Na łamach “Rzeczpospolitej” zainaugurowano nowy nurt w apologetyce III RP - winczorkizm. Autorem programowego tekstu jest, nietrudno się domyślić, zasłużony dla budowy podstaw ustrojowych III RP prof. Winczorek.
Współtwórca konstytucji z 1997 uważa, że opisywanie rajskiej krainy, w jakiej żyjemy od 1989 roku za pomocą odwołań do kategorii „postkomunizmu” jest bądź nieuzasadnione, bądź pozbawione walorów poznawczych.
Tak czy owak, przestrzega profesor, przypisując Polsce po komunizmie (postkomunistycznej?) wady ustrojowe, popełniamy grzech przesady. Nie ma w tym profesorskim napominaniu niczego specjalnie nowego. Podobne glosy słychać było i u zarania III RP i wówczas, gdy postkomuniści pod wodzą Millera sztukę bezczelnego zawłaszczania państwa wznosili na nieznane wcześniej wyżyny. Nie przesadzajmy z tym postkomunizmem - grzmiała stentorowym głosem (niektórzy twierdza, ze skrzeczała) pierwsza dama postkomunistycznego dziennikarstwa, red. Paradowska. Słyszymy je i dziś.
Profesorskie wołanie o umiar (postkomunistyczny?) nacechowane jest głębią historiozoficznej refleksji o powszechności negatywnych zjawisk i instytucji społecznych. Na próżno szukać tu naprędce skleconych analiz, chwiejnych argumentacji. Winczorek próbuje wręcz postkomunizm unieważnić przez odebranie mu jedyności. Okazuje się, że patologie występujące w III RP w nadmiarze to tylko „wady znane od zawsze”, wady-idee występujące pod każdą szerokością geograficzną, w teraźniejszości jak i w odległych epokach historycznych. Winczorek:
Niewydolne sądy? Proszę bardzo – dzisiejsze Włochy są ich pięknym przykładem. Bezkarność polskich elit politycznych i finansowych? A co powiedzieć o wieloletnim utrzymywaniu się przestępczych powiązań między politykami a gangsterami w amerykańskim stanie New Jersey, o których donosiła ostatnio także polska prasa?
Nie ma się więc czym przejmować, przeciwnie, mamy powody do dumy. W końcu trocheśmy jak Włosi, trochę jak Amerykany. Potencjał interpretacyjny winczorkizmu ogromny jest doprawdy i zdziwię się, jeśli rękawicy rzuconej przez profesora nie podejmą
tytani postkomunistycznego intelektu. Kiedy już tęgie umysły prof. prof. Kika i Reykowskiego oraz prof. Senyszyn dopracują winczorkizm w najdrobniejszych szczegółach, a red. Żakowski spopularyzuje genialną ideę na łamach „niezbędnika inteligenta”, może wreszcie uda mi się pozbyć tego natręctwa, może okiełznam niesforną wolę. Do tego czasu muszę pogodzić się z faktem, że postkomunizm kojarzyl i wciąż kojarzy mi się tylko z Bizancjum.
http://www.rp.pl/artykul/2,350703_Winczorek__Nie_przesadzajmy_z_tym_post__komunizmem_.html


Komentarze
Pokaż komentarze (9)