Dwa kraje. Dwa ozdobne orszaki. Dwie wielomilionowe drużyny. Dwóch wspaniałych książąt, będących potomkami najmożniejszych. Walczą o władzę, o pamięć potomnych. Korona z głowy spadnie temu kto nie wygra. Stawka jest poważna.
Jeden z nich niewysoki, przysadzisty. W drodze do upragnionego pałacu stara się nie opuszczać swojej, ozdobionej dostojnymi orłami, karety. Przesiaduje w niej i razem z dwójką swych podwładnych obmyśla plan zwycięstwa. Od czasu do czasu wysyła listy do królestwa. Podpisuje się tylko tajemniczymi inicjałami i znakiem przypominającym nieco pacyfkę. Jest nieuchwytny, a jego karoca mknie w stronę upragnionej budowli. Jego kilkumilionowa drużyna dzielnie podąża za nim. Nie baczy na przeciwności. Na niemądre piosenki, tworzone przez popularnych w kręgu największego rywala, błaznów. Na ciągłe ataki. Tłum wyposażony w gromnice i krwisto białe sztandary zapewni zwycięstwo swemu ulubieńcowi, który w pokojowym futrze z gronostaja przywdziewa w swej karecie równie pokojowy okular. W tłumie tym sporo wszak przychylnych niewysokiemu jegomościowi kronikarzy, którzy swym pospieszalskim piórem dowiodą niemożliwego i udowodnią że to rywal poczciwego księcia stał za okrutnym unicestwieniem poprzedniego władcy. Władcy w kraju przed śmiercią niechcianego, po śmierci zaś wielbionego, prawie kanonizowanego. Kronikarze, ci wielbiący naszego skromnej postury księcia, na czele z sympatycznym księdzem, palą obrazy krytyków zmarłego włodarza. Dawno już spłonęło płótno specyficznego jąkały, który to podąża na czele konkurencyjnego orszaku niosąc dobrą nowinę.
Tłum jest krzykliwy. Hasła rewolucji, końca sodomii, pobrzmiewają z, często ozdobionych wymyślnymi zmarszczkami, okolic policzków. A tymczasem w karecie nieduży książę czyści okular i myśli. Myślenie jest osią jego dotychczasowej podróży w stronę pałacu.
Tymczasem, nieco dalej, nieco szybciej, podróżuje zgoła inny orszak. Jest to orszak pięknym wąsem zdobiony. Kareta taka zwyczajna, od czasu do czasu można natknąć się na odlane z brązu wąsy. W środku zasiadł owych wąsów posiadacz. Człowiek stateczny, choć trochę niecierpliwy. Zatrzymujący się co chwilę, korzystający ze swojej kilkukilometrowej przewagi. Podczas postojów często stara się czerpać nową wiedzę. Nie radzi się jednak mędrców, ale okolicznych głupków, co często wypominają mu nawet jego zwolennicy. Podczas spotkań z kwiatem młodości królestwa często gładzi wąs i śmieje się rubasznie. To taki wyluzowany książę.
Jego zwolennicy także są lekkoduchami. Nienawidzą jednak, przedstawionego wcześniej, niewysokiego pretendenta do tronu. Uważają go za postać z innej epoki. Sami mają się za inteligentnych salonowców. Na ich czele stoi jąkający się kronikarz, uwielbiający przeprowadzać bezsensowne analizy, używając przy tym niezwykle wysublimowanych pojęć. Grupa ta jest zdecydowanie mniej głośna, niż ekipa wspierająca nadganiającego rywala. Od czasu do czasu możemy zauważyć jedynie lekceważące uśmiechy, przekonanych o swej intelektualnej wyższości klakierów wąsatego księcia. Nie niosą oni biało- czerwonych sztandarów. Uważają że to w złym guście. Dla nich już w zasadzie wszystko jest w złym guście. Nie uważają się za obywateli jednego królestwa, ale za mieszkańców wielu sąsiadujących ze sobą państw. Ich sakwy pękają w szwach od brzęczących monet. Deklarują że jeśli do pałacu pierwszy dojedzie ich rywal wyjadą z królestwa.
Walka trwa. Jest już bardzo blisko, choć wyścig dopiero się rozpoczął. Nie widać jeszcze przepoconych futer i pełnych nienawiści odezw. Gdzieś daleko pędzi kilku innych książąt. Ich karety nie mają szans, nie dojadą do pałacu jako pierwsze. W tej rozgrywce liczy się tylko niewysoki okularnik i siwiejący wąsacz.
Jan Staszczyk


Komentarze
Pokaż komentarze (1)