oglądać pociągi”.
Tatuś zmarł nagle. Rozpacz Tusi był ogromna. Kwiaciarki z kiosku, niedaleko domu, których klientką był starszy Pan i malutka dziewczynka, przygotowały od siebie córeczce piękny bukiecik dla Jej Ukochanego Dziadka. Nie wiedzieliśmy, kiedy Tusia narysowała także laurkę. Nie było mowy, żeby nie poszła na pogrzeb. Wytłumaczyłam Jej,że aby dostać się do nieba, trzeba najpierw zakopać człowieka do ziemi, a tam podziemnym korytarzem Anioły prowadzą go Boga.
Tusia sama wsadziła do kieszeni smokingu dziadka swoją laurkę,żeby wiedział w niebie,ze ona go kocha. Od dnia pogrzebu zaczął się problem. Tusia żądała jazdy na cmentarz, gdzie opowiadała dziadkowi przy grobie wydarzenia z przedszkola, śpiewała mu przedszkolne piosenki.
Najgorsze jednak były wieczory. Kiedy wchodziliśmy do pokoju dzieci,Tusia szlochała cichutko w poduszkę. Tak było codziennie.
Któregoś dnia usłyszałam, jak mówi do starszego od siebie o 3 lata kuzyna:”Robciu, chodź się razem pomodlimy, że Pan Bóg pozwolił nam zobaczyć Dziadziusia, chociaż raz, nawet martwego! Ja tak za nim tęsknię.Nie wstydź się, Pan Bóg kocha wszystkie dzieci.”
Kilka dni później usłyszeliśmy wieczorem głośny ni to płacz, ni to śmiech z pokoju dzieci. Kiedy weszliśmy, Tusia siedziała w swoim łóżeczku, uśmiechnięta od ucha do ucha” .Widziałam dziadziusia i słyszałam jego głos!!!Bozia mnie wysłuchała!!!”
Od tej pory nigdy wieczorem nie słyszałam cichego płaczu mojej córeczki.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)