Druga niedziela stycznia i znów, jak co roku, miliony Polaków mobilizują siebie oraz swoje portfele na myśl o nowiuśkich respiratorach i innych urządzeniach niezbędnych w dzisiejszej opiece medycznej. Komentatorzy tego zjawiska też się zmobilizowali.
Gotowa na masowy lincz, ulegnę dzisiejszemu trendowi analizowania Wielkiej Orkiestry Świątecznej (pseudo) Pomocy i całej jej otoczki. Co więcej, pozwolę sobie zgrzeszyć i powiem coś niezbyt pochlebnego na temat „Wielkiego Człowieka Naszych Czasów” ( bo w tenże sposób niektórzy go postrzegają), Jurka Owsiaka.
Niektórzy twierdzą, że Owsiak zbudował i nadal buduje w Polsce społeczeństwo obywatelskie. Przyznam szczerze, dawno się tak nie uśmiałam, dziękuję, to na moje zdrowie. Proszę Was, bądźcie tak łaskawi i wytłumaczcie mi, co jest obywatelskiego w tym, że schorowany i biedny człowiek musi liczyć na to, że ktoś gdzieś tam poczuje ukłucie w swoich korze limbicznej czy ciele migdałowatym kresomózgowia na widok czerwonej naklejki w kształcie serduszka i postanowi wygrzebać z kieszeni jedno- lub dwuzłotówkę? Czy o takim społeczeństwie obywatelskim marzymy? Kiedy wypada iść do urn wyborczych i oddać swój głos na partie obniżaje podatki najmniejszej i jednocześnie najbogatszej grupie społecznej, wówczas budzi się w Polakach poczucie obowiązku uczestnictwa w narzędziach demokracji. W tym przypadku jednak (w moich oczach) niespecjalnie tworzy się obraz społeczeństwa obywatelskiego, delikatnie mówiąc. Nie trzeba być wielkim znawcą ekonomii, ażeby domyślić się, z czym takie posunięcia wiążą się w kontekście finansowania chociażby służby zdrowia, o której dziś mówi się chyba najczęściej. Może to właściwie tylko kaprys dużego dziecka, kiedy marzy mi się Polska, w której nie spotykam się z takimi sytuacjami jak ogłoszenia w przychodniach lekarzy rodzinnych informujące potencjalnych pacjentów o tym, że od stycznia bieżącego roku płacimy za zabieg X oraz za zabieg Y. Już zaczynam obawiać się takich ogłoszeń w kolejnym roku, kiedy to będziemy płacić za zabieg A, zabieg B, zabieg C itd. Aż nadejdzie taki dzień, smutny dzień, kiedy ogłoszenia nie zobaczymy. Bo za wszystko trzeba będzie zapłacić.
O świadomości społecznej, a właściwie jej braku, możnaby dzisiaj pisać elaboraty. Nie omieszkam dorzucić przykładu z życia wziętego, ściśle dotyczącego przyszłych kadr ochrony zdrowia. Otóż, pewnego jesiennego dnia, uczestnicząc w seminarium z przedmiotu o wdzięcznej nazwie ( tu proszę wszystkie nowolewicowe feministki o mocne złapanie się za fotele, to może zaszokować!) : „Filozofia i etyka zawodu pielęgnIARKI”, rozpoczęła się dyskusja na temat szeroko rozumianej prywatyzacji opieki zdrowotnej. Dla rozjaśnienia podkreślę, są to studia na Wydziale (uwaga!) Opieki Zdrowotnej. I czego dowiedziałam się od wielu dziewcząt, które w przyszłości będą pielęgnować mój i Wasz stan fizykalny? Ano dowiedziałam się tego, że dziewczęta wręcz gorliwie, z błyskiem w oku i pewnością w głosie, opowiadają się za odpłatnością opieki medycznej. Co więcej, dziewczęta są zdania, że od pomocy biednym i niezaradnym (czyt. leniwym nierobom i złodziejom) mamy tę całą masę przeróżnych organizacji charytatywnych. Strach pomyśleć, co będzie za kilka czy kilkanaście lat, kiedy te urocze dziewczęta zasilą szeregi kadr medycznych w placówkach zdrowotnych. Żeby było jeszcze bardziej groteskowo, dodam, iż o związkach zawodowych w tej, bądź co bądź, dość spójnej i zorganizowanej grupie zawodowej, potrafią powiedzieć zaledwie ( albo aż?) tyle, że to jakaś banda szaleńców-ideowców, którzy porywają się z motyką na słońce marząc o niebieskich migdałach.
Wracając do społeczeństwa obywatelskiego czy też zaktywizowanej młodzieży, o których niektórzy tak radośnie głoszą wszem i wobec, grzecznie i delikatnie zapytam.Gdzie jest to społeczeństwo obywatelskie, kiedy jedynym pomysłem włodarzy miast na problem braku mieszkań socjalnych jest budowanie blaszanych kontenerów o powierzchni 13 metrów kwadratowych ( patrz Bytom tudzież Poznań)? Gdzie jest to społeczeństwo obywatelskie, kiedy niezgodnie z prawem eksmituje się kobiety z dziećmi czy niepełnosprawnych (patrz – czerwcowa blokada eksmisji w Lublinie czy wrześniowa w Warszawie), kiedy eksmituje się do warunków, najzwyczajniej w świecie, nieludzkich, do mieszkaniopodobnych ( ze wskazaniem na drugą część tego neologizmu) baraków, w których zdolne do życia są co najwyżej miliony bakterii, grzybów oraz szczury, gdzie powszechnie dostępną wodą jest ta deszczowa, ściekająca po ścianach ( patrz – blokady eksmisji w Mińsku Mazowieckim)? I w końcu, gdzie jest to społeczeństwo obywatelskie, kiedy zamyka się/prywatyzuje ogromne zakłady pracy -huty, kopalnie etc. (patrz -aktualnie KGHM czy próba likwidacji jednej z większych hut w Polsce, w Miasteczku Śląskim) uzależniając los tysięcy ludzi od widzimisię elitarnej grupy biznesmenów? Nie powiecie mi, Moi Drodzy, że to społeczeństwo obywatelskie właśnie biega po ulicach swoich miasteczek w poszukiwaniu kwestujących na WOŚP, aż tak naiwna nie jestem. Smutnym jest fakt, że ta symboliczna nalepka w kształcie serca jest dla milionów Polaków pewnego rodzaju etykietką z napisem ' los innych nie jest mi obcy' '. Absolutnie nie twierdzę, że to coś złego – wrzucić tę złotówkę - bardziej polemizuję z tym, jakoby taki gest był oznaką szczodrobliwości Polaków. Myślę raczej, że to sposób na uspokojenie własnych duszy i sumienia, które co rok odzywają się w główkach tychże ludzi i wołają ' bądź dobrym człowiekiem!'. Mainstreamowe media i liberalne elity tworzące serdeczny, ciepły i kolorowy obraz dzisiejszego dnia zbiórki na WOŚP zamydlają nam oczy sugerując, że włączając się w tę dobroczynną akcję walczymy z powszechnymi problemami społecznymi. Nic bardziej mylnego.
I kolejny argument. Wychwalanie Owsiaka za to, co zrobił dla tysięcy dzieciaków z wielu szpitali w Polsce zbierając pieniądze np. na sprzęt medyczny. Problemem nie jest tu jednak sam Owsiak, ni jego akcja. Problemem jest to, że Polacy wdrukowali sobie do głów, że taki stan, w którym NFZ finansuje zespoły terapeutyczne i podstawowe środki niezbędne do leczenia, a WOŚP kupuje drogi sprzęt do skomplikowanych zabiegów, jest w stu procentach normalny. W moim odczuciu z normalnością nie ma to nic wspólnego. Życie i zdrowie żadnego człowieka nie może być uzależnione od jakiejkolwiek organizacji charytatywnej, która pewnego dnia może zablokować konto i zakończyć swą działalność, wszak ma do tego prawo. Dzięki temu jednemu dniu zbiórki na WOŚP rządzący naszym państwem czują się zwolnieni z obowiązku zmiany systemu, bo i po co, Owsiak pomoże. Idąc dalej, taka doraźna pomoc, ten jeden dzień w roku, tak naprawdę hamuje jakiekolwiek procesy zmiany fatalnej sytuacji. Swoją drogą, finansowy wkład WOŚPu w poprawę jakości polskiej opieki zdrowotnej, w moim odczuciu, jest raczej symboliczny. Może i liczba 30-40 kilku milionów złotych brzmi, owszem, imponująco, natomiast jeśliby wierzyć rządowym ekspertom w sprawie braków środków finansowych na ochronę zdrowia, te Owsiakowe kilkadziesiąt milionów złotych to właściwie kropla w morzu potrzeb, która służy wyłącznie, jak wspomniałam wyżej, uspokojeniu naszego sumienia. Tak więc, za życie i zdrowie innych ludzi odpowiedzialne powinno być państwo, a nie organizacje charytatywne,o czym przekonuje nas już, szukając niedaleko, konstytucja. No ale niestety, przychodzi taki moment, kiedy trzeba zdecydować – wysłać kolejne setki żołnierzy do Afganistanu czy zwiększyć środki na służbę zdrowia? Wszyscy wiemy, co zwycięża.
Wracając do samego Owsiaka. Przytoczę sprawy, być może błahe, lecz dla mnie bardzo znaczące w ocenie tego człowieka. Jak wszyscy wiemy, Jurek Owsiak jest niejako ojcem Przystanku Woodstock. Zabawa bez wątpienia przednia, lecz przyjrzyjmy się pewnym, na pozór, niuansom. Jest mi co najmniej przykro, gdy człowiek, podobno waleczny i dobroduszny działacz społeczny wypruwający sobie żyły w imię pomocy ciężko chorym, z wielką radością zaprasza na „Woodstock” jednego z najgorszych politykierów Polski po 89 roku, Leszka Balcerowicza. A Leszek jest tym jednym z najgorszych ano dlatego, że z pracą na rzecz społeczeństwa ma tyle wspólnego, co przesunięcie żuchwy z leczeniem na oddziale ginekologiczno-położniczym. Zastanawiającym jest fakt, dlaczegoż to pan Owsiak tak ochoczo przytakiwał naszemu sztandarowemu budowniczemu ubóstwa i rozwarstwienia społecznego, kiedy ten krytykował istotę państwa opiekuńczego? Zresztą, co ci panowie wiedzą o państwie opiekuńczym, skoro o takowym w Polsce ani widu ani słychu? I pytanie – gdzie wówczas byłaby Wielka Orkiestra Świątecznej (pseudo)Pomocy, gdybyśmy żyli w państwie opiekuńczym?
Druga sprawa – pacyfista Jurek Owsiak zaprasza Wojsko Polskie na „Woodstock”, m.in. w celu promocji zawodu żołnierza. Tak, tak, drodzy wolontariusze, uczestnicy festiwalu „Przystanek Woodstock”, to właśnie na te bezużyteczne sprzęty dla zawodowej armii polski rząd przeznacza nieomal połowę tego, co na służbę zdrowia, którą tak wiernie, z zapałem i dobrym sercem chcecie wyleczyć!
Kończąc, chciałabym zwrócić uwagę na niezrozumiały dla mnie odbiór postaci Jerzego Owsiaka. Jeśli dla niektórych to „lewak”, to poważnie obawiam się, czy istnieje jakieś słowo, którym możnaby określić np. mnie.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)