Wygrana gruzińskiej opozycji skupionej wokół milionera Bidziny Ivaniszwiliego, który majątku dorobił się dzięki dobrym układom z Kremlem, jak nic musi skutkować zbliżeniem z Rosją, czyli smiertelnym wrogiem. Nic dobrego to Gruzji nie wróży. Warto przy tym zastanowić się, jaki był rosyjski wkład w to zwycięstwo? Czy to będzie następny Ramzan Kadyrow pełniący władzę w imieniu swych mocodawców na Kremlu.
Wracając na nasze podwórko, jakoś małe zainteresowanie, szczególnie medialne, wywołała wiadomość o tym, że dane z ostatnich wyborów szły do centrali przez rosyjskie serwery. Ciekawe skąd ten pomysł i czemu to służyło? Także wizyta putinowskiego speca od "wygrywania wyborów", który niedawno instruował naszą komisję wyborczą daje wiele do myślenia. Całość tworzy dość tajemniczy klimat i stawia pod znakiem zapytania uczciwość całych wyborów w Polsce. Biorąc jeszcze pod uwagę niespotykana skalę głosów nieważnych, z czym wcześniej nigdy nie mieliśmy do czynienia, to rzeczywiście robi się fajnie.
Być może Platforma za radą wujka Stalina stwierdziła, że nieważne kto głosuje, ważne kto liczy głosy.
Jeśli tak, to w następnych wyborach nasza obecność będzie zbyteczna, media zrobią sondaże i pokażą słupki poparcia, a rosyjskie serwery zrobią resztę.
Poważnie mówiąc, po cholerę był Platformie potrzebny ten numer z serwerami, który jednoznacznie musi się kojarzyć ze szwindlem i brakiem uczciwości?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)