… i co z tego? Każdy ma swój sposób na okazywanie bólu i żalu po katastrofie w Smoleńsku. Jedni zamykają się w sobie, inni wykazują potrzebę wspólnoty. Dla jednego idealna jest cicha modlitwa w zaciszu kaplicy, inny weźmie udział w marszu żałobnym wraz z setkami rówieśników. Każdy może postawić znicz pod Pałacem prezydenckim, każdy też może postawić [*] – internetowy znicz w statusie na GaduGadu, FaceBooku’u, czy Naszej Klasie. Pytanie, kto nam dał prawo do krytykowania takich zachowań?
Pamiętam jak wszyscy nie mogli dojść do siebie po wypadku w Smoleńsku, jak nie mogli uwierzyć, jak mówili, że to wszystko zmieni. I co? Na co dzień słyszę komentarze „to taki owczy pęd”, „to nic cię nie kosztuje”, „wszystko po najmniejszej linii oporu”, „niech lepiej przejdą się pod Pałac, a nie zaśmiecają internet”, „nienawidzę, jak ktoś wylewa swoje smuty w sieci”. Jeszcze nie skończyła się żałoba narodowa, a już skaczemy sobie do gardeł. Czemu dziwimy się, że politycy opluwają się w mediach zaraz po takiej tragedii, skoro my awanturujemy się o to, jaki jest najlepszy sposób na okazanie żalu?
Poza tym skąd „my” wiemy jak ktoś się powinien zachować. Nagle staliśmy się przyzwoitkami całego świata i sprawiedliwymi wśród narodów. Uzurpujemy sobie prawo do krytykowania innych, sami pozostając zawsze w cieniu. Wiele razy podkreślałem, że dużo łatwiej jest coś zepsuć niż coś zbudować. W tym momencie czuję, że niewielka grupka Polaków z sukcesem zniszczyła całą atmosferę zadumy i współczucia, na którą pracowała reszta rodaków.
Nie rozumiem skąd nagle wzięło się w nas tyle złości i nienawiści. Czy w taki sposób chcemy wyładować nasze negatywne emocje po niedawnej katastrofie? Jeśli tak to uważam, że to dużo gorsza metoda niż wystawianie internetowych zniczy. Nie od dziś wiadomo, że internet stał się nośnikiem ludzkich emocji. Dlaczego ci sami użytkownicy portali społecznościowych bulwersują się, gdy słyszą, że ktoś wstawił [*] w opisie, natomiast puszczają mimo uszy komentarze na temat tego jak ktoś się wczoraj upił, albo kto z kim teraz sypia. Zajmując miejsce w sieci zostajemy obdarci z prywatności, a pomimo to nadal staramy się to ukrywać. Chyba tym razem przed samymi sobą.
Mnie też wiele rzeczy w ostatnich dniach irytuje. Nie rozumiem wielu zachowanie i pewnie nie zrozumiem szybko, dlaczego ludzie całymi rodzinami pozują do zdjęć na tle zniczów, a gdy zdjęcie wyjdzie nieostre poprawiają trzy razy. Nie rozumiem atmosfery wiejskiego festynu w oczekiwaniu na kondukt żałobny trumien. Nie rozumiem waty cukrowej i lodów kręconych kupowanych dzieciom. Nie rozumiem wielkiej dyskusji i manifestacji za i przeciwko pochowania pary prezydenckiej na Wawelu. Nie rozumiem, ale też i nie krytykuję, bo każdy ma swój osobisty ból i tak samo osobistą metodę okazywania go. Co z tego, że większość ludzi wstawia internetowe znicze na pokaz? Nie ośmielę się ich krytykować dopóki nie mam pewności, że wśród nich nie znajduje się chociaż jedna osoba, która naprawdę cierpi.
Dlatego darujmy sobie krytykę i wrogość, przynajmniej na jakiś czas. Nikt z nas nie jest bez grzechu, więc nie próbujmy szukać ich u innych. Przyjdzie też czas na żarliwą dyskusję, ale niech ten tydzień pozostanie czasem zadumy, smutku i ciszy.
Krzysiek Ryszkiewicz


Komentarze
Pokaż komentarze (1)