Liudprand Liudprand
572
BLOG

Problem z Grossem

Liudprand Liudprand Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 5

Do „polsko-żydowskich” książek Jana Tomasza Grossa mam stosunek ambiwalentny. Z jednej strony uznaję za wartośc fakt, że wprowadzają one do debaty publicznej tematy, które niewątpliwie na to zasługują, z drugiej jednak razi mnie moralistyczne zadęcie ich autora, jego metodologiczna dezynwoltura, a przede wszystkim łatwość, z jaką formułuje Gross generalizujące sądy na temat stosunku Polaków do Żydów w czasie drugiej wojny i krótko po niej.

 

Chociaż operuje Gross w swoich książkach stosunkowo niewielką liczbą informacji źródłowych, to jednak konstruuje swą narrację w taki sposób, że po przeczytaniu jego książek ma się wrażenie generalnego ześwinienia Polaków w okresie niemieckiej okupacji. Uderzające jest zwłaszcza to, że Gross jako socjolog nie próbuje chociażby w przybliżeniu określić zasięgu opisywanych przez siebie zjawisk, sugerując raz bardziej raz mniej otwarcie, że zoologiczny antysemityzm stanowił swoisty mainstream polskiego społeczeństwa tamtego czasu. Co ciekawe, owa niezdolność do bardziej precyzyjnego opisu działa tylko w jedną stronę, kiedy bowiem zajmuje się Gross np. kwestią kolaboracji Żydów z Sowietami czy ich udziałem w aparacie przemocy Polski Ludowej odzyskuje nagle zdolność do precyzjnej kwantyfikacji, starając się w obu wypadkach przedstawić owe zjawiska jako niewiele znaczący margines. Dodajmy, że jednocześnie bagatelizuje skalę pomocy udzielanej Żydom przez Polaków, chociaż, jak wiele na to wskazuje, skala ta nie była wcale mała (sześć tysięcy drzewek w Yad Vashem to tylko fragment całości – historie zakończone happy endem).

 

Powyższa cecha pisarstwa Grossa przywodzi mi na myśl poruszający do głębi pamiętnik otwockiego Żyda, Calka Perechodnika, zawierający zapis losów swojego autora w okresie okupacji. Otóż odnosząc się do kwestii postaw Polaków do Żydów Perechodnik formułuje w pewnym miejscu myśl następującą: chociaż skala podłości polskiej wobec Żydów jest ogromna, to jednak nie można obwiniać o tę podłość całego polskiego narodu. Winien tej podłości jest jedynie motłoch, który jednak stanowi aż połowę polskiego społeczeństwa. To, na ile precyzyjnie Perechodnik określił „współczynnik motłochizacji” polskiego społeczeństwa, nie jest w tym miejscu ważne. Ważne jest to, że stara się on wyważyć proporcje pomiędzy negatywnymi a pozytywnymi postawami Polaków wobec Żydów. Tym samym wdeptany przez Historię w ziemię polski Żyd wykazuje się większą intelektualną uczciwością niż profesor uniwersytetu w Princeton, J. T. Gross. Nawiasem mówiąc, ten ostatni pomija całkowicie w „Strachu” pamiętnik Perechodnika, chociaż jest to kapitalne źródło do problematyki poruszanej w tej książce. Czyżby Perechodnik ze swoim fifty fifty niezbyt dobrze pasował do koncepcji?

 

Przy wszystkich swoich mankamentach „polsko-żydowskie” książki Grossa nie są jednak całkowicie pozbawione wartości, gdyż zawierają niejedną trafną myśl i generalnie dotyczą problemu, który – niestety – nie jest bynajmniej urojeniem zoologicznych polakożerców. Jakkolwiek krytycznie nie ocenialibyśmy „Sąsiadów”, to w świetle naszej obecnej wiedzy nie można zaprzeczyć, że w lecie 1941 r. w Jedwabnem doszło do masakry żydowskich mieszkańców tego miasteczka, i że wydatny udział w tej masakrze miała jakaś liczba polskich mieszkańców. Jest faktem zjawisko szmalcownictwa, grabienia żydowskiego majątku, bezlitosnego obdzierania z pieniędzy szukających ratunku Żydów, czy publicznego demaskowania Żydów przebywających po aryjskiej stronie (vide znowu pamiętnik Perechodnika). Jest również faktem, że jakaś – chyba niemała – część polskiego społeczeństwa traktowała zagładę Żydów jako spełnienie snu o Polsce bez Żydów. Tego rodzaju akcenty pojawiają się chociażby w prasie podziemnej obozu narodowego, a i ja osobiście kilkadziesiąt lat po wojnie miałem okazję spotkać się z takim poglądem. O istnieniu takiej postawy świadczy również pośrednio słynny „Protest” Zofii Kossak-Szczuckiej z 1942 r. Treść tej odezwy, zawierającej kategoryczne potępienie ludobójstwa dokonywanego na Żydach przez Niemców, przynosi chlubę swojej autorce, nie będącej bynajmniej filosemitką, zarazem jednak świadczy o tym, że wedle jej percepcji wielu rodaków nie podzielało jej poglądu na sprawę. Odezwa ta bowiem nie jest wcale w pierwszym rzędzie wymierzona w niemieckie ludobójstwo, ale w postawę swoistej satysfakcji z powodu likwidacji przez Niemców problemu żydowskiej mniejszości. Tak więc coś jest na rzeczy i należy oddać sprawiedliwość Grossowi, że daje nam okazję do przemyślenia pewnych aspektów naszej historii. Zarazem jednak należałoby mu życzyć, by w swoich dociekaniach był bardziej wyczulony na kwestię proporcji. Jak bowiem rzecze mędrzec, pół prawdy to całe kłamstwo.

 

Liudprand
O mnie Liudprand

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Kultura