Moja świadomość życia publicznego zaczęła kształtować się w 2001 roku, a konkretnie 11 września, kiedy to obserwowałem relacje z ataków na World Trade Center. Pamiętam że w tamten wtorek było pochmurno, padał deszcz. Grałem w piłkę i co chwila padały żarty na temat zbliżających się bombowców. Żarty przesiąknięte ledwie widoczną nutką wiary w to, że wojna rzeczywiście może wybuchnąć. Niedługo potem odbyły się pierwsze zanotowane w świadomości jedenastoletniego chłopaka wybory parlamentarne. Zwycięstwo SLD, Leszka Millera, postkomunistów. To chyba wtedy zacząłem rozpoznawać twarze polityków. Cztery lata później byłem świadkiem kolejnego, z pewnością historycznego wydarzenia. Do końca życia zapamiętam ten ciepły kwietniowy dzień, podczas którego uczestniczyłem w mszy na Placu Piłsudskiego. Teraz też jest kwiecień, a z telewizora słychać dźwięk bijącego dzwonu – dzwonu Zygmunta. Znowu dzieje się coś bardzo ważnego.
Godny zapamiętania będzie cały ostatni tydzień. Począwszy od porannych godzin leniwej soboty, aż do teraz, do popołudniowych godzin niedzielnych, do symbolicznego końca żałoby – pochówku pary prezydenckiej w wawelskim sarkofagu. Przez ten czas do głowy przychodzi wiele refleksji. Jest sporo tematów o których można podyskutować. Sporo też takich o których można napisać coś ciekawego, choć jeszcze nie wszystko wypada. Z tej papki myśli ciężko złożyć coś sensownego. Jest ich dużo, tak jak dużo gromadziło się ludzi pod pałacem przy Krakowskim Przedmieściu. Dużo też zostało już powiedziane i ciężko wybić się na oryginalność. Zawsze można narazić się na odtwórczość i bezrefleksyjność w powtarzaniu czyichś opinii. Tak samo jak na szukanie taniej sensacji. Wszystkiego co chciałoby się napisać nie da się streścić w jednej notce. Mogłaby ona być przerażająco chaotyczna. Dlatego myśli trzeba uporządkować. Także w tekście. Najlepszym sposobem jest zatem wyszczególnienie ich w kilku punktach.
Ocena prezydentury Lecha Kaczyńskiego
Powinna być racjonalna. A mam wrażenie że zarówno przed, jak i po śmierci prezydenta, tej racjonalności w ocenie jego rządów trochę nam brakuje. Przed śmiercią, merytoryczna krytyka działań prezydenta mieszała się niebezpiecznie z opluwaniem jego osoby. Te wszystkie żałosne żarty o tym że jest niski, że robi „kwa kwa”. Przykładowo, mało kto wie że prezydent nigdy nie nazwał Artura Boruca „Borubarem”. Borubar trafił do języka codziennego, a prawda była taka że prezydent na pytanie dziennikarza „Który piłkarz podobał mu się najbardziej” odpowiedział „Artur Boruc bardzo”. Szef państwa wyartykułował jednak ostatnią sylabę w ledwo słyszalny sposób,a "Borubar" stał się symbolem małostkowego traktowania niektórych wpadek prezydenta.
Z drugiej jednak strony, teraz, po śmierci Lecha Kaczyńskiego w tragicznych okolicznościach, nie możemy ulegać pokusie mitologizowania jego postaci. Prezydent zginął tragicznie, ale jego śmierć ciężko mi nazwać bohaterską, czy tym bardziej męczeńską. Nie żyjemy chyba w czasie wielkich bohaterów. Prezydenturę Lecha Kaczyńskiego oceni historia. Jednak na dzień dzisiejszy powinniśmy powstrzymać się od stawiania mu pomników. Tworzenie wrażenia iż był jednym z niewielu prawdziwych polskich patriotów jest sporym nadużyciem.
Zachowanie społeczeństwa
Nie jest niczym zaskakującym. Polacy mają tendencję do celebracji, epatowania swoimi uczuciami patriotycznymi. Widać to zarówno podczas wszelkich okazji związanych z wydarzeniami na polu sportowym, jak i ważnymi wydarzeniami dziejowymi. Tysiące flag, zniczy, śpiewanie narodowych pieśni – to nasza specjalność. Z jednej strony mamy do czynienia ze szczerą żałobą, z drugiej z potrzebą uczestnictwa w czymś ważnym, z jeszcze innej z chęcią przeżywania czegoś w obrębie narodowej wspólnoty. Jedni powiedzą że jest to przerost formy nad treścią, inni że mamy do czynienia z pięknym, niespotykanym nigdzie indziej fenomenem. Byłbym daleki od rozpływania się i podniecania naszym patriotyzmem. Każdy definiuje to słowo na swój sposób, a zachowania podkreślające naszą polską przynależność, są po prostu częścią pewnej narodowej tożsamości. Tacy, jako naród, jesteśmy. Warto to zaakceptować.
Postawa mediów
W moim przekonaniu jest taka jaka być w tym okresie powinna. Media polują na informacje, newsy i ciężko wymagać aby nie przekazywały nam wieści dotyczących smoleńskiej katastrofy w sposób pozbawiony patosu, aby nie robiły z tego wydarzenia sensacji . Pokazywanie na żywo żałobnych mszy świętych, konduktów żałobnych to w XXI wieku ich oczywiste zadanie. Ludzie chcą w tym wszystkim uczestniczyć, i jeśli nie mogą tego zrobić w Warszawie czy Krakowie, czynią to dzięki przekaźnikom. Zżymanie się na to iż telewizje dążą do podwyższenia swojej oglądalności,a gazety poczytności uważam za idiotyczne. Media pokazują przecież to, co chce zobaczyć lud.
Spór o wawel
Idąc za tytułem jednej grup na facebooku, uważam ów spór za żenujący. Nie da się jednak ukryć że ktoś kto podjął decyzję o pochówku pary prezydenckiej w krypcie wawelskiej, wzniecił iskrę która roznieciła pożar w łatwopalnych duszach Polaków. W moim przekonaniu pochówek Kaczyńskich na Wawelu to kwestia mocno dyskusyjna. Decyzja została jednak podjęta, i należało ją przynajmniej w czasie żałoby uszanować. Czas na dyskusje zacznie się jutro.
Czy Polska się zmieni?
Nie. Nie bardzo wierzę w duchową odnowę Polaków, czy też w to że będziemy odnosić się do siebie z większym szacunkiem. Jest czymś naturalnym że ważne wydarzenia, tragedie zbliżają do siebie ludzi, tak jak czymś naturalnym jest, że w życiu codziennym żyjemy razem, a jednak oddzielnie. Nie zaczniemy więc automatycznie ustępować miejsca staruszkom w autobusach, nie będziemy też zagadywać do napotkanej przypadkowo w tramwaju osoby. Dalej będziemy gonić, każdy w swoją stronę, a integrować się tylko w obrębie mniejszych społeczności. 10 kwietnia przystanęliśmy na chwilę nad trumną głowy państwa, gdyż był on prezydentem nieokreślonego bytu co do którego odczuwamy pewne emocje. Odczuwamy je wspólnie. W codziennej rzeczywistości nie mamy ze sobą aż tyle wspólnego.
Po cichu liczę jednak na to że może zmienić się stosunek społeczeństwa do polityków. Do tej pory marny był ich prestiż społeczny. Byli grupą często wyzywaną od chamów, złodziei. Negowano ich dobre chęci. To co działo się przez ostatni tydzień pokazuje jednak że są dla nas ważni, że nagle mówimy o nich jako o „elicie narodu”. Są reprezentantami naszego państwa, ludźmi, którymi jak powiedział kiedyś Wojciech Cejrowski „Grzebią w szambie żeby od czasu do czasu wygrzebać dla nas coś dobrego”. Starajmy się szanować niektórych z nich. Nie pozbywajmy się krytyki, gdyż to może doprowadzić do poczucia ich zbyt dużej bezkarności. Nie powtarzajmy jednak komunałów w stylu „Politycy to banda złodziei”.
Czy zmieni się styl uprawiania polityki?
Na to pytanie trudno odpowiedzieć w tej chwili. Trudno wymagać aby od jutra politycy wymieniali się komplementami na swój temat i nie prowadzili merytorycznego sporu. Wiara w to jest wiarą w stan który nie byłby dobry dla polskiej demokracji. Bo jak podkreśliło już wiele gadających głów- taki spór jest istotą panującego w Polsce systemu. Nie uważam też aby styl uprawiania polityki w naszym kraju sprzed tragedii odbiegał bardzo od światowych standardów. Z pewnością jednak wielu parlamentarzystów będzie w najbliższym okresie ważyło słowa. Tak nakazywać będzie zarówno przyzwoitość, jak i oczywiste dążenie polityków do spełniania oczekiwań społecznych.
Jaka będzie kampania wyborcza?
Jeszcze nie dziś. Nad tym, na forum publicznym, zacznijmy się zastanawiać od jutra.
Jan Staszczyk


Komentarze
Pokaż komentarze (10)