Podbieranie sztandarów, szlachetnych haseł, notoryczne wkładanie sobie w usta cytatów z Jana Pawła II. Oto jeden ze skrawków rzeczywistości polskiej AD 2010. Piękne, krwistoczerwone litery zdobią coraz to większą frustrację, coraz to większą niechęć, coraz większy smutek. Symboliczne hasło, które powinno wisieć na plakatach w miastach całej europy częściej powiewa dumnie w rękach sfrustrowanego górnika rzucającego cegłą w fasadę budynku przy ulicy wiejskiej.
Nie potraficie wynosić hasła na piedestał. Traktujecie je raczej jako potężny oręż w walce ze sprzedajnym Tuskiem, i wszystkimi jego niepolakami. Najchętniej dokonalibyście w tej trójmiejskiej hali zbiorowego samobójstwa, a wasi sprzymierzeńcy określili by waszą śmierć jako męczeńską. Tak mocno kochacie bowiem pogrążanie się w depresji. Magister inżynier Śniadek to człowiek, którego życie chyba pozbawiło uśmiechu. Najchętniej stanął na barykadach w imię problemów zwykłych ludzi. Wcześniej nie zapomniał by jednak o odprawianiu mszy świętej. Obowiązkowo w żałobnym charakterze. Bo przecież nie wypada się cieszyć z trzydziestej rocznicy podpisania porozumień sierpniowych. Nie wypada organizować koncertów, kiedy ważniejsze są problemy zwykłych ludzi. Msza święta – co innego. Tam można pogrążyć się w smutku razem z nimi. Można ponarzekać na tych co nic nie robią, wcześniej przygotowując kilka opon michelina do podpalenia na najbliższej manifestacji. Ci ludzie mają do tego przecież moralne prawo. W końcu oni są Polską, oni są „Solidarnością”. To oni powiedzą że, „kiedy premier Tusk WESZEDŁ na mównicę to zaczął prowokować”. Powszechnie szanowany mąż stanu Jarosław zupełnie odwrotnie. On cieszył się, celebrował tą rocznicę. W międzyczasie rzucił tylko coś o ułomnej wolności, którą dwadzieścia lat temu sobie wywalczyliśmy. Poza tym z jego ust padały już tylko pozytywne, koncyliacyjne hasła. Podobnie pan Śniadek. Prawdopodobnie pod jego bujnym wąsem skrzętnie schowało się wiele pozytywnych emocji. Magister inżynier chciałby przekazać wiedzę o „Solidarności” młodzieży. Organizowanie depresyjnych mszy świętych może być ryzykownym pomysłem. Obwinianie rządu za katastrofę smoleńską również. Dla sporej części młodych ludzi przewodniczący współczesnej „S” może okazać się kiepską reklamą mitu solidarności. Jakoś lepiej pasuje do tego Wałęsa, ale na myśl o nim pan Śniadek minę ma jeszcze smutniejszą niż zwykle. Przykre, że symbol z którego Polska powinna być dumna dzierżony jest obecnie przez smutasa i podległy mu motłoch.
Niestety; jest w kraju nad Wisłą kilka haseł, symboli pod które podpina się hołota. To co dzieje się pod pałacem, przy krakowskim przedmieściu sprawnie można przyrównać do tego co działo się wczoraj podczas obchodów trzydziestej rocznicy sierpnia'80. W obu przypadkach da się słyszeć absurdalne okrzyki „tu jest Polska”, w obu motłoch reaguje w sposób najbliższy temu co obserwujemy na piłkarskich stadionach. Krzyki, gwizdy buczenie - to obrazki z gdyńskiej hali. Poturbowani strażnicy miejscy – to widok z centrum Warszawy sprzed niespełna miesiąca. Najbardziej bulwersujący jest fakt, że zarówno zwolennicy nowej „S”, jak i fanatycy sprzed krzyża bronią się sztandarami, które ciężko jest opluć. Zakładają stroje świętoszków, podczas gdy z ich butów wystają pokaźne ilości świeżej słomy, a w wypowiedziach nieraz słychać debilizm.
Jan Staszczyk


Komentarze
Pokaż komentarze