Czy mozna pytac na serio: kto zastapi Grada? Czy mozna na serio chciec wiedziec? Grada zastąpi Smród, a Smroda Trawa – mogłaby brzmieć odpowiedz. Bo to tak jakby za komuny zastanawiać się, bo ja wiem, nad zmianami w składzie WRON czy Radzie Państwa. Karuzela partyjnych nominacji kręciła się w zawrotnym tempie tylko dla ludzi reżimu i ich rodzin, oznaczając awans cywilizacyjny polegający na dostępie do sklepów za żółtymi firankami, tudzież częste wizyty w placówkach Pewexu no i rzecz jasna wyjazdy – głownie do Bułgarii. Zastąpienie partyjniaka X partyjniakiem Y w życiu obywatela PRL nie zmieniało zupełnie nic, gorzej, nawet zbiorowa wymiana wszystkich partyjniaków w wyniku niekończących się walk miedzy Puławami i Natolinem, bądź interwencji towarzyszy radzieckich, nie pozwalała patrzeć w przyszłość z choćby i odrobiną nadziei. Tak samo z wymienianiem Grada – zostanie czy odejdzie, nie zmieni się nic, przy czym ewentualne Grada odejście jest związane z ryzykiem - i to jest w stosunku do nieboszczki PRL nowość – że Grad będzie się chciał sprawdzić w biznesie. Jastrzębi naszego dziennikarstwa, poza wyjątkami, nie obchodzi, rzecz jasna, katarska kompromitacja ministra, ale kto by się tam przejmował. Kilkumiesięczne wodzenie za nos opinii publicznej w czterdziestomilionowym kraju to przecież niemal codzienność, ale i cena, która trzeba zapłacić, by czasy, w których Michnik z Podlizutem pocili się ze strachu, nie wróciły nigdy więcej
Pół biedy gdyby podobieństwa miedzy PRL a III RP pod rządami Platformy ograniczały się do gospodarki. Gorzej, że nieudolności lub po prostu zaniechaniu jakichkolwiek sensownych działań towarzyszy wzmożona „troska o bezpieczeństwo obywateli”. Troska mająca oblicze Panów Schetyny i Bondaryka, czyli z grubsza rzecz biorąc wytrawnych graczy, którzy już zdążyli sprawdzić się w biznesie, a teraz, jak słyszymy, zapragnęli sprawdzać biznesy innych, w planach zaś maja rutynowe kontrole stanu umysłów Polaków, którzy biznesmenami nie są. Okazuje się bowiem, że wbrew wcześniejszym zapewnieniom ludzie Schetyny z planów inwigilacji internautów wcale się nie wycofują. No, ale jeśli informacje dziennikarzy „Rzeczpospolitej” dementuje Paweł Graś, chyba nie pozostaje nam nic innego jak uznać, że jego wyjaśnienia maja mniej więcej taka wartość jak historia bawarskiego filantropa Paula Roglera.
http://www.rp.pl/artykul/5,360351.html


Komentarze
Pokaż komentarze (5)