Sylwetka Joanny Skrzydlewskiej
Ma 33 lata i jest blondynką. Jest najmłodszą polską europarlamentarzystką. Interesuje się sportem, a w szczególności żużlem. Pochodzi z Łodzi, startuje z listy PO. Ile tak naprawdę wiemy o naszych reprezentantach w Brukseli? O Joannie Skrzydlewskiej i młodości w Parlamencie Europejskim słów kilka.
Joanna Skrzydlewska urodziła się pod koniec lat 70. Jak sama podkreśla, była zbyt mała, żeby pamiętać stan wojenny, natomiast pamięta kartki. Pamięta też, że cukierek był dobrem luksusowym, a pomarańcze i banany przywoził jej ojciec, gdy wracał z Holandii. Nigdy natomiast jej nie rozpuszczano. Od najmłodszych lat uczono ją szacunku do pieniędzy. „W weekendy pracowałam, żeby zapracować na swoje wymarzone kieszonkowe” – zaznacza posłanka. Pomimo tego Skrzydlewska wspomina dzieciństwo z uśmiechem. Sama lubi podkreślać, że należy do życiowych optymistów. Joanna Kluzik-Rostkowska (PiS) tak opisała Panią Joannę „Zawsze uśmiechnięta od ucha do ucha, nigdy nie była agresywna, choć ona była w opozycji, a ja w rządzie”.
W życiu naszej bohaterki pierwszorzędną rolę odgrywa sport, choć sama żadnego wyczynowo nigdy nie uprawiała. Skrzydlewska zawsze chciała być tenisistką, ale gdy rozpoczęła treningi w wieku dziesięciu lat, była już za stara. Najważniejszy jest dla niej jednak „czarny sport”, czyli żużel. Sama posłanka jest honorowym prezesem Łódzkiego klubu żużlowego „Orzeł” i od lat kibicuje swojej drużynie. Piłką nożną też się interesuje i jak sama mówi „ w Łodzi są dwa kluby, ale moje serce leży po stronie Widzewa”. Zrozumiałe, w końcu wychowała się w dzielnicy Widzew Łódź, niedaleko stadionu.
Zainteresowanie polityką przyszło wraz z końcem liceum. Przełom to otrzymanie dowodu osobistego. „Gdy dostałam dowód nagle poczułam się dorosła i zachciałam zmieniać świat. Żyłam mrzonkami i nadziejami” – komentuje Skrzydlewska. Jak podkreśla posłanka zainteresowanie polityką wyniosła z domu. Zaszczepił je w niej ojciec, który został obecnie wybrany już na trzecią kadencję radnego miasta Łodzi. W domu naszej bohaterki często mówiło się o polityce, jej tata przechodząc przez próg nie zapominał o swojej działalności społecznej.
Zapytana o rolę, jaką odegrało nazwisko w jej karierze, posłanka tłumaczy, że czasem pomagało, lecz często było wręcz odwrotnie. „Nosząc jego ciężar musimy udowodnić, że za nazwiskiem jest coś jeszcze, ale i tak poseł Jarosław Wałęsa ma gorzej” – wyjaśnia z rozbrajającą szczerością. Niektórzy oceniają Panią Joannę negatywnie tylko z powodu jej nazwiska. Sama twierdzi dostała wspaniałą szansę, jaką otrzymują dzieci znanych rodziców. Szansę tą wykorzystała, a dowodem na to było jej poparcie w reelekcji na posła. „W momencie, kiedy wyborcy stawiają krzyżyk przy nazwisku kandydata, politycy zaciągają u nich dług. Ja ten dług spłaciłam” – stwierdza Posłanka PO.
Kilka lat temu ojciec Pani Joanny, Witold Skrzydlewski znalazł się w centrum wydarzeń afery „łódzkich łowców skór”. Jako właściciel największej firmy pogrzebowej w Łodzi, był oskarżany o wręczanie pieniędzy kierowcom nekro-karetek, w zamian za dostarczanie nowych klientów. Do dziś przeciwnicy naszej bohaterki wyciągają te wydarzenia, aby uprzykrzyć jej życie. Sama eurodeputowana podkreśla „Ja mniej przejmuję się tą całą sprawa niż reszta mojej rodziny i to najbardziej bulwersuje moich przeciwników.” Trzymanie się zasady: nie odpowiadam za czyny swoich rodziców wychodzi jej na zdrowie. Sama podkreśla, że nie ma sobie nic do zarzucenia. „W polityce nie ma przyjaciół i jeśli człowiek zdecyduje się być w tym świecie, to musi się liczyć z tego konsekwencjami”.
Choć do liceum katolickiego Pani Joanna trafiła przez przypadek, to jej rodzina od lat związana jest z kościołem katolickim. Posłanka przyznaje, że jest praktykującą katoliczką, ale nie ma skrajnie prawicowych poglądów, stąd zdecydowała związać się z Platformą, a nie z PiS. „PO ma także wśród swoich członków konserwatystów. Mi bliżej do Jarosława Gowina” - zaznacza. Skrzydlewska tłumaczy, że stara się żyć w zgodzie ze swoją wiarą, ale nie jest przeciwniczką in vitro. Liberalne poglądy gospodarcze, a konserwatywne światopoglądowe powodują, że Platforma jest partią, w której młoda europosłanka świetnie się odnajduje.
Droga kariery od początku była wytyczona w kierunku Brukseli. Nasza bohaterka podkreśla, że do wszystkiego należy dojrzeć i według tej zasady potoczyła się jej ścieżka zawodowa. Zaczęło się od funkcji przedstawiciela miasta Łodzi przy strukturach UE. Startując do Sejmu Skrzydlewska już liczyła się z tym, że za parę lat zamierza kandydować do europarlamentu. W międzyczasie skończyła „Akademię Europejską”, program Jacka Saryusza Wolskiego. Sama tłumaczy, że zależy jej na pozostaniu w Parlamencie Europejskim na drugą kadencję, gdyż struktury tej organizacji są tak rozległe, że dopiero po pewnym czasie posłowie zaczynają się „docierać”. Jej praca to nie tylko służenie Polsce, ale także ogromna dawka nauki dla samych eurodeputowanych. „Szkoda, że w naszym kraju znajomość naszej pracy w Brukseli jest znikoma” – dodaje ze smutkiem.
Choć w europarlamencie Skrzydlewska reprezentuje interes całej Polski, to nie ukrywa, że najważniejsza dla niej jest cały czas Łódź. Posłanka tłumaczy, że każdy lobbuje swoje okręgi wyborcze. „Wydaj mi się, że pilnowanie interesów swojego województwa jest naturalne przy naszej ordynacji wyborczej” – tłumaczy.
Joanna Skrzydlewska nie zamierza zmieniać całego świata, w każdym razie w tym momencie. Na razie chce się zająć głownie przybliżeniem prac Parlamentu Europejskiego swoim rodakom. Pierwszą grupą docelową, którą ma się zająć posłanka jest młodzież. Ma za zadanie pokazać, jakie korzyści płyną z naszego członkostwa w UE, dla zwykłych młodych ludzi. Kolejnym priorytetem jest pomoc kobietom, szczególnie tym z regionów wiejskich. „To są wspaniałe kobiety, które nie mają dostępu do informacji, a którym ja staram się pomóc” – tłumaczy Skrzydlewska. Na deser Pani Joanna zostawiła sobie ukochany sport. W Parlamencie Europejskim ta dziedzina życia jest traktowana po macoszemu. Nasza bohaterka dąży do powołania Komisarza ds. Kultury Fizycznej i Sportu. Tak, więc młodzież, kobiety, sport.
Ile razy słyszę Europoseł, to przed oczami widzę sędziwego staruszka, z dwoma tytułami profesorskimi i kilkudziesięcioletnim doświadczeniem politycznym. Mam nadzieję, że po przeczytaniu sylwetki Joanny Skrzydlewskiej raz na zawsze odłożymy obraz staruszka do lamusa. Oto nastał czas młodości w polityce i może ta dynamiczna kariera trzydziestotrzyletniej posłanki PO uzmysłowi nam, że Bruksela nie jest tak daleko, jak nam się wydaje.
Krzysztof Ryszkiewicz


Komentarze
Pokaż komentarze (8)