Za finansowaniem partii z budżetu przemawiają ważkie racje, dlatego nigdy nie byłem i nie jestem zwolennikiem całkowitego zniesienia subwencji. Nawet niedoskonała reprezentatywność systemu partyjnego i uniezależnienie go od nacisków lobbies to z pewnością wartości, dla jakich warto poświęcić nieco publicznego grosza. Problem w tym, że dotychczasowy model finansowania partii okazał się wysoce wadliwy i jest odpowiedzialny za dużą część patologii polskiej polityki.
Fundamentalną wadą dotychczasowego modelu jest zapewnienie partiom możliwości funkcjonowania w niemal całkowitym oderwaniu od bazy społecznej. Partie nie muszą zabiegać o poparcie „na dole”, gdyż posiadane środki pozwalają im na mamienie społeczeństwa „od góry” za pomocą zmasowanych kampanii medialnych. Prowadzi to do alienacji ich aparatów i całkowitego uwiądu wewnątrzpartyjnej dyskusji. Wyemitowanie jednego spotu reklamowego jest znacznie prostszą metodą pozyskiwania poparcia niż rozmaite akcje „na dole”, odwołujące się czy to do metod tradycyjnych, czy to do nowych technik komunikacji. W efekcie partyjne aparaty w stosunkowo niewielkim stopniu zależą od partyjnych dołów i nie muszą się z nimi liczyć, ani zabiegać o rozbudowę struktur lokalnych. Od takich krajów jak Niemcy, Wielka Brytania czy USA dzielą nas pod tym względem lata świetlne, co ma bardzo konkretne przełożenie na jakość polskiej demokracji, mającej – o czym w Salonie nie trzeba chyba specjalnie nikogo przekonywać – charakter właściwie fasadowy. W jakiejś notce napisałem kiedyś, że kariera taka, jak kariera Baracka Obamy, nie byłaby w Polsce możliwa. Jednym z głównych powodów tego stanu rzeczy jest właśnie dotychczasowy model finansowania partii, umożliwiający partyjnym aparatom dławienie w zarodku prób ich oddolnej demokratyzacji.
Co w zamian? – Ograniczenie subwencji do minimum koniecznego dla normalnego funkcjonowania partii, przy jednoczesnym zakazie finansowania spektakularnych kampanii medialnych. W tej sytuacji partie byłyby zmuszone zacząć rozbudowywać swą społeczną bazę, co w konsekwencji powinno je uczynić organizacjami bardziej demokratycznymi niż obecnie. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że przyjęcie takieg modelu może zrodzić inne problemy, np. w postaci wzrostu znaczenia nieformalnych powiązań partii z mediami, zwłaszcza elektronicznymi, lecz chyba warto byłoby spróbować. Osobną kkwestią pozostaje oczywiście, na ile obecne zmiany mogą się przyczynić do ewolucji w tym kierunku. Samo ograniczenie subwencji bez zmiany prawnych ram działaności partii, zmieni pewnie nie za wiele, ale nawet jeśli jedynym efektem będzie wprowadzenie nieco ruchu na „zabetonowanej” scenie polskiej polityki, to wystarczy. I nie ma się co przejmować tym, że chwilowo zwiększy to jeszcze dominację PO, gdyż ta przecież i tak robi już co chce. No i nie bez znaczenia jest możliwość zaoszczędzenia trochę publicznego grosza. Wprawdzie 57 milionów to w skali całego budżetu niewiele, ale można ów grosz zużytkować sensowniej niż kręcąc za niego bajki o drugiej Irlandii czy komedie o „Mordzie ty mojej”.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)