Milkną powoli echa wyborów do Parlamentu Europejskiego. Tylko i aż trzy dni minęły od momentu, gdy 24.5% z nas stawiło się w obwodowych komisjach wyborczych. Trzy dni mierzone czasem bohaterów tego europejskiego święta to na przykład tyle, ile spadochroniarz znad morza Krzaklewski potrzebował, by spod „samiuśkich Tater” przedostać się nad piękny Bałtyk, o ile zdecydował się na podróż z PKP. Dużo to czy mało?
Czy trzy dni to dość czasu by wytrzeźwieć, gdy odniosło się oszałamiający sukces na konto kogoś bardziej znanego, kogoś, komu w dodatku bez żadnej przesady przysługuje tytuł Pierwszego Polaka Na Emigracji.
Odłóżmy na bok te pytania. Wokół dzieją się rzeczy znacznie ważniejsze
Oto nie szczędząc sil i środków Unia Europejska dziarsko zabrała się do pracy.
Dziennik.pl:
Sąd w Luksemburgu nałożył na Polskę 12,5 mln euro kary. Sędziowie uznali, iż nasz kraj w chwili wejścia do Unii miał zbyt duże zapasy czosnku i pieczarek. Według trybunału oznaczało to, że chcieliśmy spekulować na handlu tymi produktami, wykorzystując wejście do Wspólnoty do podbicia cen.
Sędziowie okazali się jednak dość wyrozumiali. Choć uznali, że Komisja Europejska słusznie nałożyła na Polskę kary za nadmierne zapasy drobiu, wieprzowiny, sera, ryżu, masła, czosnku, pieczarek w zalewie oraz maślanki, nagromadzone w dniu wejścia do UE, to jednak znacznie zmniejszyła mandat. Zamiast 139 milionów euro, których domagała się Unia, skazano nas "tylko" na 12,5 miliona euro
Zuchwałością byłoby pytać dlaczego media nie ujawniły tej informacji przed wyborami lub czemu sędziowie z Luksemburga ukarali nas w imieniu pieczarkowych skrytozercow tuz po ogłoszeniu wyników do PE.
Jeśli ktoś z PT czytelników wie, niech milczy! Milosierdze luksemburskich jurystów jest wprawdzie wielkie – równa się 126.5 miliona euro – ale ma swoje granice. Dobrze wiemy, ze
spekulacja maślanką w przeddzień przystąpienia Polski do Unii to tylko czubek lodowej góry, oblodzony wierzchołek Mont Blanc. Na zdrowy europejski rozum tylko osobista interwencja któregoś z naszych mędrców (sam Wałęsa?) mogła sprawić, ze dobrzy sędziowie z Luksemburga nie wlepili nam gigantycznej kary za spekulacje innymi dobrami.
Europejska kontrola nadwiślańskich piwnic i spiżarek (spekulacja podgrzybkami i dynia w occie) z pewnością kosztowałaby Polskę kilkaset milionów euro. To tylko pierwszy z brzegu przykład. Nie chce nawet myśleć w jakim stanie byłby polski budżet gdyby luksemburski trybunał zechciał przyjrzeć się spekulacji takimi dobrami jak:
arak, skumbrie, tuszonka, pszenżyto, o rzeżusze nie wspominając.
To by dopiero była kompromitacja i blamaż. Na całego!


Komentarze
Pokaż komentarze (3)