49 obserwujących
196 notek
650k odsłon
  1415   0

"Brutalny, bezrefleksyjny, fanatyczny" - ks. Isakowicz-Zaleski

Święte Kresy Wschodnie świętej Polski
Początkiem i końcem w hierarchii wartości Isakowicza-Zaleskiego jest sakralizacja polskości. Motorem sakralizacji jest rzymskokatolicki kler. Mechanizmem - opowiadanie o ofierze. Historyczna i etyczna wyjątkowość Polski, kleru rzymskokatolickiego, narodu i państwa zagłusza przez pełną relatywizację cierpienia innych ludzi podczas II wojny światowej. W jego poglądach Holokaust to tylko tło dla porównania i odkrycia polskiej super-tragedii na Kresach. Z sakralizacją ciężko się walczy, jako że przenika się ona ze sferą irracjonalną, jest całkowicie wroga trzeźwemu i krytycznemu podejściu do narodu jako podmiotu historii.

Isakowicz-Zaleski czy Szeptycki?..
Ksiądz Isakowicz-Zaleski w swoich przemyśleniach na tematy ukraińskie może liczyć na pewne zrozumienie, współczucie czy nawet milczącą przychylność hierarchii czy szeregowego kleru w Polsce. To jest grunt, który on zna i który go zna jak swego. Krytyka pragnienia Ukrainy bycia wolnym krajem wolnych ludzi to wielkie, przepiękne i niemal cudowne przeznaczenie Isakowicza-Zaleskiego na łonie kleru rzymskokatolickiego. Dzięki temu może on działać. Z uwagi na swój religijno-narodowy szowinizm, Isakowicz-Zaleski na przykład nie rozumie uniwersalizmu pasterskiego listu metropolity Andrzeja Szeptyckiego „Nie zabijaj!" (1943r.) [Huk mija się z prawdą, list ten został wydany w 1942r., co jest istotne - przyp. D.B.], w którym autor nie rozróżnia ludzi wg nacji i nawołuje do poszanowania każdego życia w każdym jego przejawie. Dla Isakowicza-Zaleskiego życie Polaka jest cenniejsze od życia Ukraińca. Na dzisiaj brak najmniejszej krytycznej reakcji rzymskokatolickiej hierarchii w Polsce na nieprawdę, jaką propaguje on odnośnie kościoła greckokatolickiego i metropolity A. Szeptyckiego. Karta którego z dwóch księży okaże się silniejsza dla episkopatu Polski: Isakowicza-Zaleskiego czy Szeptyckiego? To jest podarunek, a jednocześnie jak się można spodziewać, wyzwanie, jakie on rzucił najwyższej władzy łacińskich katolików w kraju nad Wisłą.
Póki co ze środowiska episkopatu można było odczuć tylko dwa krytyczne głosy: arcybiskupa metropolity Iwana Martyniaka (29 września) i biskupa Wołodymyra Juszczaka. Obydwaj to greckokatoliccy władycy. Oskarżyciel ich wielkiego poprzednika czekał na tę krytykę i był po swojemu przygotowany. „To bezprecedensowa sytuacja: przedstawiciel obrządku, który ma nieczyste sumienie, próbuje decydować, kto może i co może pisać. Taka polityka prowadzi do katastrofy nasze społeczeństwo" - odpowiedział on władyce I. Martyniakowi podczas jednego z autorskich spotkań i dodał: „Według jego poglądu winnym nie jest esesman, nie upowiec, nie ten, kto święcił sztandary SS, lecz ten, kto o tym mówi..." Jego krytyka listu władyki W. Juszczaka jest taka: relatywizm, zrównywanie rozmiarów polskich i ukraińskich ofiar konfliktu, zrzucanie winy na radzieckich partyzantów... Jest zdziwiony reakcją greckokatolickich hierarchów, jaka według jego poglądu nie powinna mieć miejsca, jako że ludobójstwo dokonane przez OUN to historyczny fakt.

Diagnoza Isakowicza
Cała twórczość Isakowicza-Zaleskiego wpisuje się w polską rzeczywistość w takich sferach:
1)Kościół rzymskokatolicki
2)społeczeństwo
3)polityka
4)media
5)historiografia

1) Stanowisko kleru KK w Polsce odnośnie zrozumienia wydarzeń na wschodnich Kresach w 1943-1944r. nie budzi wątpliwości - pielęgnuje on wykrzywioną pamięć o cierpieniach Polaków, jest zainteresowany w utrzymaniu mitu o wschodniej misji polskiego katolicyzmu. Wydarzenia na Kresach są niewidzialną częścią współczesnego eposu kleru rzymskokatolickiego, świadczącą o krwawej więzi własnej doli z dolą polskiej nacji i jej ofiarami. W swojej nauce polskie duchowieństwo nie wyrobiło mowy uniwersalnej, nienarodowej, wolnej od ograniczeń związanych z historią swojej polityczno-państwowej ojczyzny Polski. Katastrofalne, że ściśle narodowy sposób interpretacji przez kler ukraińskiej spuścizny w nauczaniu Jana Pawła II, głębokie zapomnienie jego lwowskiego wołania „Zasypujcie rowy nienawiści!" dopełnia budowaną przez stulecia strategię polskiego duchowieństwa wobec ukraińskiego narodu, wobec Kościołów greckokatolickiego i prawosławnego. Kierownictwo rzymskokatolickiej kościelnej administracji w Polsce nie dopuszcza możliwości, że jej obecność w przeszłości na ukraińskich ziemiach Rzeczypospolitej zaprzeczała wskazówkom Boskiego nauczania Jezusa Chrystusa.
2) Polskie społeczeństwo nie stworzyło instytucji badawczych mogących wyjść poza narodowe i państwowe zamówienia na jednoznacznie propolską wizję historii Polaków, polskich ziem i państwa polskiego. Gdyby ktoś pokazał mi naukową instytucję ds. studiów ukraińskich, finansowaną przez kilku polskich oświeconych [високоосвіченими] biznesmenów, nie uwierzyłbym, dopóki bym nie dotknął. Takie instytucje dzięki bogatym sponsorom dawno powstały na Zachodzie, a ich rola w obiektywnym badaniu historii Ukraińców w USA, Wielkiej Brytanii czy Niemczech jest godna naśladowania i rozgłoszenia w kraju nad Wisłą. Ich brak jest spowodowany dwoma czynnikami: finansowym ubóstwem Polaków i społeczeństwa oraz brakiem zainteresowania tego społeczeństwa poznawaniem takiej historii, która byłaby niewygodna, wieloznaczna, czasem, wydawałoby się, antypolska.
3) Polscy politycy są zależni od wyborców, którym najbliższy jest prymitywny wariant rozumienia własnej historii jako historii narodu godnego, pracowitego, kulturalnego, który zaznał wyniszczenia od niesprawiedliwych sąsiadów, a potem od byłych mieszkańców wspólnego domu - Ukraińców. Schlebianie niskim społecznym instynktom było widoczne tuż przed lipcem w przygotowaniach Polskiego Stronnictwa Ludowego do przyjęcia przez Sejm uchwały z okazji ludobójstwa na wschodnich Kresach (już raz przyjętej, 2003r.)
4) Masowe media w Polsce przez ostatnie 3-4 lata skręcały stopniowo w prawo i nawet słusznemu historycznemu interpretatorowi - kolektywowi „Gazety Wyborczej" nie starczyło sił w zderzeniu ze społecznym oczekiwaniem. Modelowym jest, że „Gazeta Wyborcza" w 2008r. zdołała wydać tylko swój dorobek z dyskusji sprzed pięciu laty o wydarzeniach na Kresach, a nowych polemicznych tekstów czy interpretacji nie ma. Isakowicz-Zaleski stał się natomiast stałym gościem wszystkich wydań polskich mediów, które co prawda nie zawsze go wspierają, ale jednak nie występują przeciwko niemu.
5) Sposobem postawienia ukraińskich problemów przez Isakowicza polska intelektualna elita okazała się niezainteresowana lub była wobec niego bezradna. Od 1989r. elita ta była niezdolna do nieuprzedzonego ukazania obecności Polski na ukraińskich ziemiach - i dlatego dzisiaj przegrywa. Podstawy polskiej historiografii lekko poddały się presji interpretacji księdza z Krakowa. Ona nie posiada zbioru takich dzieł, które stanowiłyby niewzruszone zaprzeczenie czy sprostowanie jego poglądów. Co prawda istnieją pojedynczy autorzy i książki, ale giną w zalewie historyczno-narodowej hagiografii.

Lubię to! Skomentuj18 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura