Chamusie od reklamy, którzy de facto rządzą krajem, dobrze zdają sobie sprawę z faktu, że Polacy, zmęczeni absurdalnym bredzeniem o spokoju w polityce, mogą odczytać gest Kaczyńskiego jako przejaw odwagi i solidarności z narodem, który znalazł się w żelaznym uścisku kacapów. Robią więc wszystko, by na misję Kaczyńskiego storpedować.
Świeży incydent z pilotem lecącym do Azerbejdżanu zamiast Gruzji ukazuje to dobitnie.
I tu naprawdę zaczyna robić się groźnie. Jeśli bowiem rozkaz o zmianie kierunku lotu wyszedł z ministerstwa obrony, to z dużym prawdopodobieństwem, graniczącym z pewnością, stało się tak dlatego, by misji prezydenta zaszkodzić, pokazać, że „ten wstrętny Kaczor nie nadaje się do rządzenia”. W ten sposób partyjna wojenka rozpętana przez ludzi lichego formatu niespodziewanie znalazła kontynuację na arenie międzynarodowej. Nie wiem czy taka kategoria jak interes narodowy odgrywa jakąkolwiek rolę w decyzjach podejmowanych przez rząd. Obawiam się, że nie.
Czy o PiS lub PO słyszeli Gruzini, Amerykanie, Francuzi lub politycy jakiegokolwiek innego kraju? Z jednym wyjątkiem, z pewnością nie. Tym wyjątkiem są oczywiście Rosjanie. Intuicja podpowiada mi, że dziś znów świetnie wiedzą, którego z polskich polityków zaliczyć do przyjaciół moskali


Komentarze
Pokaż komentarze (2)