Warszawskie „Przekąski Zakąski”. Jedno z ulubionych miejsc spotkań mieszkańców stolicy. Bar, w którym miejscowi balangowicze uwielbiają spotykać się podczas nocnych eskapad na miasto. Bar, który w nocy nie śpi, a w weekendy tętni życiem. Miejsce wesołe, pełne uśmiechniętych pijaków, przepełnione gwarem głośnych rozmów. Stały element krajobrazu Warszawy. Usytuowany niemalże naprzeciwko Pałacu Prezydenta RP.
Tak „Przekąski” wyglądają na co dzień. Widok pijanych ludzi w środku nikogo nie dziwi. Jednak widok światowych dziennikarzy, przesyłających stamtąd informacje na temat rozwoju wydarzeń w Polsce jest cokolwiek niecodzienny. Tak jak i niecodzienny jest widok całej okolicy. Okolicy którą pokonuje się przecież tak często, prawie codziennie. Rejonu znanego dobrze, w którym codzienną rolę odgrywa Pałac Namiestnikowski. Z reguły mijany gdzieś w tle. Czasem zahaczony spojrzeniem, często niechętnym. Przyzwyczailiśmy się do niego. Jest nieodłączną częścią naszego miasta. Niekiedy japońscy turyści, fotografując się na jego tle, przypominają nam, że to w końcu budynek głowy państwa, budynek ważny. Dziś, ten znany, oczywisty i przewidywalny rejon nie wygląda zwyczajnie. Nikt o zdrowych zmysłach nie przypuszczał, iż ten odcinek Krakowskiego Przedmieścia, stanie się na parę dni najważniejszym medialnie miejscem na ziemi. Nikt nie przewidział trzasku tłuczonych zniczy, i masy korespondentów telewizyjnych z całego świata. Ciężko było sobie wyobrazić, że miejsce z którego tak często wraca się autobusem do domu, stanie się na czas jakiś dla autobusów nieprzejezdne, że pojawi się tu przenośny posterunek policji, namiot straży pożarnej, stoiska z kwiatami i zniczami, czy też setki flag państwowych.
Codzienność na kilka dni stała się niecodzienna. Serwisy informacyjne z początku wydawały się tyleż dramatyczne, co surrealistyczne. Masa flag z czarnymi kirami w miastach i miasteczkach całego kraju nie daje zapomnieć o tragedii. Relacja z przylotu ciała Prezydenta na Okęcie, nasuwa myśl o udanej amerykańskiej produkcji filmowej z gatunku science-fiction. Specjalne dodatki gazet przypominają rok 1939, i rozdawane wtedy w pośpiechu wydania informujące o wojnie. Kondukt żałobny otwiera w głowie widziane na zdjęciach obrazy z pogrzebu marszałka Piłsudskiego. Składający kondolencje prezydent Kolumbii dopełnia obraz odrealnienia rzeczywistości pierwszej połowy kwietnia. Jest dziwnie. Dziwnie, ponieważ takie rzeczy się nie zdarzają. Nie zdarzały się do 10 kwietnia. I nie chodzi o to, że w Polsce. Takiego wydarzenia nie znał świat. Stąd poczucie odrealnienia. Zachwiały się bowiem reguły uchodzące za oczywiste. Prezydent był stałym elementem codzienności, głównie tej medialnej, coraz mocniej stającej się nieodłączną częścią życia. Był częścią rozmów, dyskusji politycznych, zajadłych sporów, lepszych i gorszych docinek. Lubiany czy nielubiany, istniał jako stała niezmienna. Kiedy zabrakło jego, a także wielu innych, w taki czy innych sposób znanych nam ludzi, krajobraz nie może wyglądać normalnie. Musi wyglądać surrealistycznie. Musi też przypominać,ż jak bardzo ludzie potrzebują kogoś takiego jak Prezydent. Kogoś, przypominającego nieco w swojej roli króla. Postaci która nie ma może wielkiego wpływu na rządzenie państwem, ale jest kimś w rodzaju symbolicznego ojca narodu. Postaci zamieszkującej w swym dostojnym pałacu, będącej alegorią społeczeństwa. Strata takiej osoby, nawet dla osób nie zgadzających się z większością jej poglądów, jest czymś nienaturalnym. Nawet w sytuacji napiętych relacji z rodzicami, ich śmierć okazuje się szokiem, czymś kompletnie zaskakującym. Podobnie jest z śmiercią głowy państwa, do której obecności zostaliśmy przystosowani przez lata.
Ucząc się w zeszłym roku do matury z Wiedzy o Społeczeństwie, zastanawiałem się czy w Polsce kiedykolwiek dojdzie do sytuacji w której obowiązki prezydenta przejmie marszałek sejmu. Sądziłem że to się nie ma prawa zdarzyć. Ciężko mi było bowiem wyobrazić sobie zamach na jego życie, a tym bardziej zbliżającą się wojnę. Zapis w konstytucji dotyczący śmierci prezydenta traktowałem jako oczywisty wentyl bezpieczeństwa, który jeszcze przez długie lata pozostanie martwy. Dokładnie po roku zapis ten, stał się elementem surrealistycznej rzeczywistości.
Jan Staszczyk


Komentarze
Pokaż komentarze