373 obserwujących
1737 notek
4361k odsłon
5705 odsłon

Gdańscy oficjele szaleju się oćpali?

Wykop Skomentuj178

 Nec temere, nec timide ("Bez strachu, ale z rozwagą")

Ilekroć mowa jest obecnie o sporze pomiędzy władzami rządowymi, a władzami miejskimi Gdańska można znaleźć w nim podtekst różnić w podejściu do narracji historycznej. Przez ponad 20 lat, (z krótkim, dwuletni okresem rządów PiS/LPR /Samoobrona) ten spór był mało widoczny.
    Tymczasem budowano w Gdańsku opis historyczny, podkreślający wielokulturowość miasta, z odniesieniem do władzy pruskiej i niemieckiej w tym rejonie. Wielokulturowość nie podlega dyskusji, tak jak nie podlega dyskusji, że ludność niemiecka od wieków zamieszkiwała miasto. Jednak Gdańsk u zarania dziejów był pod władzą książąt pomorskich i polskich, przez stulecia podlegał królom polskim. Jego związki z Macierzą są równie niepodważalne, jak poprzednie stwierdzenia. To wizerunki polskich królów widnieją w ratuszu. Herb w obecnej postaci (dwóch krzyży i korony) został nadany przez Kazimierza IV Jagiellończyka 25 maja 1457 roku. Większość najstarszych zabytków miasta związana jest z panowaniem w tym rejonie polskich królów. 
   Gdańscy rajcowie wracają jednak najchętniej do okresu międzywojnia, gdy Gdańsk był, z woli Ligii Narodów, Wolnym Miastem. Bardzo kontrowersyjnym okresem w dziejach Gdańska, jeśli chodzi o swobody jego mieszkańców. Prześladowano Żydów, odbierano prawa Polakom i utrudniano swobodę działania polskim instytucjom. Na pewno nie był to okres tolerancji i sąsiedzkiego współegzystowania. Na pewno zaś był okresem totalnego sprzeciwiania się prawu ustanowieniu podczas Traktatu Wersalskiego. W 1933 władzę w Wolnym Mieście zdobyli narodowi socjaliści. Przystąpili do likwidacji systemu demokratycznego poprzez prześladowanie opozycji; w kolejnych latach mnożyły się prowokacje antypolskie oraz prześladowania działaczy i organizacji polskich.  I co by nie opowiadać, w interesie współczesnych Gdańszczan, podobnie jak i Polski jest podkreślanie tego, co Gdańsk z Polską łączyło od wieków a nie to, co stanowi zadrę i może prowadzić do postrzegania Gdańska, jako miasta wyrwanego siłą z rąk niemieckich. Doskonale rozumieją takie potrzeby inne Państwa i miasta. 
   Władze miasta, kiedyś sp. Paweł Adamowicz i teraz, jeszcze mocniej – pani prezydent Dulkiewicz, interesu Polaków zdają się nie zauważać. Bo jak ma odebrać turysta przyjeżdżający do Gdańsku niemieckie napisy, zabytkowy niemiecki tramwaj i ciągłe podkreślanie okresu Wolnego Miasta Gdańska? Poskąpiono Gdańskowi np. historycznych rekonstrukcji barwnego powitania władców Polskich. Za to pojawia się napis Postamt na poczcie polskiej koło Dworca Głównego. 
   Piękną historię gdańskiej Solidarności i WZZ, zamieniono w propagowanie Europejskiego Centrum Solidarności. Którego dyrektorem nie został nikt związany z WZZ czy gdańską Solidarnością- od 2011 roku jest nim p. Basil Kerski, związany nieco z Irakiem i bardziej z Niemcami. ECS się też europejsko solidaryzuje: a to stanowiąc punkt wypadowy dla Komitetu Obrony Demokracji albo stanowiąc miejsce spotkań środowisk LBGT. Rozmywa się tożsamość idei powołania tego Muzeum walki gdańskich robotników i intelektualistów o Wolną Polskę z wizerunkiem tego, co obecnie tam ma miejsce. Podobnie było z ideą powołania Muzeum II WŚ. Miało być Muzeum Pola Bitwy Westerplatte, potem zmieniono na Muzeum Westerplatte, a na koniec minister Zdrojewski zamienił na Muzeum II Wojny Światowej.(szczegóły tutaj https://www.tygodnikprzeglad.pl/muzeum-tuska/). W chwili zmiany dyrekcji Muzeum i zmiany jego nazwy na Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 roku padały groźby miasta o odebraniu działki, darowanej Muzeum itp. Teraz z kolei, po podpisaniu przez prez. Andrzeja Dudę specustawy, przyznające zarząd na terenami pola bitwy Westerplatte rządowi – larum i zapowiedź prez. Dulkiewicz: „ Ja będę rozmawiała z prawnikami i wszystkie możliwe środki prawne, które są w Rzeczpospolitej Polskiej i poza nią dostępne, postaram się wykorzystać do tego, by zatrzymać złe prawo. Złe prawo w swojej intencji, bo rzeczy, które powinny łączyć, wspólna pamięć, wspólne myślenie o przyszłości, winny powstawać w dialogu, a nie z użyciem siły, z którą mamy do czynienia stosując specustawę.”. W ramach „dobrego prawa” i „wspólnego myślenia” rajcy gdańscy protestowali w zeszłym roku przeciwko udziałowi wojska polskiego w obchodach rocznicy wybuchu wojny… W miejscu, które było wyłączną eksklawą Polski: „ Zdaniem historyków, polski garnizon na Westerplatte uznawany był pod koniec lat 30. XX wieku za jeden z najnowocześniejszych w kraju. Patryk Pleskot podkreślił, że z wojskowego punktu widzenia był to strategiczny punkt i z tego powodu przykładano do niego duża wagę.”. Mówi to prezydent miasta Gdańska, która (podobnie jak poprzednik) często nawraca z lubością do określenia Wolne Miasto Gdańsk. Miasto, które –niestety- we wrześniu 1939 roku radośnie witało Hitlera, kwietnymi dekoracjami i hajlowaniem. Żeby było żałośniej – ta sama pani prezydent oddaje organizację tegorocznych obchodów fundacji Pojednanie. Ta zaś organizuje (płatną) Konferencję Przyjaźni. Jeden z jej prelegentów o przeszłości mówi tak: „Westerplatte to nazwa portu w Gdańsku. W czasie wybuchu II wojny światowej był tam magazyn amunicji, bardzo dobrze zabezpieczony. Kilka dni przed wybuchem wojny, do Westerplatte przybył niemiecki statek pasażerski Schleswig-Holstein. Na okręcie ukrywało się 220 niemieckich żołnierzy, którzy ostrzelali skład amunicji. (…) Pojawił się rozkaz ataku na Westerplatte. To był początek II wojny światowej. Po kapitulacji Westerplatte niemieccy żołnierze salutowali obrońcom Westerplatte z powodu ich heroizmu. Później Niemcy nie byli już tak mili, tak rozpoczęło się ludobójstwo na terenie Polski, które pochłonęło 6 milionów ofiar, w tym 3 miliony Żydów”.  
 „Złe” prawo czy” zła” pamięć historyczna.  Dla mnie zło płynie zawsze wtedy, gdy nie ma niezbędnej synergii w działaniach na rzez dobra wspólnego. Od chwili objęcia władzy centralnej przez PiS trwa walka opozycyjnej większości we władzach miasta Gdańska z tym, co dla miasta proponuje rząd. Przez ponad 20 lat władzy, praktycznie jednej opcji politycznej w Gdańsku, polityka historyczna jego władz napawała niejednokrotnie zdziwieniem, a nawet oburzeniem.  Zastanawiałam się zawsze czy przyczyną jest chęć na siłę sprzeciwiania się narracji historycznej prawicy czy wynika ona z głębszych pobudek. Czyli nostalgia za przeszłością. Przymiotnik Wolne miasto Gdańsk, multikulturowość i niemieckie korzenie zdały się zdominować narrację władz miejskich. To nie tylko tramwaj Ring z 1930 roku, czy tramwaj [pod patronatem Butenbacha, członka NSDAP. To napis Postamt w Gdańsku, rezygnacja z nadrzędności opisu ECS, jako kolebki gdańskiego oporu wobec komunistycznego totalitaryzmu, „rozmycie” polskiego dramatu IIWŚ (przez zrównanie strat i chwały Polaków z wydarzeniami na świecie).· Hasła o pojednaniu, współdziałaniu wydają się brzmieć w ustach pani prezydent Dulkiewicz i jej współpracowników jak próba zrobienia w bambuko mieszkańców mojego grodu. Jest teraz zapowiedź rzecznika miasta o oskarżeniu o TVP o szkalowanie i przypisywanie nieprawdziwych intencji urzędnikom miejskim (chodzi o tramwaj z napisem Danzig i inne działania): „ Prawnicy reprezentujący gdański samorząd wysłali do szefa programu "Wiadomości TVP 1" przedprocesowe wezwanie do sprostowania. Chodzi o wyemitowany w lipcu materiał, gdzie na bazie anonimowych opinii sugerowano m.in., że władze Gdańska "otwarcie gloryfikują nazistowską kartę w historii miasta".   
  Przeanalizujmy fakty: Ring pojawił się w 1930 roku. Od 1933 Gdańsk był nazistowski. Tramwaj z patronem profesorem Bautenbachem –to tramwaj współczesny. Tylko patrona wzięto z Wolnego Miasta Gdańska (po awanturze się z tego patrona wycofano) . Czy upamiętnianie ludzi i okresu nie jest gloryfikacją? A teraz a propos sugestii, tych „anonimowych”. „Anonim 1”: Nigdy nie wstydziliśmy się wielokulturowości Gdańska – zaznacza wiceprezydent Borawski. – Ona zawsze była siłą tego miasta. Napis "Danzig" odnosi się wprost do historii – czasów Wolnego Miasta – nie jest zatem żadnym przekłamaniem.” Anonim nr 2”: (tramwaj Ring –przyp. własny)(..)Jest nie tylko ciekawostką dla miłośników komunikacji, ale także przykładem na to, jak bardzo skomplikowane są losy naszego miasta" - dodawał Stenzel.” Anonim nr 3 „urzędnicy M. Gdańska „ten konkretny tramwaj jeździł po ulicach Gdańska od 1930 do 1973 roku (i teraz w nawiązaniu do historii). "Łatwo, więc policzyć, że spędził na ulicach Gdańska zdecydowanie więcej czasu niż na ulicach »Wolnego Miasta«” - piszą urzędnicy.” Ci ostatni nie zaprzeczają, że tramwaj jeździł w nazistowskiej rzeczywistości Gdańska, ale relatywizują przenosząc go w czasy powojenne, gdy nie było na nim napisu Danzig.  Czyli dłużej jeździł z szyldem Gdańsk, ale wstawiliśmy Danzig….. Mam wrażenie, że sąd te publiczne wypowiedzi weźmie pod uwagę. Sformułowania: trudna historia nie zatrą znaczenia tego jawnego nawiązywania do czasów sprzed IIWŚ. 
   Nie tędy droga, rajcowie miejscy! Gdańsk, wolą świata- powrócił do Macierzy. Dzisiaj nie ma niemieckiej większości wśród jego mieszkańców. A dzisiejsi gdańszczanie –Polacy, rdzenni Kaszubi dumni są z historii miasta: kilkusetletniej polskiej, okresu porozbiorowego, za wyłączeniem okresu ostatniego dziesięciolecia Wolnego Miasta, gdy w Gdańsku rozplenił się niemiecki nazizm. Z szacunku do ofiar nieodległego Stutthofu, licznych obozów pracy przymusowej, utworzonych przez gdański Arbitrami *, ofiar Poczty Polskiej i Westerplatte - nie wracajcie do tamtych czasów.  Resentymenty, wynikające z pragnienia wolności od nielubianego rządu i doraźnego interesu politycznego niosą ze sobą poważne skutki. I trzeba odpowiedzialność za nie –jak młodzież powiada: „przyjąć na klatę.”.   
    P.S. Strachu u władz miejskich Gdańska na pewno nie widać. Niestety, śladu rozwagi –także nie. Kierują się prawem „mojszeszej prawdy”. Przykład usunięcia przez strażników miejskich podróżnika Cejrowskiego, ze stoiskiem pod Kaplica Królewską (teren parafii!) na polecenie pani prezydent Dulkiewicz (taka wersja jest obecnie dostępna) bardzo dobrze wpisuje się w działania straży, które miałam okazję odczuć na własnym przykładzie 9 lat temu. Otóż – w uzgodnieniu z prowadzącymi mszę św. księżmi 31 sierpnia 2010 roku pod Pomnikiem Stoczniowców) podeszliśmy do ołtarza, skąd zostaliśmy usunięci siłą podczas ustawiania portretów gdańskich Ofiar katastrofy Smoleńskiej. O ile ja byłam osobą prywatną, o tyle moi towarzysze, czyli redaktor Michał Karnowski i red. Piotr Semka (inicjator tych działań) mieli plakietki „prasa”. Mimo to usłyszeliśmy wszyscy, ze to na polecenie Prezydenta miasta, nie ma wstępu dla nikogo do strefy VIP. 9 lat później, straż miejska i ochroniarze nie byli tak restrykcyjni, co umożliwiło potworny mord na prezydencie Gdańska.   

Wykop Skomentuj178
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka