Stało się właśnie to, czego, jak myślę, 3/4 salonowych blogerów się obawiało. Bronisław Komorowski został prezydentem, bez względu na to, czy mnie i Państwu się to podoba, czy nie (biorąc pod uwagę oczywiście fakt, że podane wstępne wyniki sondażowe, a różnice wyników są przecież niewielkie, szczególnie te TVNowskie, są rzetelne i dane z PKW je potwierdzą).
Jestem teraz szalenie ciekawa, jakie opinie pojawią się wśród tego najmocniejszego elektoratu Jarosława Kaczyńskiego, tego, który przez całą kampanię wyborczą wyłapywał gafy Marszałka i wykpiwał jego kolejne tezy na temat planowanych działań po ewentualnym zwycięstwie (całkiem słusznie zresztą). Czy prezydentura Bronisława Komorowskiego będzie wyglądać podobnie do tej śp. Lecha Kaczyńskiego, lecz z odwrotnej strony? Czy teraz regularnym wyłapywaniem lapsusów językowym i innych zajmie się elektorat PiSu, podobnie jak robili to platformersi za czasów poprzedniej prezydentury? Czy teraz będziemy wyśmiewać się z ewentualnych Bronkowych 'irasiadów', 'borubarów' i jego mediów (tym razem nie Radio Maryja, a TVN i GW)? Czy lekcja, jaką każdy z nas otrzymał po katastrofie pod Smoleńskiem, da nam wszystkim asumpt do tego, aby, bez względu na sympatie polityczne, traktować wybór większości (no może nie Polaków, ale głosujących) z szacunkiem? Ja również nie jestem fanką Bronka ni Platformy, ale proszę, bądźcie, a właściwie to bądźmy, mądrzejsi od wszystkich tych, którzy naśmiewali się z poprzedniego prezydenta. Krytykujmy, owszem, ale merytorycznie, nie oceniajmy wyglądu Pierwszej Damy i nie marudźmy już o tych pasjach myśliwskich Komorowskiego. Bo tak długo, jak będziemy to czynić, tak długo Jarosław Kaczyński będzie wyśmiewany za to, że ma kota i jest kawalerem. I wtedy proszę nie mieć pretensji do nikogo, poza samym sobą.
A dlaczego nadzieja? Myślę sobie, że to zwycięstwo Komorowskiego jest chyba jedyną szansą na skompromitowanie Platformy Obywatelskiej oraz znudzenie polskiego społeczeństwa opcją mniej lub bardziej konserwatywno-liberalną. Może to społeczeństwo potrzebuje takiego kopa w tyłek, porządnego kopa w tyłek, żeby otrząsnąć się z tego amoku, w który wpadają przede wszystkim przez mainstreamowe media. Od jakiegoś czasu tak to właśnie wszystko wygląda: wybieramy pomiędzy opcją bardziej liberalną i mniej konserwatywną, a opcją mniej liberalną, lecz bardziej konserwatywną. Zapewniam Państwa, są w tym kraju także tacy ludzie, którym żadna z tych opcji nie odpowiada. Są tacy ludzie, którzy za każdym razem muszą zagryzać zęby i zaciskać pięści skreślając ten jeden krzyżyk, bo mogą co najwyżej zagłosować na to mityczne mniejsze zło. To tacy ludzie, którzy mają już dość mniejszego zła, którzy chcieliby w końcu zagłosować na dobro, mniejsze bądź większe, ale dobro. Może to czas na świeżość w polskiej polityce, może Polacy mają już dość tych postkomuchów z SLD, konserw z PiSu i, właściwie to nie wiem, jak określić PO, są tak nijacy...
Może przyjdzie czas na młodą antykomunistyczną lewicę, która nie będzie opierała się na działaczach PZPRu i nie będzie bezustannie kojarzona z czasami Polski Ludowej, będzie zaś nawiązywać do przedwojennego PPSu, tego samego PPSu, o którym nierzadko wspominał, pozytywnie rzecz jasna, śp. Lech Kaczyński. Może przyjdzie czas na taką lewicę, której interesem będą wszyscy ci uciskani przez system, aktualnie tworzony rękami polityków Platformy.
Dziś na polskiej scenie politycznej próżno szukać takiej lewicy.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)