Koledzy. Koledzy bywają czasami przydatni, a nawet bardzo przydatni. Dawno, dawno temu w odległej mieścinie, kiedy jeszcze byłem młody i nie obarczony wszystkimi więzami tego świata, miałem kolegów. Tak, jednak ich miałem. Wiem, że to może być mało wiarygodne, a jednak. Ci koledzy nie byli tacy zwykli. Byli to najprawdopodobniej koledzy pisani przez dużą literę K. Nie wiem dlaczego i nadal się zastanawiam nad tym, ale traktowali mnie jako swego jedynego w rodzaju specjalistę czyli Wielką Encyklopedię Powszechną z odchyleniami teologiczno-religioznawczymi. Pewnego pięknego dnia, po długiej dyskusji na przeróżne tematy zaczynając od historycznych, przez polityczne, a kończąc na krytyce filmowej, padło z ich strony dość tajemnicze i niezwykłe pytanie. Prawdopodobnie tak ono brzmiało, choć cytuję z pamięci, a pamięć mam dobrą choć krótką: - Wierzysz że istnieje życie w kosmosie? - na chwilę świat się zatrzymał. Popatrzyłem na nich jak na obłąkańców, którzy zawinięci w kaftany bezpieczeństwa, próbowali nie zwariować w swoim szaleństwie. Oj, przyszło mi do głowy wiele myśli, wiele błędnych myśli, jednak powstrzymałem je i zacząłem swoją gawędę w celu zaspokojenia tych niedźwiedzi łaknących baśni. - Wierzyć to można komuś lub Bogu! - odpowiedziałem z nutą dominacji, a na mojej twarzy pojawił się lekki uśmieszek, który pokazywał moją chytrość i spryt retoryczny w tej odpowiedzi. - Ja wiem, że istnieje życie w kosmosie, a najlepszym dowodem tego jest nasza planeta Ziemia, gdyż ona jest żyjąca i jest w kosmosie. - zakończyłem triumfalnie i mogłem się przez chwilę rozkoszować zwycięstwem w pięknym stylu. Oczywiście, zaraz dopadła mnie twarda rzeczywistość. Kolegów nie usatysfakcjonowała moja odpowiedź. Powiedzieli żebym był poważny, gdyż dla nich to sprawa poważna i wielkiej wagi. Wytłumaczyli mi, tak jak dziecku się tłumaczy, że chodzi o kosmitów, inne cywilizacje w kosmosie, życie na innych planetach i inne bzdury przedstawiane głównie w filmach fantastycznonaukowych. Zapytali mnie także co sądzi, o tym Kościół powszechny. Ja im odpowiedziałem, że nie mam pojęcia co Kościół sądzi o tych sprawach przedstawianych w filmach fantastycznonaukowych i w ogóle o filmach. Powiedziałem też, że Watykan jest posiadaczem chyba kilku Obserwatoriów Astronomicznych, więc coś jest na rzeczy. Mogłem im przedstawić jedynie moją subiektywną i osobistą teorię na te sprawy o których nikt-nie-mówi-poważnie, jednak ostrzegłem ich, by się przygotowali, ponieważ to może być niezgodne z ich mitami postrzegania tych spraw. Podejrzliwie, acz z ciekawością, się zgodzili.
Teraz muszę przerwać tą opowieść, gdyż z moich zakamarków pamięci wypełzła pewna sytuacja, którą doświadczyłem i tyczy się tego jak próbując niszczyć mity w które wierzy dana osoba, takie praktyki kończą się zwykle źle. Pracowałem niegdyś w jednej z korporacji. Poznałem tam wiele różnych osób. Do ciekawych osób mogę zaliczyć pewną młodą osobę. Osoba ta była piękna, więc po prostu była to niewiasta i to jeszcze młoda, przyszła Pani Student. Rozmawiało się z nią miło i co ciekawe chciała słuchać, aż do tego ponurego dnia, mimo iż za oknem była piękna pogoda. Rozgadałem się o pozycji niewiast w życiu prywatnym w XV i XVI wieku na terenach Polski. Końcowym wnioskiem tego mojego wywodu było to, że niewiasta w hierarchii tamtych czasów stała znacznie wyżej, a jej rola była znacznie większa niż obecnie, w tych naszych czasach. Wiem co mówię, gdyż w moim rodzinnym domu było niewiast pod dostatkiem, a i wiele cioć oraz sąsiadek do nas zaglądało. Wtedy w oczach tej młodej niewiasty rozpalił się płomień i powiedziała mi bez ogródek, prosto w twarz, słowami spokojnymi lecz z treści agresywnymi, że teraz mamy równouprawnienie, że kobiety są wolne, mogą robić karierę, żyć samodzielnie, że to są czasy postępu, a nie tam jakiś średniowiecznych zabobonów, że to są znacznie lepsze czasy niż w przeszłości. - I dlatego ty musisz pracować jak niewolnica w tym obozie pracy. - odrzekłem spokojnie. Ten kontrargument był bezlitosny i okrutny, gdyż wykorzystałem to przed czym w amerykańskich filmach ostrzega policja: „Masz prawo zachować milczenie. Wszystko co powiesz może być wykorzystane przeciw tobie.”. Młoda niewiasta parokrotnie narzekał na swoją pracę używając słów „niewolnica” i „obóz pracy”. Na tym skończyło się dialogowanie i do końca jej tymczasowej pracy, już się do mnie nie odezwała. Naruszyłem tą wypowiedziom jej dwa mity. Feministyczny, który do tej notki nie jest przydatny oraz mit mówiący o tym że żyjemy w czasach postępu, najbardziej cywilizowanych, najbardziej zrewolucjonizowanych przemysłowo i technologicznie. Jest to nieprawda.
Wracam do opowieści o kosmitach. Przystąpiłem uroczyście i powoli wypowiadać słowa mojej teorii o kosmitach. Stwierdziłem, że jeżeli jacyś kosmici istnieją na jakichś innych planetach, to są to ludzie, a co ciekawe są oni potomkami Ziemian. Tak, są to ludzie tacy jak my. Mogą się oni wprawdzie różnić od nas wyglądem, gdyż geny mogą zupełnie inaczej działać w innych warunkach planetarnych i dlatego może powstać różny fenotyp (wygląd). Mogą być oni fioletowi, zieloni, błękitni, z siedmioma rękoma i trzema głowami, ale nadal to będą ludzie tacy jak my, oczywiście chodzi o genotyp. Swoją teorię oparłem na klasyku i to klasyku święty, który tak określił osiągnięcia ludzkości - „Nic nowego na tym świecie nie wymyślono” - czy jakoś podobnie. Skoro teraz potrafimy lecieć w kosmos, to i wcześniej też ktoś mógł to zrobić. Teraz zapewne włącza się czerwone światło i jest ono związane właśnie z mitem zaprezentowanym w tej anegdocie podanej wyżej. Ja tylko napisze, że należy je wyłączyć, przez odcięcie kabli zasilania od tego mitu. Co do technologicznego zaplecza ludzi z przeszłości to mogę tylko napisać, że mimo naszej przeogromnej i wspaniałej technologi to nadal nie wiemy, a tym bardziej nie potrafimy zbudować piramid egipskich i katedr gotyckich, odwzorować układu mechanicznego katapult rzymskich oraz odkodować procesu wytwarzania stali damasceńskiej.
W kosmosie są ludzie.


Komentarze
Pokaż komentarze