26 obserwujących
210 notek
324k odsłony
2288 odsłon

Bosak i Trzaskowski. Dwóch chamów i jeden złoty róg

Wykop Skomentuj169

  Tytuł to oczywiście parafraza z Wyspiańskiego. Zapewne Trzaskowski i Bosak, to nie chamy. Są kulturalni, wykształceni, co prawda Bosak mniej, ale potrafi on w sposób logiczny i zwarty artykułować swoje poglądy. Zaproszony do studia TVNu siada kulturalnie naprzeciw red. Olejnik. Olejnik pyta, on odpowiada. Jest dobrze, jest grzecznie. Red. OIejnik nie pyta się jak jeść bezę? Lecz o to, czy Bosak będzie głosował na PIS? Bosak ani nie potwierdza, ani także nie zaprzecza. Zapewne ma jeszcze szansę na jeden telefon do przyjaciela. Zupełnie jak w teleturnieju” Milionerzy”   

Zaś Trzaskowski także chamem nie jest. Jest jeszcze bardziej wykształcony. Ma drobny, 7-dniowy zarost, miły uśmiech, może nieco szyderczy, bezczelny, ale właśnie na tym polega jego urok. Co prawda Pol Pot, także miał miły uśmiech i może był nawet lepiej wykształcony niż Trzaskowski, ale proszę się nie obawiać, naprawdę żyjemy w spokojnej dostatniej Europie. I jedyne, co nam może się przytrafić, to to, że na ulicy wpadnie na nas rosły transwestyta na elektrycznej hulajnodze.

Jednakże powiedzmy sobie wprost. Już bez ironii i sarkazmu, Gdy Trzaskowski wygra wybory, i to jeszcze dzięki głosom Konfederacji, kraj nasz ogarnie szaleństwo skrajnej ideologii, która niczym jemioła oplecie całą Polskę.

Jaka wtedy zapanuje ideologia? Oczywiste, że postmarksizm. Reprezentowany u nas przez liberalną Platformę, plus lewacką SLD, plus energiczne kobiety w rodzaju TW Panna. Aktualnie bojowniczkę o LGBT i różne takie...

Dla przypomnienia, czym jest ów postmarksizm.

 Najkrócej, to porzucenie teorii klas i ucisku proletariatu na rzecz wyzwolenia mniejszości seksualnych. Już nie „ wielkie struktury” i motywacje ekonomiczne, co raczej poszukiwanie samorealizacji własnej seksualności. A wiec całkowicie nowa koncepcja człowieka. Także nowa definicja instytucji małżeństwa. Właśnie INSTYTUCJI w sensie socjologicznym, rodzicielskim, czy przekazywania tradycji.

Lecz na szczęście istnieje Konfederacja, która także ma plan. Gdy już znudzi się Polakom owa tęczowa nowoczesność, a PIS zejdzie śmiercią naturalną, wtedy do akcji wkroczą oni. Młodzi Konfederaci. Wierzą w Polskę Katolicką i Narodową. Wierzą w swą moc i siłę. Jednakże to dzieci we mgle, narodowej mgle, pełnej duchów i zwidów. Polskich chochołów. Owi dobosze narodowych spraw wykalkulowali sobie, że koniec końców, to właśnie oni obejmą pełną władze. Jednakże w tej mgle zbyt wiele jest niepewnych kalkulacji. Prostych wyobrażeń i politycznej naiwności.

xxx

A może się mylę. I Konfederacja obejmie jednak władzę. Jaka wtedy panowałaby polityczna rzeczywistość? Obawiam się, że zaczęto by sprawdzać, ile jest Polaka w Polaku, ile katolicyzmu w katoliku... Obawiam się także, że Polska stałaby się państwem karłowatym, chociażby z tego powodu, że ekonomiczni wolnościowcy ograniczyliby podatki do minimum. Państwo polskie jako stróż nocny. Taka a nie inna byłaby praktyczna konsekwencja owej polityki. W zasadzie, rozumienie państwa przez PO i Konfederacje jest tożsame. To tak, jakby były to dwie połówki tego samego jabłka. Postmarksistowska koncepcja człowieka także nie potrzebuje silnego państwa. W zasadzie żadnego państwa. Postmarksistowski człowiek zawsze będzie czuł się wyalienowany, gdy będzie musiał celebrować swoją historię i swoją państwowość. Tak naprawdę, żadne państwo nie jest mu potrzebne do szczęścia.

xxx

Tak. Nasz kraj był kiedyś wielki. I państwo było silne. Właśnie wtedy, gdy było narodowo różnorodne. Inne ludy lgnęły do nas. Chciały naszej kultury, uczyły się naszego języka. Polska była Res pubilką. Ową rzeczą stworzoną pospołu. Była rodzajem unii wolnych z wolnymi. I dopiero myśl endecka – przeniosła to wielkie mocarstwo wielokulturowe na własność etniczną Polaków. W tym amoku nacjonalistyczno endeckim, pewnie także Litwini mają pretensje do Polaków, ze nasza kultura ich wyssała. Pozbawiła ich języka, że ich szlachta praktycznie po litewsku nie mówiła. Uczyła się łaciny i polskiego, uczyła się w Krakowie jeść widelcem. Co mamy ma usprawiedliwienie? Może tylko to, że nasza Res publika w okresie rozkwitu, nie była imperialna, tak jak twierdziła w swoim noblowskim wykładzie pani Tokarczuk. Nie była imperialna, chociażby dlatego, że nie dokonywał się jakiś transfer majątków i dóbr w jedną stronę, do centrum Polski. Czy do Krakowa. Może i Radziwiłłowie i Sapiehowie budowali w Warszawie pałace, ale ich majątek powstał i rozwijał się na teranie dzisiejszej Litwy czy Ukrainy. Tam się bogacili.

Jeżeli właśnie wtedy, Polska a raczej Rzeczpospolita, była wielka, to dzięki sile kultury, w tym kultury politycznej. Tej kultury politycznej, która cechowała panów małopolskich, doprawdy ludzi młodych, trzydziestu kilku letnich, którzy w jakimś natchnieniu geopolitycznym zaproponowali na „ stanowisko” Króla, barbarzyńcę z Litwy. Genialny ruch, który wyznaczył jakże znamienne miejsce Rzeczpospolitej w Europie przez następne kilka stuleci.

Wykop Skomentuj169
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka