20 obserwujących
175 notek
272k odsłony
1353 odsłony

„ Pociągi pod specjalnym nadzorem” Film wciąż aktualny

prawo cytatu
prawo cytatu
Wykop Skomentuj82

Pojawiają się opinie, że opis naszej prowincjonalnej rzeczywistości przez telewizje Kurskiego nie był pełny, a nawet karykaturalny. Że Zenek i jego muzyka, to nie nasza prowincja. I prawdziwa prowincja wygląda inaczej. Może tak... Trudno na to pytanie w sposób jednoznaczny odpowiedzieć. W takiej sytuacji dobrze przypomnieć pewną prozę i film, który moim zdaniem bardzo czule i mądrze opisuje ów prowincjonalizm.   

Najpierw dane podstawowe.  

Film „ Pociągi pod specjalnym nadzorem” w reż. Jiriego Menzela, na podstawie prozy Bogumiła Hrabala, to jeden z najbardziej znanych filmów tzw. ” Czechosłowackiej nowej fali” O ile „ Francuska nowa fala” w prozie ale także w filmie, była moim zdaniem zbyt przeintelektualizowana, a także, i to jej grzech główny, po prostu nudna, to filmy czeskie , a raczej jak to się potocznie mówiło „ czeskie kino” prostsze w sensie formalnym, w sposób doskonały nawiązały kontakt ze swoim widzem. A także było nagradzane na bardzo prestiżowych festiwalach.  

Film „ Pociągi pod specjalnym nadzorem” zaczyna się banalnie, tak jak pozornie banalne jest życie na prowincji. Ot, woda kapie z rynny, a kotek wylizuje mleko.  

Na stacji, a raczej stacyjce, podczas II wojny światowej swoją pierwszą w życiu pracę rozpoczyna młody chłopak z rodziny kolejarskiej. Prowincjonalizm owej sytuacji, nie wynika tylko dlatego, że stacja jest mała, ale równie dlatego, że owa stacja jest z dala od Historii, od frontów 2 Wojny Światowej. Daleko od toczących się heroicznych zmagań. Można powiedzieć, że ta stacja to Czechy, które z dala przykucnęły, ukryły się, po trochu współpracując z faszystami, a po trochu walcząc z nimi. To także sytuacja pomiędzy. Pomiędzy heroizmem a smakiem gęsiny z knedliczkami.      

Tu każdy ma swoje małe problemy i małe ambicje, zaś ten chłopak, młody adept zawodu kolejarza, ma swoje ludzkie problemy. Nazwijmy je wprost, ma problem ze zwodem. – gdy po nieudanej próbie kontaktu z dziewczyną, i po nieudanej próbie samobójczej, tłumaczy lekarzowi, że ” zwiądł mi jak kwiat lilii” Lekarz ( grany przez samego Menzela) wyjaśnia chłopakowi, że to nie prawda, nic mu „ Nie zwiędło” to tylko eiaculatio praecox.  

Pamiętam, że gdy jako nastolatek, zobaczyłem ten film, bardzo spodobała mi się te słowa. To eiaculatio praecox. Ta łacina. Dlaczego? Otóż miałem kolegę, który podrywał dziewczyny w ten sposób, ze zwierzał się im, że ma skłonności pedalskie, jednakże walczy z tym, zmaga się z tą – jak to określał – wstydliwą dolegliwości, lecz niestety, bezskutecznie. Cóż się wtedy okazało? Dziewczyny nie odwracały się od niego, tylko robiły wszystko, aby pomóc mu wyjść z tej wstydliwej „ dolegliwości” Bardzo mu zazdrościłem tej metody, a nawet ją zmodyfikowałem i każdej poznanej dziewczynie mówiłem, że mam eiaculatio praecox. Po prostu chciałem im zaimponować znajomością łaciny, I na swój sposób zaciekawić. Niestety... ta metoda nie przyniosła mi spodziewanych profitów. Może także dlatego, że nie wiedziałem, że owe ejaculatio praecox, znaczy nie mniej, nie więcej, tylko – wyprysk przedwczesny.  

Tak, po latach, myślę, że moja metoda była zbyt przemądrzała. Coś udawałem. Kogoś udawałem. I ta łacina. Jednym słowem dałem plamę, i może właśnie dlatego, że chciałem być taki miastowy, udawany, gadający po łacinie. Zaś metoda na „ udawanego pedała” może mniej wyszukana, powiem nawet prowincjonalna, była jednakże o niebo skuteczniejsza. 

 Wrócę jednak do mojego młodego kolejarza na małej stacyjce. Tak to jest, jedni młodzi walczą w lesie, strzelają do Niemców, a jeszcze inni mają małe intymnie problemy i wcale się tego nie wstydzą. Pisza o tym nawet powieść i kręcą o tym film. Zresztą cala ta prowincjonalna stacyjka, aż kipi od erotyzmu. Wszystko jest tu erotyczne. Szlabany, telegraf, a nawet pieczątki. W filmie jest jedna z najbardziej zabawnych a zarazem ludzkich ( tak to ujmę) scen miłosnych, gdy jeden z kolejarzy, rodzaj uroczego lowelasa, będącego przeciwieństwem młodego nadwrażliwego kolejarza, uwodzi dziewczynę w ten sposób, że ją stempluje. Łydkę. Potem uda, wreszcie pośladki, pieczątka po pieczątce.

Jednakże nie jest to film erotyczny, ani o erotyzmie, jest o czymś znacznie donioślejszym. Tak, i ja, najpierw – jako młody chłopak – odebrałem ową pierwszą zmysłową warstwę, a dopiero potem, po latach, zrozumiałem, że film, a także, proza Hrabala jest znacznie głębsza. I dąży do jakiejś kulminacji, którą, nie da się tylko opisać w kategoriach „ owego zwiędnięcia kwiatu lilii” Tą kulminacja jest los, przypadkowość zdarzeń, bycie nawet bohaterem mimo woli, a jednak bohaterem. I to w podrzędnych, prowincjonalnych dekoracjach. Nawet na takiej małej stacyjce dzieją się naprawdę wielkie wydarzenia. Trzeba mieć tylko serce, które to czuje i oczy, które to widzą.

Kulminacją dla tego młodego kolejarza, nie jest więc miłosne spełnienie. Lecz splot tragicznych wydarzeń związanych z zamachem bombowym na „ Pociąg pod specjalnym nadzorem” Zamiast upragnionych pocałunków i pieszczot spotyka go śmierć. I bohaterstwo, które jest bohaterstwem przypadkowym, bohaterstwem mimo woli, ale jego śmierć jest już prawdziwa. Najprawdziwsza. Innej już nie doświadczy.

To potrafią Czesi. A raczej potrafili. Hrabal. Menzel. Forman w swojej „ Miłości Blondynki” Jednakże Polacy tego nie potrafią. Dlaczego? Bardzo trudne pytanie. Dlaczego wstydzimy się w ł a s n e j prowincji? Dlaczego nie umiemy jej opisać, czy sfilmować? ( pisze o filmie, niż o literaturze, bo na filmie bardziej się znam) Dlaczego nie potrafimy to pokazać w sposób dramatyczny a zarazem liryczny, czuły, po prostu ludzki. Prowincja u nas, to zwykle pretekst do szydery, do opisania sytuacji grubą kreską. Do groteski, która bez liryki, przemija szybko niczym eksplozja śmiechu

Brakuje nam owego, modnego teraz „ czułego narratora ” Który znany jest przecież w naszym kraju od tysięcy lat. Od czasów Jezusa i św. Pawła. Brakuje nam sztuki, szczególnie takiej dziejącej się na malutkich stacyjkach, ale także brak owego postulatu w polityce. I jeszcze ten wstyd bycia prowincjonalnym. Może to ta geneza narodu wiszącego u magnackiej klamki? Odgrywającego jakieś wielkopańskie miny. Dąsy. Ponad miarę celebrującego formę i niepotrafiącego wyjść z owej formy. Pewnie tak...

Pozwoliłem sobie przypomnieć ten film, gdy tak atakuje się Dudę, samotnie podpisującego dokument na malutkiej stacji. Przecież to piękna polityczna liryka. Z wyblakłym napisem stacji - KOnSKIE - bez literki N. I kreseczki nad N.

Tak to jest, ów niepozorny przecinek, ową kreseczkę czasami najtrudniej opisać.


Wykop Skomentuj82
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura