Czytając wczorajszego Coryllusa poczułam się wywołana do tablicy. Więc jestem, coby nie było, że lewica zwyczajowo przytakuje na wszelakie, niesłuszne zresztą, zarzuty w swoim kierunku.
Lewica polityczna, tak ? Czymże jest, Drogi Coryllusie, lewica polityczna? Czy jest nią wielki Sojusz „Lewicy” Demokratycznej ? Ten wielki Sojusz „Lewicy” Demokratycznej, który wysłał wojska do Iraku i Afganistanu i który do dziś potrafi z czystym sumieniem usprawiedliwiać ten czyn ( patrz : postawa chociażby Leszka Millera ) ? Ten wielki Sojusz, który wprowadził nieludzką wręcz, w lewicowym rozumieniu, ustawę autorstwa Barbary Blidy umożliwiającą m.in. eksmisje na bruk ? Ten wielki Lewicowy Sojusz, który godzi się na obniżanie podatków najbogatszej grupie społeczeństwa? I w końcu, ten wielki Sojusz, podobno Lewicy Demokratycznej, który zliberalizował (czyt. zmasakrował ) nam nieco Kodeks Pracy? Bo co wspólnego ma wydłużanie dnia pracy czy zwiększanie limitu nadgodzin z lewicowością w kwestii praw pracowniczych?
Słusznie prawisz, Coryllusie, jakoby ta lewica polityczna opierała się na autorytecie przywódców i nawiązywała tylko do przestarzałych już twarzy Polski jeszcze Ludowej, których już wszyscy mamy dosyć. Owszem. Problem w tym jednak, że to nie jest żadna lewica. Poza „lewicą” w nazwie SLD nie ma z nią nic wspólnego, a Leszek Miller, Grzegorz Napieralski czy Wojciech Olejniczak nie są żadnymi działaczami lewicy.
Od razu pojawia się też odpowiedź na Twoją sugestię, jakobyśmy w Polsce nie mieli lewicowych robotników. A widzisz, Drogi Coryllusie, ja spotkałam lewicowego robotnika! Acz, faktycznie, jest ich coraz mniej, co jest absolutnie zrozumiałe, bo jakże mieliby wierzyć w lewicę, kiedy jedyna taka, w jaką mogliby wierzyć oglądając TVN i czytając Gazetę Wyborczą, nie tyle zapomina o swoich lewicowych – pracowniczych - obowiązkach wobec tej grupy ludzi, do której podobno odwołuje się w swoich ideowych postulatach, co najzwyczajniej w świecie działa wbrew jej interesom! I nie dziwota wtenczas, że nie spotkałeś jeszcze lewicowego robotnika. O robotników, o każdego po kolei, muszą teraz walczyć wszelakie, niestety niszowe, środowiska, o których faktycznie można powiedzieć, że są lewicowe. O tychże robotników muszą walczyć teraz organizacje, których działacze ( ach, to straszne słowo!) potrafią przejechać Polskę wzdłuż i wszerz broniąc jakiegoś indywidualnego Iksińskiego, kiedy jakaś wielka korporacja X&Y chce go wyrzucić z pracy za to, że wstąpił do związku zawodowego i chciał założyć komisję zakładową ( patrz : Inicjatywa Pracownicza w Zielonej Górze ). Muszą walczyć wręcz ze zdwojonym zaangażowaniem, kiedy na każdym kroku imię lewicy czy związków zawodowych jest plamione, co gorsza, nie tyle przez teoretycznych przeciwników – liberałów – lecz przez samych wyznawców tych ideologii, a przynajmniej takowoż się zwących. I właśnie dlatego nie poznałeś jeszcze lewicowego robotnika, bo w dzisiejszej Polsce ogarniętej mainstreamem atakującym nas z każdej możliwej strony w każdy możliwy sposób, pokazującym , jacy to straszni są ci górnicy hutnicy stoczniowcy i inni, którzy chcieliby tylko worek pieniędzy w zamian za byle jaką robotę, i którzy, rzecz jasna, potrafią postraszyć Warszawę paląc opony czy rzucając kostkami brukowymi, ano właśnie w takiej Polsce lewicowy robotnik może czuć się co najmniej nieswojo, czemu zasadniczo się nie dziwię, bo sama, z przekonaniami lewicowymi, czuję się wokół tego wszystkiego niesamowicie kiepsko .
I doprawdy nie mam pojęcia, skąd Twoja opinia na temat organizacji pozarządowych, które, wg Ciebie, są grupkami ludzi wzajemnej adoracji, których łączy tylko praca w jakichś fundacjach i korporacyjnych wydawnictwach. Ba, z chęcią poznałabym taką lewicową organizację! Gdzie mogę ją znaleźć ? Co więcej, absolutnie nie zgadzam się z tezą, jakoby działacze lewicy to ludzie umiejący wyłącznie słuchać i szukający dla siebie co lepszego fotelika z ciepłą posadką. Może takimi są właśnie wyżej wspomniani SLDowcy czy wielcy baronowie jeszcze większych związków zawodowych walczących co najwyżej o już i tak zbyt wysoką pensję związkową. Przykro mi, że do takowego ogranicza się Twoje pojęcie o ludziach lewicy. Nie takich dotychczas poznałam, gdyż ci, których poznałam, a i owszem, potrafią słuchać, ale przy okazji potrafią też samodzielnie myśleć i artykułować swoje myśli, nierzadko nie potrzebując w tym dogmatów z serii : „Bóg, honor, ojczyzna”. A może jestem tylko zaślepiona ideologią ?
Ach, ostatnie i najważniejsze. Wbrew temu, co myślisz, lewica nie istnieje po to, żeby zniszczyć prawicę i zawładnąć myśleniem społeczeństwa. Absolutnie nie. Lewica akceptuje obecność prawicy , bo jakiż świat byłby nudny, gdybyśmy nie mieli potrzeby przekonywania innych do swoich teorii. Prawica musi istnieć, żeby mogła istnieć lewica.
Lewica tylko, tak zupełnie na marginesie, czuje malusieńkie, acz bolesne, ukłucie w sercu, bo na każdym kroku dostaje kopa w tyłek, już przy samym wejściu na scenę polityczną. Bo lewica to potomkowie Polski Ludowej, trockiści, maoiści, staliniści, komuniści i wszystek inne, co złe, bo lewica chciałaby Wam gospodarkę centralnie zaplanować i zabrać ostatnie już cząstki Waszej wolności zmuszając do oddawania 99% swoich zarobków. No i w związku z tym, lewica dąży wyłącznie do tego, aby w Polsce nie było bogatych. Ach, lewica chce też spalić wszystkie Wasze kościoły i wdrukować Waszym dzieciom homoseksualizm do głów!
Otóż nie, Moi Drodzy. Lewicowcy nie mają z tym nic wspólnego. I nawet nie chcą mieć.
I wiecie, marzeń mam naprawdę całą masę. Chcę mieć gromadkę dzieciaków, kochającego męża, satysfakcjonującą pracę itd. Marzy mi się też taki świat, w którym na słowa : „ jestem demokratyczną socjalistką” nie otrzymam odpowiedzi : „ o nie, komunistka!”.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)