Ostatnimi czasy popularne jest podkreślanie tego, jak wszyscy zawiedli się na Radku Sikorskim. Podkreśla się, że zdziecinniał, że zaczął bezpodstawnie krytykować PiS, że gra pod publiczkę. Wszyscy są pierwsi do krytyki, ale mało kto zastanawia się dlaczego tak się stało. To tak samo jak z klubami piłkarskimi. Gdy Legia ma kłopoty, to wszyscy narzekają, ale nikt nie próbuje zadać sobie prostego pytania: dlaczego?
Wszyscy pamiętamy Radka sprzed rozpoczęcia prawyborów w PO. Tak ja pisał mój kolega w publikacji „Radek Sikorski w krótkich spodenkach” reprezentował on wysoki poziom polityki, można powiedzieć salonowy. Dla mnie najważniejsze było to, że miałem (i nadal mam) do niego pełne zaufanie. To nie był Palikot, którego majątek skurczył się w ciągu roku z 300 milionów złotych do bagatelnej sumy 5 (reszta pewnie spoczywa spokojnie na Gibraltarze). To nie jest też Chlebowski, który kontaktuje się z szemranymi personami. To był człowiek, którego największym zarzutem wyłapanym przez media było to, że kupił drogi ekspres do kawy. Jeśli to są jego jedyne grzechy, to mam do niego pełne zaufanie.
Tak było do momentu rozpoczęcia prawyborów. Do momentu rozpoczęcia tej pseudo amerykańskiej szopki. Wtedy nagle wszystko się zmieniło. Radkowi przyszło konkurować z Komorowskim i stało się jasne, że tej walki nie może wygrać. Różnica między amerykańskimi, a polskimi prawyborami polega na tym, że w USA szanse między kandydatami zazwyczaj są wyrównane. Przed wyścigiem Hillary Clinton i Baracka Obamy wielu politologów było pewnych, co do zwycięstwa tej pierwszej. W Polsce prawybory przyjęły formę komedii. Można powiedzieć, że ich wynik od początku był ustawiony. Nie, nie jestem zwolennikiem spiskowej teorii dziejów. Sądzę jedynie, że Radosław Sikorski nie miał szans na wygranie prawyborów z Komorowskim.
Gdyby Donald Tusk wystawił Sikorskiego na kandydata PO bez odbycia się prawyborów, to Radek nie byłby gorszy w wyścigu po fotel niż Komorowski. Ich poparcie pośród społeczeństwa było mniej więcej takie samo. Natomiast zostawiając do decyzji członków Platformy, kto zostanie kandydatem na prezydenta, premier skazał Sikorskiego na szybką śmierć. Radek, który od niedawna zasiada w szeregach partii Tuska nie może mierzyć się z Komorowskim. Dla wielu Sikorski ciągle jest niestabilnym uciekinierem z PiSu. Z drugiej strony mamy dostojnego Bronisława, z piękną opozycyjną historią, który od lat wyrabiał sobie kontakty wśród polskich polityków. Te prawybory były starciem Dawida z Goliatem.
Gdy do Sikorskiego dotarło, że został spisany na straty, w tej z pozoru uczciwej rywalizacji, musiał podjąć decyzję. Pierwsze wyjście to podporządkowanie się Donaldowi i trwanie w swojej roli do końca. Koniec miał wyglądać tak, że Komorowski wygrywa olbrzymią większością głosów nad salonowym Radkiem. Innym wyjściem, moim zdaniem najsłuszniejszym w tej sytuacji, byłoby wycofanie się z prawyborów już na samym początku. Wtedy szopka rozpadłaby się w mgnieniu oka, a wizerunek Sikorskiego pozostałby bez szwanku. Niestety to oznaczałoby oficjalne sprzeciwienie się woli Donalda Tuska, a na to w Platformie nikt nie może sobie pozwolić (no może z wyjątkiem Palikota, jemu wolno wszystko).
Pozostało wyjście pośrednie. Niedoszły kandydat na kandydata postanowił nie rezygnować z prawyborów, tylko zdobyć jak najwięcej elektoratu Platformy. Jak wiemy nie wyszło mu to na dobre. Jego wizerunek ucierpiał, a w debacie wyszedł na lizusa, który nie ma własnego zdania i wszędzie jedzie „w tandemie z Donaldem Tuskiem”. Dziwią mnie natomiast ci, którzy sądzą, że tak wyglądałaby w rzeczywistości jego prezydentura. Do tej pory Sikorski jawił się, jako polityk w miarę niezależny, sprawnie radzący sobie z funkcją ministra. To raczej Komorowski zawsze był ciepłą kluską, która jako marszałek Sejmu i tak nie miała wiele do powiedzenia. Teraz nagle z debaty wychodzi waleczny Bronek i lizus Radek. Już od dłuższego czasu staram się nie ufać w to, co mówią politycy. Próbuję ich oceniać po tym jak się zachowują, a nie, co głoszą. Teraz widzę, że cała Polska przyjęła za prawdę oświeconą to, że Bronisław będzie prowadził niezależną politykę. Błagam, nie liczcie na to.
Skąd w takim razie w ogóle pomysł prawyborów? Jak dla mnie jest to nadzwyczaj proste, ale dość już mojego wymądrzania się. Posłużę się opinią postaci kontrowersyjnej, ale niewątpliwego niestronniczego specjalisty w tej dziedzinie. Piotr Tymochowicz w wywiadzie wytłumaczył, że kampania prawyborcza PO jest jednym wielkim chwytem reklamowym. Przez cały tydzień media o niczym innym nie śpiewały, tylko o tym jaki kandydat ma jakie szanse. Platforma zdominowała uwagę Polaków. Z drugiej strony przedstawiła się, jako demokratyczna i poważna partia na wzór amerykański. Moim zdaniem cel Tuska został osiągnięty.
Podsumowując, dla mnie Sikorski został postawiony w sytuacji bez wyjścia, z której starał się wyczołgać kompromisem. Moim zdaniem dobrze, że nie został prezydentem, bo on naprawdę nadaje się na szefa MSZ. Natomiast odwracanie się od niego, z powodu złego wystąpienia w debacie, to jak odwracanie się od ulubionego klubu piłkarskiego po przegranym meczu. Radka można kochać, można też nienawidzić, ale ci którzy zmienili o nim zdanie z powodu „demokratycznych” prawyborów są naiwni.
Krzysiek Ryszkiewicz


Komentarze
Pokaż komentarze (11)