BoanergesX BoanergesX
241
BLOG

Planetoida

BoanergesX BoanergesX Rozmaitości Obserwuj notkę 0

 Koledzy. Koledzy bywają czasami przydatni, a nawet bardzo przydatni. Dawno, dawno temu w odległej mieścinie, kiedy jeszcze byłem młody i nie obarczony wszystkimi więzami tego świata, miałem kolegów. Tak, jednak ich miałem. Wiem, że to może być mało wiarygodne, a jednak. Ci koledzy nie byli tacy zwykli. Byli to najprawdopodobniej koledzy pisani przez dużą literę K. Nie wiem dlaczego i nadal się zastanawiam nad tym, ale traktowali mnie jako swego jedynego w rodzaju specjalistę czyli Wielką Encyklopedię Powszechną z odchyleniami teologiczno-religioznawczymi. Pewnego pięknego dnia, po długiej dyskusji na przeróżne tematy zaczynając od historycznych, przez polityczne, a kończąc na krytyce filmowej, padło z ich strony dość tajemnicze i niezwykłe pytanie. Prawdopodobnie tak ono brzmiało, choć cytuję z pamięci, a pamięć mam dobrą choć krótką: - Wierzysz że istnieje życie w kosmosie? - na chwilę świat się zatrzymał. Popatrzyłem na nich jak na obłąkańców, którzy zawinięci w kaftany bezpieczeństwa, próbowali nie zwariować w swoim szaleństwie. Oj, przyszło mi do głowy wiele myśli, wiele błędnych myśli, jednak powstrzymałem je i zacząłem swoją gawędę w celu zaspokojenia tych niedźwiedzi łaknących baśni. - Wierzyć to można komuś lub Bogu! - odpowiedziałem z nutą dominacji, a na mojej twarzy pojawił się lekki uśmieszek, który pokazywał moją chytrość i spryt retoryczny w tej odpowiedzi. - Ja wiem, że istnieje życie w kosmosie, a najlepszym dowodem tego jest nasza planeta Ziemia, gdyż ona jest żyjąca i jest w kosmosie. - zakończyłem triumfalnie i mogłem się przez chwilę rozkoszować zwycięstwem w pięknym stylu. Oczywiście, zaraz dopadła mnie twarda rzeczywistość. Kolegów nie usatysfakcjonowała moja odpowiedź. Powiedzieli żebym był poważny, gdyż dla nich to sprawa poważna i wielkiej wagi. Wytłumaczyli mi, tak jak dziecku się tłumaczy, że chodzi o kosmitów, inne cywilizacje w kosmosie, życie na innych planetach i inne bzdury przedstawiane głównie w filmach fantastycznonaukowych. Zapytali mnie także co sądzi, o tym Kościół powszechny. Ja im odpowiedziałem, że nie mam pojęcia co Kościół sądzi o tych sprawach przedstawianych w filmach fantastycznonaukowych i w ogóle o filmach. Powiedziałem też, że Watykan jest posiadaczem chyba kilku Obserwatoriów Astronomicznych, więc coś jest na rzeczy. Mogłem im przedstawić jedynie moją subiektywną i osobistą teorię na te sprawy o których nikt-nie-mówi-poważnie, jednak ostrzegłem ich, by się przygotowali, ponieważ to może być niezgodne z ich mitami postrzegania tych spraw. Podejrzliwie, acz z ciekawością, się zgodzili.

Teraz muszę przerwać tą opowieść, gdyż z moich zakamarków pamięci wypełzła pewna sytuacja, którą doświadczyłem i tyczy się tego jak próbując niszczyć mity w które wierzy dana osoba, takie praktyki kończą się zwykle źle. Pracowałem niegdyś w jednej z korporacji. Poznałem tam wiele różnych osób. Do ciekawych osób mogę zaliczyć pewną młodą osobę. Osoba ta była piękna, więc po prostu była to niewiasta i to jeszcze młoda, przyszła Pani Student. Rozmawiało się z nią miło i co ciekawe chciała słuchać, aż do tego ponurego dnia, mimo iż za oknem była piękna pogoda. Rozgadałem się o pozycji niewiast w życiu prywatnym w XV i XVI wieku na terenach Polski. Końcowym wnioskiem tego mojego wywodu było to, że niewiasta w hierarchii tamtych czasów stała znacznie wyżej, a jej rola była znacznie większa niż obecnie, w tych naszych czasach. Wiem co mówię, gdyż w moim rodzinnym domu było niewiast pod dostatkiem, a i wiele cioć oraz sąsiadek do nas zaglądało. Wtedy w oczach tej młodej niewiasty rozpalił się płomień i powiedziała mi bez ogródek, prosto w twarz, słowami spokojnymi lecz z treści agresywnymi, że teraz mamy równouprawnienie, że kobiety są wolne, mogą robić karierę, żyć samodzielnie, że to są czasy postępu, a nie tam jakiś średniowiecznych zabobonów, że to są znacznie lepsze czasy niż w przeszłości. - I dlatego ty musisz pracować jak niewolnica w tym obozie pracy. - odrzekłem spokojnie. Ten kontrargument był bezlitosny i okrutny, gdyż wykorzystałem to przed czym w amerykańskich filmach ostrzega policja: „Masz prawo zachować milczenie. Wszystko co powiesz może być wykorzystane przeciw tobie.”. Młoda niewiasta parokrotnie narzekał na swoją pracę używając słów „niewolnica” i „obóz pracy”. Na tym skończyło się dialogowanie i do końca jej tymczasowej pracy, już się do mnie nie odezwała. Naruszyłem tą wypowiedziom jej dwa mity. Feministyczny, który do tej notki nie jest przydatny oraz mit mówiący o tym że żyjemy w czasach postępu, najbardziej cywilizowanych, najbardziej zrewolucjonizowanych przemysłowo i technologicznie. Jest to nieprawda.

Wracam do opowieści o kosmitach. Przystąpiłem uroczyście i powoli wypowiadać słowa mojej teorii o kosmitach. Stwierdziłem, że jeżeli jacyś kosmici istnieją na jakichś innych planetach, to są to ludzie, a co ciekawe są oni potomkami Ziemian. Tak, są to ludzie tacy jak my. Mogą się oni wprawdzie różnić od nas wyglądem, gdyż geny mogą zupełnie inaczej działać w innych warunkach planetarnych i dlatego może powstać różny fenotyp (wygląd). Mogą być oni fioletowi, zieloni, błękitni, z siedmioma rękoma i trzema głowami, ale nadal to będą ludzie tacy jak my, oczywiście chodzi o genotyp. Swoją teorię oparłem na klasyku i to klasyku święty, który tak określił osiągnięcia ludzkości - „Nic nowego na tym świecie nie wymyślono” - czy jakoś podobnie. Skoro teraz potrafimy lecieć w kosmos, to i wcześniej też ktoś mógł to zrobić. Teraz zapewne włącza się czerwone światło i jest ono związane właśnie z mitem zaprezentowanym w tej anegdocie podanej wyżej. Ja tylko napisze, że należy je wyłączyć, przez odcięcie kabli zasilania od tego mitu. Co do technologicznego zaplecza ludzi z przeszłości to mogę tylko napisać, że mimo naszej przeogromnej i wspaniałej technologi to nadal nie wiemy, a tym bardziej nie potrafimy zbudować piramid egipskich i katedr gotyckich, odwzorować układu mechanicznego katapult rzymskich oraz odkodować procesu wytwarzania stali damasceńskiej.

W kosmosie są ludzie.

BoanergesX
O mnie BoanergesX

"W ostatecznym rozrachunku nie będzie ważne, czy pisaliśmy dobrze czy kiepsko, czy walczyliśmy szpadą czy cepem, ważne będzie po której stronie walczyliśmy." i "Gdyby ludzie myśleli niezależnie - to jest, niezależnie od innych ludzi - każdy zaczynałby rozumować zawsze od początku i docierał prawdopodobnie tam, gdzie dotarł przed nim jego ojciec. Postęp, o ile w ogóle istnieje, musi oznaczać wnikliwe studia nad przeszłością i przejęcie całego jej dziedzictwa." G. K. Chesterton "To co wiem, już mi w pełni wystarczy. Jesteśmy w strasznym stanie. To co oni z nami zrobili, i to cośmy ze sobą pozwolili zrobić, woła o pomstę do Nieba. Mam nadzieję, że Pan Bóg jest naprawdę nieskończenie wyrozumiały." Krzysztof Osiejuk „Jeśli chcecie mnie obrazić, to nazywajcie mnie dziennikarzem” Ja

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości