W samym centrum Warszawy, w środowy listopadowy ranek, ktoś porwał księgarnię Jakubowi Bułatowi. Nie byle jaką księgarnię – nie mały punkt księgarski, nie anonimową placówkę, ale doskonale znaną warszawiakom księgarnio-kawiarnię Tarabuk.
Nie do wiary? Tak właśnie było – pod pozorem „rozliczeń” zabrano wszystko, co do Tarabuka należało: książki, meble, komputery, kasy fiskalne, wyposażenie baru. Jakim prawem? Bez żadnego prawa! Ale minęły dwa miesiące i nic nie udało się odkręcić. Nie pomogła ani policja, ani mediacja. Powinna pomóc prokuratura, gdzie trafiło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Ale kiedy? Czas działa na niekorzyść księgarni.
Skąd wziął się Tarabuk?
Tarabuk to firma rodzinna. Założyli ją i prowadzą: Jakub Bułat i dwie Anny – żona Jakuba (zwana „Mamą Bułat”) i ich córka (zwana „małą Anią”). Jakub Bułat to zresztą propagator idei firm rodzinnych – działa w założonym przez Andrzeja Bliklego stowarzyszeniu Inicjatywa Firm Rodzinnych (był tam swego czasu członkiem Zarządu). W Polsce istnieje około 2 milionów firm rodzinnych. IFR zwraca uwagę na to, że „relacje rodzinne mogą być źródłem etycznego działania, wrażliwości na potrzeby drugiego człowieka, umiejętności pracy zespołowej, świadomego przywództwa, a przede wszystkim poczucia wspólnoty i lojalności”.
Dzięki miłej, rodzinnej atmosferze otwarta w 2005 roku na warszawskim Powiślu księgarnio-kawiarnia Tarabuk odniosła duży sukces. Stała się jednym z najważniejszych miejsc na kulturalnej mapie Powiśla. Blisko Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego – przychodzili studenci i profesorowie: po książki, na kawę, porozmawiać. A w Tarabuku zawsze były takie książki, których nie znajdzie się w Empiku. I na odwrót – nie było tytułów, królujących na listach bestsellerów. Tarabuk to nie market, ale księgarnia dla ludzi wymagających i ciekawych świata, dyskusji, zderzania poglądów.
Ale taka rozgadana, rozwichrzona księgarnio-kawiarnia nie pasowała do planów Spółdzielni Radna, która wynajmowała Tarabukowi lokal. Bułatowie dostali wymówienie, nie pomogła nawet głośna akcja „Ratujmy Tarabuka”. Pod koniec 2015 roku księgarnia musiała wynieść się ze swojej siedziby. Na jej miejscu jest teraz Targ Mięsny Browarna. Można tam kupić m.in. „polską wołowinę sezonowaną przez kilkanaście dni na sucho w specjalnie do tego przeznaczonej szafie. Do wyboru jest antrykot, rostbef, t-bone i porterhouse steak w cenach od 65 do 160 zł za kg”.
Nowy adres, nowy los
Jak mawiają: nowy adres to nowy los. W poszukiwaniu nowej lokalizacji Bułatowie trafili na Marszałkowską 7 do siedziby Stowarzyszenia Wolnego Słowa. SWS to wyjątkowa organizacja – skupia „artystów, dziennikarzy, drukarzy, kolporterów i podziemnych wydawców zaangażowanych w działalność niezależną w latach 1976–1989 oraz osoby zainteresowane problematyką wolności słowa”. Dawni działacze podziemia teraz często po różnych stronach politycznej barykady spotykają się tu, często też zabierają głos w sprawach naruszania wolności słowa w Polsce i nie tylko. Duży lokal przy Marszałkowskiej 7 został przyznany stowarzyszeniu przez miasto bez przetargu z preferencyjnym, niskim czynszem. Prezesem Stowarzyszenia jest Wojciech Borowik, dawny opozycjonista, członkiem zarządu (między innymi) Jacek Juzwa. Obok Stowarzyszenia funkcjonuje Fundacja Obywatelska Polska (Prezes Zarządu Jacek Juzwa, członek dwuosobowego Zarządu – Wojciech Borowik). Fundacja wynajmuje lokal wspólnie ze Stowarzyszeniem, w odróżnieniu od SWS prowadzi działalność gospodarczą.
Na jesieni 2015 lokal przy Marszałkowskiej 7 świeci pustkami. Kawiarnia, która miała tam siedzibę jest zamknięta, otwiera się tylko z okazji spotkań. Duże pomieszczenie – w sumie 279 m2 jest wykorzystywane w niewielkim stopniu. Dlatego też i Tarabuk, i Fundacja chętnie przystępują do rozmów. Ponieważ Fundacji nie wypada wprost podnająć lokalu, który ma od miasta po preferencyjnych stawkach, strony decydują się na następujące rozwiązanie: Fundacja powoła Zakład, nazwany Klubem, który prowadzić będzie kawiarnię i księgarnię.
Na początku grudnia podpisane są dwa dokumenty: Umowa – między Fundacją a Jakubem Bułatem i Porozumienie – między Fundacją, a dwiema osobami niezwiązanymi z Tarabukiem.
Według Umowy Jakub Bułat jest Zleceniodawcą, który powierza Fundacji prowadzenie księgarnio-kawiarni Tarabuk, w zamian za co płacić będzie Fundacji comiesięczną prowizję od obrotu i księgarni, i kawiarni.
Z kolei według Porozumienia dwie osoby (zwane „Inwestorami”) prowadzić mają na Marszałkowskiej księgarnio-kawiarnię i ośrodek kultury, za co mają płacić Fundacji 12 000 zł miesięcznie.
W grudniu 2015 Tarabuk znów otwiera podwoje. Na Marszałkowskiej 7.
To tylko awaria?
Działalność Tarabuka na Marszałkowskiej trwała ponad dziesięć miesięcy. W tym czasie udało się księgarni ściągnąć wielu starych klientów, choć obroty nie wróciły do poziomu z czasów funkcjonowania na Powiślu.
Umowa była wypełniana przez Tarabuka bez opóźnień. Księgarnia nigdy nie zalegała z płatnościami faktur wobec Fundacji. Problem w tym, że drugi dokument – czyli Porozumienie – w ogóle nie wkroczył w etap realizacji. Z dwójki „Inwestorów” jedna osoba niebawem dostała posadę w telewizji publicznej i kontakt się urwał, druga trochę pomagała w kawiarni, ale na tym się jej wkład kończył.
Tymczasem Fundacja żądała większych wpłat. Jakub Bułat odmawiał, powołując się na Umowę, przypominając, że płaci wszystko w terminie a czasem przed terminem.
Aż nadszedł 9 listopada 2016 roku. Pracownicy Tarabuka zastali zamknięte drzwi i kartkę: „Z powodu awarii lokal nieczynny do odwołania”. Co to za awaria? Przez cały dzień nie udało się skontaktować z nikim z fundacji. Dopiero dwa dni później, na kolejny monit przyszła od prezesa Juzwy nie odpowiedź, ale żądanie:
zapłaty kwoty 50 676,29 zł tytułem zaległych opłat wynikających z par.5 w związku z par. 6 ust. 1 Porozumienia z dnia 01.12.2015.
O czym mówią te paragrafy Porozumienie? Piąty to wysokość miesięcznej należności, ale kluczowy jest szósty. Otóż mówi on, że za zobowiązania wobec Fundacji odpowiadają solidarnie „Inwestorzy” wraz z innymi podmiotami (w tym Jakubem Bułatem). Tyle że Bułat stroną tego porozumienia nigdy nie był!
Sytuacja zrobiła się dramatyczna. W zamkniętym lokalu były książki warte ćwierć miliona złotych oraz wyposażenie księgarni. Żeby je odzyskać, Tarabuk miałby zapłacić w trzy dni 50 000 zł!
Czas akcji jest tutaj kluczowy. Listopad i grudzień to najlepsze miesiące w roku, gdyż ludzie kupują książki na prezenty. Poza tym, z książkami jest trochę jak z warzywami. Nie, fizycznie się nie psują, ale im dalej od premiery, tym trudniej sprzedać dany tytuł. Każdy dzień zwłoki w sprzedaży przynosi księgarni wymierne straty.
Czy Fundacja świadomie postawiła Tarabuka pod murem? Jeśli tak, to się przeliczono. Może dlatego, że Tarabuk nie miał tych dodatkowych pieniędzy, może dlatego, że Jakub Bułat sądził, że sytuacja prawna jest tak jasna, że łatwo będzie doprowadzić do odzyskania jego mienia.
Oczywiście czas działał na niekorzyść księgarni również pod tym względem, że duża część książek przekazana była Tarabukowi przez hurtownie z odroczonym terminem płatności. Jeśli książki by się nie sprzedały, Tarabuk miał prawo zwrotu. Ale jak zwrócić fizycznie książki, do których się nie ma dostępu? A jeśli się nie zwróci, trzeba za nie zapłacić. I jest to kwota rzędu kilkudziesięciu tysięcy.
Działania Fundacji wydawały się Tarabukowi bezprawne i łatwe do obalenia. Wezwano policję – ale poza spisaniem protokołu nie zrobiła nic. Złożono zawiadomienie do prokuratury. Sprawa toczy się własnym rytmem. Powolnym.
Czy Fundacja może ścigać Tarabuka za paragrafy umowy, której nie podpisał? Zapytaliśmy Jacka Juzwę, prezesa Fundacji. Odpowiedział m.in., że:
Firma Tarabuk nigdy nie prowadziła działalności przy ul. Marszałkowskiej 7. Działalność była prowadzona przez Zakład Fundacji Polska Obywatelska na podstawie Umowy Agencyjnej oraz Porozumienia powołującego Zakład Fundacji pod nazwą „Tarabuk”. P. Bułat stwarzał pozory, że działalność prowadzona jest przez Pana Jakuba Bułata w ramach jego firmy. Był to, oprócz kilkunastotysięcznego zadłużenia p. Bułata wobec Fundacji oraz systematycznego niewywiązywania się z w/w Umów i Porozumienia, powód rozwiązania przez Fundację współpracy z p. Bułatem.
Minęły już prawie dwa miesiące. Książki, meble, sprzęt, nawet pieniądze w kasie są niedostępne dla właściciela. Nie wydaje się jednak, by ktoś ze strony Fundacji je zabezpieczył. Na nasze pytanie o inwentaryzację i zabezpieczenie majątku Tarabuka prezes Juzwa nie odpowiedział.
* * *
Warto może jeszcze dodać, skąd wzięła się nazwa Tarabuk. Wuj Tarabuk to jeden z bohaterów genialnej książki Bolesława Leśmiana „Przygody Sindbada Żeglarza”. Tarabuk był poetą, który codziennie siadał nad brzegiem morza i – siedząc przy składanym stoliczku – pisał złotym piórem swoje wiersze. Pewnego dnia, gdy Tarabuka zmorzył sen, zerwała się wichura i wiatr porwał wszystkie jego wiersze do morza.
__________________________
Szerzej o działalności Fundacji Polska Obywatelska i Stowarzyszenia Wolnego Słowa napiszemy w następnym artykule.
PAWEŁ MIECZNIK
Tekst opublikowany na stronie: www.38milionow.pl





Komentarze
Pokaż komentarze